Europejska liga widmo. Kuzniecow grzmi i donosi do FSB. "Zdrada stanu"

Bartłomiej Kubiak
"To podważa porządek konstytucyjny. Zagraża bezpieczeństwu państwa, racji stanu, harmonii społecznej i podżega do nienawiści" - bulwersuje się Dmitrij Kuzniecow, poseł partii Sprawiedliwa Rosja za Prawdę, który oskarża RFU, a więc Rosyjski Związek Piłki Nożnej, że to jego wina, iż krymskie kluby nadal są krymskie, a nie rosyjskie.

FK Sewastopol, Rubin Jałta, Okean Kercz, FK Bakczysaraj, FK Ałuszta, Sparta-KT Mołodiżne, FC Jałta, TSK-Tawrija Symferopol. To osiem klubów, które w tym sezonie występują w krymskiej Premjer Lidze. Czyli tworze istniejącym od 2015 roku i przynależącym do Krymskiej Unii Piłkarskiej, gdzie słowo "twór" pasuje idealnie, bo to w zasadzie rozgrywki poza strukturami UEFA. Utworzone co prawda siedem lat temu przez europejską delegację piłkarską - na czele z byłym prezesem słowackiego związku Frantiskem Laurinecem - ale dziś mające niewiele wspólnego z pierwotnymi ustaleniami. Siedem lat temu działacze ze strony ukraińskiej nie zajęli mocnego stanowiska, ale też nie byli przeciwni, by utworzyć osobą ligę. Wszyscy zaznaczali jednak wyraźnie: Krym jest częścią Ukrainy.

Zobacz wideo Mocne komentarze po losowaniu. "To ośmieszanie polskiej reprezentacji"

Jewgienij PluszczenkoPupilek Putina złożył mu życzenia. To, co napisał, nie mieści się w głowie

Ukrainy, a nie Rosji, która od ponad pół roku zrzuca bomby na ukraińskie miasta, a od 2014 roku okupuje także Krym, gdzie szybko, bo już kilka miesięcy po aneksji, przywłaszczyła sobie także tamtejszy futbol. W miejsce ukraińskich klubów zaczęła też tworzyć własne twory piłkarskopodobne - często o takiej samej lub nieco zmienionej nazwie - które dziś są na zupełnym marginesie zawodowej piłki. Grają w lidze widmo. W miejscu, gdzie nawet Rosjanie mówią, że piłka po prostu istnieje, ale w żaden sposób się nie rozwija.

Puste trybuny i agenci FSB na meczach

Bez pieniędzy i zawodowych graczy, bo zabronione są zagraniczne transfery, większość zawodników stanowią Rosjanie na amatorskich kontraktach. A do tego z niszczejącą infrastrukturą, która nawet nie tyle wypełnia się kibicami, ile prędzej agentami Federalnej Służby Bezpieczeństwa, którzy pojawiają się na krymskich stadionach i próbują wychwytywać tam wszystkich manifestujących proukraińskie poglądy. Tak wygląda obecnie futbol na Krymie.

- To już nie to samo, co kiedyś. Teraz gdy idziesz na stadion, widzisz puste krzesełka i odczuwasz smutek - mówił cztery lata temu w "Guardianie" anonimowo jeden z kibiców Tawriji Symferopol, który chodził na każdy mecz swojej drużyny, ale przestał, kiedy ta została przejęta przez Rosjan.

Tawrija to w ogóle jest dobry przykład, co z krymską piłką zrobili Rosjanie. Klub z blisko 60-letnią tradycją w zasadzie zniknął z dnia na dzień. Działacze i zawodnicy zostali zmuszeni do opuszczenia swojego miasta. Ewakuowali się do Chersonia, a na Krymie w ich miejsce Rosjanie stworzyli nowy "klub". Z minimalnie zmienioną nazwą - TSK-Tawrija - jakby myśleli, że nikt się w tym wszystkim nie połapie. To oczywiście błędne założenie, bo większość od razu się połapała i szybko odpuściła. Dziś na meczach krymskiej Premjer Ligi zbędni są już nawet wspomniani agenci FSB, bo na stadiony przychodzi garstka kibiców. I są to głównie Rosjanie lub osoby o prorosyjskich poglądach.

FK UfaRosyjscy sportowcy rzucili się na fałszywe legitymacje. Posypały się kary

UEFA od razu pogroziła palcem. "Jaki jest sens dalej się jej bać?"

Krym w UEFA - po tym jak Kosowo i Gibraltar w 2016 roku otrzymały pełny status członka - jest ostatnią federacją działającą na ograniczonych prawach. Rosjanie już raz chcieli je obejść. Kilka miesięcy po aneksji Krymu, czyli w połowie 2014 roku, kiedy włączyli zespoły z Symferopola, Sewastopola i Jałty do swojej trzeciej ligi i Pucharu Rosji. Taki stan nie trwał długo, bo palcem od razu pogroziła UEFA. Rosyjskie władze piłkarskie nie zamierzały się jej wtedy przeciwstawiać. Mając w zanadrzu mundial, który organizowali w 2018 roku, szybko i posłusznie wycofali krymskie drużyny ze swoich rozgrywek.

Dziś większość z nich jest sztucznie podtrzymywana przy życiu przez Ministerstwo Sportu Federacji Rosyjskiej. I to właśnie bulwersuje Rosjan. Znowu, bo to jest temat, który wraca jak bumerang. Teraz też wrócił. Jeszcze przed zniszczeniem krymskiego mostu, kiedy przez putinowskie media przetoczyła się dyskusja na temat krymskich klubów piłkarskich oraz ich przynależności.

- Najpierw to zróbmy, czyli zabierzmy je do nas, a później negocjujmy. Jaki jest sens dalej bać się i przystawać na to, co chce UEFA? - pytała ostatnio retorycznie Swietłana Żurowa, była mistrzyni olimpijska w łyżwiarstwie szybkim, a obecnie deputowana do Dumy, która zabiera głos niemal w każdej sprawie, gdzie można pochwalić Rosję i skrytykować Zachód. Tym razem też dołączyła do chóru polityków na usługach Kremla, którzy apelują, by zająć się krymskim futbolem.

Kuzniecow: To podważa porządek konstytucyjny

Zresztą to nie są tylko apele, bo o krok dalej idzie np. Dmitrij Kuzniecow. Poseł partii Sprawiedliwa Rosja za Prawdę, która w Dumie jest pozorną opozycją, działa za przyzwoleniem Kremla. W obliczu klęsk ponoszonych na froncie i ogłoszenia powszechnej mobilizacji partia - a przede wszystkim Kuzniecow - teraz próbuje coś ugrać dla siebie. Chce zyskać nawet nie tyle w oczach Putina, ile rosyjskiego społeczeństwa.

A do tego akurat sport nadaje się idealnie. To w Rosji znane, sprawdzone i bardzo wdzięczne narzędzie propagandy, z którego teraz próbuje korzystać Kuzniecow. Poseł partii Sprawiedliwa Rosja za Prawdę zwrócił się właśnie do dyrektora FSB Aleksandra Bortnikowa z prośbą, by sprawdził działalność RFU, a więc Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej. Kuzniecow uważa, że to właśnie związek jest odpowiedzialny za to, że krymskie kluby nadal są krymskie, a nie rosyjskie. Posądza nawet piłkarskich działaczy o zdradę stanu i celowe działania na korzyść Zachodu.

Zgodnie z dokumentem, do którego dotarł portal news.ru, poseł zarzuca RFU także zwyczajną niechęć do przyjmowania krymskich drużyn, co jest według niego niczym innym jak odejściem od woli narodu rosyjskiego. To według Kuzniecowa naród zróżnicowany, ale w jednym zgodny: Krym ma być w strukturach piłkarskich Rosji. Ma być i basta, a ociąganie się w tej sprawie RFU Kuzniecow argumentuje tak: "To podważa porządek konstytucyjny, zagraża bezpieczeństwu państwa, racji stanu, harmonii społecznej i ogólnie podżega do nienawiści" - wylicza w swoim donosie do FSB.

Typowe zagranie pod publiczkę

To nie pierwszy raz, kiedy Kuzniecow atakuje RFU. Robił to także pod koniec sierpnia, kiedy sugerował, że RFU to organizacja, która "nosi znamiona wrogich wpływów". Wtedy chodziło mu o koncert białorusko-rosyjskiego zespołu rockowego Bi-2, który w lipcu odbył się na Gazprom Arenie w Petersburgu - w trakcie finałowego meczu o Superpuchar Rosji Zenit - Spartak (4:0).

RFU na tamto spotkanie zażądała od kibiców posiadania Fan ID. To system identyfikacji kibiców piłkarskich, który funkcjonuje w Rosji od mundialu. Zdaniem Kuzniecowa został wtedy wprowadzony na życzenie zachodnich stowarzyszeń - w domyśle UEFA i FIFA - które wciąż mają do niego dostęp. I to one, a nie władze Kremla mają dzięki temu inwigilować rosyjskich kibiców. Także, a może nawet przede wszystkim tych, którzy pojawili się wtedy na Gazprom Arenie. Nawet nie tyle, by obejrzeć mecz, ile w przerwie posłuchać muzyki. Właśnie grupy Bi-2, która jawnie sprzeciwia się "operacji specjalnej" jak w Rosji nazywana jest wojna, którą Putin wywołał w Ukrainie.

W Rosji takie odloty polityków to nic nowego. Likwidacja Fan ID wydaje się typowym zagraniem Kuzniecowa pod publiczkę. Rosyjskim kibicom od dawna bowiem nie podoba się ten system. Ich zdaniem Fan ID tylko komplikuje wejście na stadion. Trudno sobie jednak wyobrazić, by Kreml nie korzystał z tego dobrodziejstwa. To prędzej dla niego jest to idealne narzędzie do kontrolowania ludzi, którzy chodzą na mecze piłki nożnej niż dla UEFA, która w tej sprawie milczy. W żaden sposób nie odnosi się do rewelacji rosyjskich polityków. Również na temat przyłączenia krymskich klubów do ligi rosyjskiej, czego nie robią także Ukraińcy, którzy od dawna przede wszystkim powtarzają, że będą walczyć o Krym i ten prędzej czy później zostanie przez nich odbity.

Autokar FK UfaPompowany z brudnych pieniędzy klub idzie na dno. "Miliard dolarów dziennie"

Rosjanie w poniedziałek - w odwecie za zniszczenie mostu krymskiego, do którego oficjalnie nie przyznała się strona ukraińska - wystrzelili w kierunku ukraińskich miejscowości ponad 80 rakiet, z czego ponad połowa została zestrzelona - takie dane podało ukraińskie ministerstwo obrony. Ucierpiał m.in. Kijów. W kilku obwodach występują także problemy z dostawami energii elektrycznej. Według najnowszego bilansu ofiar podanego przez władze Kijowa tylko w tym mieście zginęło pięciu cywilów, a 51 zostało rannych. Czterech cywilów zginęło w obwodzie zaporoskim, a ukraińska policja informuje łącznie o 10 ofiarach śmiertelnych i ok. 60 rannych.

Więcej o: