Przez błąd praktykanta był w śpiączce przez 39 lat. Żona przez cały czas wierzyła, że w końcu się obudzi

To miał być rutynowy zabieg. Jednak przez błąd praktykanta jeden z najlepszych francuskich obrońców zapadł w śpiączkę. Żona przez 39 lat wierzyła, że Jean-Pierre Adams się obudzi. Sportowiec zmarł 6 września 2021 roku.

Był jednym z najlepszych francuskich obrońców w latach 70., a kariera stała przed nim otworem. Niestety, wszystko zmieniło się dosłownie w ułamku sekundy w marcu 1982 roku. Właśnie wtedy, przez błąd praktykanta, zapadł w śpiączkę, która trwała 39 lat.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

Mówiono o nim "Czarna Skała". Jean-Pierre Adams szybko stał się sportową gwiazdą 

Jean-Pierre Adams urodził się 10 marca 1948 roku w Dakarze. W stolicy Senegalu mieszkał do 10. roku życia. Później wraz z babcią wyjechał do Francji. Właśnie tam rozpoczęła się jego przygoda z piłką nożną. Dostrzegł go bowiem klub Nimes Olympique. Z tą drużyną zadebiutował we francuskiej pierwszej lidze i wspólnie z zespołem zaczęli osiągać pierwsze ogromne sukcesy. Adams wyróżniał się nie tylko talentem, ale też muskularną sylwetką, dzięki czemu zyskał przydomek "Czarna Skała". W wieku 24 lat zadebiutował zaś we francuskiej kadrze

Prywatnie Adams związał się z Francuzką o imieniu Bernadette. - Nie ukrywam, początkowo to było bardzo trudne dla mojej rodziny - wyznała żona piłkarza w 2013 roku w rozmowie z CNN. - W tamtym czasie związek czarnego mężczyzny z białą kobietą nie był dobrze postrzegany przez społeczeństwo - dodała. 

Choć na boisku sportowiec osiągał coraz większe sukcesy, to zaczęły odbijać się one na jego zdrowiu, a dokładniej kolanach. O operacji przesądziła kontuzja, której doznał w 1982 roku w trzeciej lidze. 

Zobacz wideo Od lat 90. zarobki piłkarzy w Wielkiej Brytanii wzrosły 1500 proc. Jak to możliwe?

Rutynowy zabieg zmienił jego życie na zawsze. Wszystko przez błąd praktykanta 

W związku z pogarszającym się stanem kolan, Adams 17 marca 1982 roku zgłosił się na operację w szpitalu w Lyonie. Miał to być rutynowy i prosty zabieg. Żonie powiedział, aby "się nie martwiła i przyszła po niego za osiem dni". Niestety, dni przemieniły się w lata, a to były ostatnie słowa, jakie Bernadette usłyszała od piłkarza.

W szpitalu doszło do pomyłki, której skutki okazały się tragiczne. Na oddziale dostępny był wyłącznie jeden praktykant, który podczas operacji podał Adamsowi zbyt dużą dawkę leku znieczulającego. Była ona niemal śmiertelna. U 34-letniego wówczas piłkarza doszło do zatrzymania akcji serca i niedotlenienia mózgu. Spowodowało to śpiączkę, w której przebywał przez 39 lat. 

Praktykant oczywiście został oskarżony, jednak wydany wyrok zbulwersował opinię publiczną. Otrzymał on bowiem wyrok pozbawienia wolności na miesiąc w zawieszeniu i przeliczając na dzisiejsze pieniądze - zaledwie około 750 euro kary finansowej. 

Żona wierzyła do końca, że Adams się wybudzi. Wiele osób radziło jej, aby się poddała 

Szanse na wybudzenie się sportowca były niewielkie, ale Bernadette nie chciała rezygnować. - Może pewnego dnia nastąpi jakiś przełom w medycynie? Może będą wiedzieli, jak go wybudzić? Nie wiem. Muszę wierzyć - wspomniała w rozmowie z CNN.

 

Po ponad roku, gdy jego stan nie ulegał poprawie, lekarze zaczęli namawiać żonę piłkarza, by umieściła go w specjalnym ośrodku. Ona postanowiła jednak zabrać go do domu niedaleko Nimes. Zajmowała się nim do końca. - Kupujemy mu różne prezenty. Koszulki albo bluzy, bo codziennie ubieram go w jego łóżku. Kupuję mu rzeczy, aby miał ładny pokój i dobrze w nim pachniało - wyznała. 

Małżeństwem byli przez 52 lata. 6 września 2021 roku klub Nimes Olympique poinformował o śmierci Adamsa. 

 
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.