Budowali mundial w Katarze. Teraz dostali "nagrodę". Koszmar to mało powiedziane

- Zostałem zwolniony bez żadnego powodu. (...) Mam teraz wiele problemów. Nie stać mnie na jedzenie ani na lekarstwa - mówi w rozmowie z "The Times" jeden z obcokrajowców pracujących w Katarze. Jak ujawniła redakcja, wiele osób zaciągnęło pożyczki, by rozpocząć pracę przy budowie infrastruktury mundialu. Teraz firmy ogłosiły masowe zwolnienia.
Fot. Hassan Ammar / AP

Już za niespełna dwa tygodnie rozpoczną się mistrzostwa świata w piłce nożnej mężczyzn. Przyznanie prawa do organizacji mundialu Katarowi nadal wzbudza mnóstwo kontrowersji. Począwszy od afery korupcyjnej, poprzez termin rozegrania mistrzostw, a na kwestii łamania praw człowieka kończąc. Teraz na światło dzienne wyszła kolejna afera. Redakcja "The Times" ujawniła, że wiele katarskich firm zachowało się w sposób skandaliczny i zwolniło osoby pracujące przy budowaniu infrastruktury mistrzostw bez podania żadnej przyczyny. Co więcej, pracownicy zostali bez środków do życia i zostali zmuszeni do opuszczenia kraju. 

Zobacz wideo Największe marzenie Rakowa Częstochowa. 2023 rok? "To niemożliwe"

Kolejna afera w Katarze. Zwalniali pracowników, by nie wypłacać im dodatkowego wynagrodzenia

Tysiące ludzi przyjechało do państwa Zatoki Perskiej, by zarobić pieniądze. Obcokrajowcy często korzystali z usług agencji rekrutacyjnych, które pomagały znaleźć im pracę. Jak ujawnia "The Times", wynagrodzenie agentów wynosiło nawet kilkaset tysięcy rupii nepalskich.

Teraz pojawił się kolejny problem. Jak donoszą dziennikarze, pracę straciło wielu obcokrajowców. Katar przygotowuje się na przyjęcie kibiców, z kolei firmy zwalniają pracowników i wysyłają ich do domu. W niektórych przypadkach ludzie muszą opuścić kraj jeszcze przed spłatą pożyczek. W takiej sytuacji jest m.in. Santosh, rozmówca "The Times".

- Zostałem ostatnio zwolniony bez żadnego powodu. Inżynier poinformował mnie wcześniej, że firma postanowiła wysłać kilku pracowników do domu, ale nie spodziewałem się, że ta wiadomość dotyczy również mnie. Przecież nie minął jeszcze rok, od kiedy tu pracuję. Dodatkowo zapłaciłem 175 000 rupii nepalskich (około 1200 funtów) agentowi rekrutacyjnemu, by dostać pracę na placu budowy w Lusail. I choć minęło już dziesięć miesięcy, od kiedy pracuje, to nadal mam 50 000 rupii długu i wciąż rosną 30-procentowe odsetki, które naliczył lichwiarz. Mam teraz wiele problemów. Zostałem bez środków do życia. Nie stać mnie na jedzenie ani na lekarstwa - opowiadał Santosh.

Wielu pracodawców celowo zerwało umowy, zanim dana osoba przepracowała dwanaście miesięcy. Ma to związek z prawem panującym w Katarze. Pracownicy zwykle otrzymują pensję miesięczną - minimalne wynagrodzenie wynosi 1000 riali (około 35 000 rupii nepalskich). Jeśli pracodawca zerwie umowę przed czasem, wówczas musi wypłacić pracownikowi dodatkowe wynagrodzenie w wysokości trzytygodniowej pensji za każdy rok pracy. Jeśli dana osoba nie przepracuje 12 miesięcy, to firma nie jest zobligowana do wypłaty dodatkowego wynagrodzenia, z czego skorzystało wielu pracodawców. Ofiarą tego systemu padł wspomniany Santosh.

Więcej treści sportowych na stronie głównej Gazeta.pl

Niektórzy pracodawcy pozostawiali ludzi na bruku, odbierając im nawet darmowe posiłki. I choć władze Kataru wiedzą o istniejącym problemie i deklarują chęć pomocy, to nie wiele robią, by poprawić sytuację. Emir Kataru nawiązał współpracę z Międzynarodową Organizacją Pracy ONZ (MOP), ale póki co, nie ma jej wymiernych efektów.

MOP ogłosiła w tym tygodniu, że "niewypłacone pensje nadal pozostają największym problemem pracowników Kataru. I choć Emir utworzył fundusz, mający rekompensować straty pracownikom, to nie jest on w stanie pomóc każdemu. Dodatkowo na wsparcie finansowe nie mogą liczyć pracownicy, którzy już zostali zmuszeni do opuszczenia kraju, a więc tacy jak Santosh".

"The Times" donosi, że władze Kataru rzekomo stworzyły listę firm łamiących prawa pracowników, ale konsekwencje wyciągną dopiero po mistrzostwach świata. Te rozpoczną się 20 listopada i potrwają do 18 grudnia. 

Więcej o: