Mario Goetze rozliczył się z trudną przeszłością. Wielki powrót i żal, że coś poszło nie tak

Mario Goetze - bohater finału mistrzostw świata z 2014 r. - rozliczył się z trudną przeszłością. - Takie momenty jak ten w Brazylii są najważniejsze w karierze, ale ja byłem bardzo młody. Myślałem: "przecież nic lepszego już mnie nie spotka". Być może powinienem zakończyć karierę, będąc na szczycie - powiedział w rozmowie z portalem The Athletic.
AP/Karina Hessland

- Gdybym mógł nieco zmienić tę historię, napisać ją od nowa, to strzeliłbym tego gola w wieku 35. lat i wtedy zakończyłbym karierę - w rozmowie z portalem The Athletic powiedział Mario Goetze. 30-letni pomocnik Eintrachtu Frankfurt odniósł się do historycznej bramki, jaką zdobył osiem lat temu w finale mistrzostw świata i późniejszych wydarzeń w karierze.

Zobacz wideo Michniewicz: Pytają, dlaczego Krychowiak? Odpowiadam, że Waldek Matysik nie może

W dniu finału mundialu w 2014 r. Goetze miał niewiele ponad 22 lata i całą karierę przed sobą. W decydującym meczu z Argentyną (1:0) Joachim Loew wpuścił go na boisko w 88. minucie, ściągając z niego Miroslava Klose. I to był strzał w dziesiątkę, bo na siedem minut przed końcem meczu Goetze zdobył decydującą bramkę.

Z lewej strony podał Andre Schuerrle, a Goetze przyjął piłkę na klatkę piersiową i uderzeniem lewą nogą z powietrza pokonał Sergio Romero. - Kiedy wchodziłem na boisko Loew powiedział mi, że mam cieszyć się grą i po prostu udowodnić, że jestem lepszy od Lionela Messiego. Myślę, że selekcjoner nie wiedział, co mi powiedzieć. Po prostu chciał mnie zmotywować, wyciągnąć ze mnie wszystko, co najlepsze - powiedział Goetze.

Od tamtej pory Goetze rozegrał w kadrze zaledwie 27 meczów, w których strzelił sześć goli i miał tyle samo asyst. Ostatni raz zawodnik zagrał w reprezentacji w listopadzie 2017 r. Jego karierę brutalnie wyhamowały kontuzje. W 2017 r. niemieckie media poinformowały też o jego poważnej chorobie. Goetze miał wielkie problemy z metabolizmem. Wydawało się, że pomocnik nie zaistnieje już w kadrze. Zwłaszcza że miał za sobą nieudane lata w Bayernie Monachium, powrót do Borussii Dortmund i zjazd w postaci transferu do PSV Eindhoven.

W Holandii Goetze jednak odżył, a w tym sezonie z niezłej strony pokazał się w barwach Eintrachtu. W nagrodę 30-latek otrzymał powołanie na mistrzostwa świata w Katarze. Tym samym Goetze wrócił do kadry po pięciu latach.

Goetze rozliczył się z przeszłością

- Zajęło mi trochę czasu, by to wszystko przerobić i zrozumieć - powiedział Goetze w rozmowie z The Athletic. I dodał: - Musiałem lepiej zrozumieć futbol. Takie momenty jak ten w Brazylii są najważniejsze w karierze, ale ja byłem bardzo młody. Zastanawiałem się, co w ogóle jeszcze mnie czeka. Myślałem: "przecież nic lepszego już mnie nie spotka". Być może powinienem zakończyć karierę, będąc na szczycie.

- Po mundialu miałem tylko 20 dni przerwy i wróciłem do treningów z Bayernem. Po tygodniu graliśmy mecz Pucharu Niemiec. Minął raptem miesiąc od wygrania finału mistrzostw świata, a ja grałem przeciwko trzecioligowcowi z Niemiec. To było dziwne - stwierdził Goetze.

Niemiec przyznał, że po wielkim sukcesie miał problemy z motywacją, przez co nie potrafił zbliżyć się do poziomu, jaki prezentował przed transferem do Bayernu. - Kiedy byłem na początku kariery, robiłem sobie dodatkowe treningi. Nie miałem dnia wolnego. Kiedy byłem na wakacjach, po trzech dniach zaczynałem biegać. Po kilku latach moje ciało zaczęło reagować i mówiło: "dość". A głowa nie pomagała w mobilizacji - zdradził Goetze.

I dodał: - Gdybym teraz mógł coś powiedzieć młodszemu sobie, to na pewno zwróciłbym uwagę na treningi. Powinienem trenować codziennie, pracować nad sobą. Sam talent to za mało. Czas ucieka, dlatego nieustannie trzeba nad sobą pracować.

Po siedmiu latach Goetze będzie miał szansę zaznaczyć swoją obecność w reprezentacji Niemiec. Ta na mundialu zagra w grupie E, a jej rywalami będą Japonia, Kostaryka oraz Hiszpania.

Więcej o: