FIFA ignoruje łamanie praw człowieka? Organizacja daje kolejny powód do krytyki

FIFA wysyła delegację, która oceni możliwość organizacji wydarzeń piłkarskich w Syrii, co brzmi jak powiew normalności w kraju owładniętym wojną domową. Ale tamtejsi sportowcy i aktywiści są wściekli. Przekonują, że światowa federacja ignoruje problemy humanitarne i łamanie praw człowieka, a w praktyce może wspierać reżim.

Wojna domowa w Syrii trwa od 2011 r. Działania militarne wojsk Baszszara al-Asada i zbrojnej opozycji doprowadziły kraj do ruiny, niszcząc miasta i ważną infrastrukturę. Z tego powodu syryjska reprezentacja w futbolu musi szukać możliwości gry i treningu poza granicami państwa. Ostatnio pojawiła się nadzieja na powrót do domu. Ale nie ze strony rządzących czy opozycjonistów. Tę nadzieję dała FIFA.

Zobacz wideo Od lat 90. zarobki piłkarzy w Wielkiej Brytanii wzrosły 1500 proc. Jak to możliwe?

FIFA sprawdza możliwości powrotu Syrii do domu

Jej prezydent Gianni Infantino spotkał się już z prezesem syryjskiej federacji piłkarskiej Salahem Edeenem Ramadanem. Omawiali możliwości współpracy przy odbudowie syryjskiej infrastruktury piłkarskiej, oceniali też szansę na organizację wydarzeń sportowych na terenie Syrii, m.in. meczów tamtejszej reprezentacji. Plan poprawy sytuacji w Syrii wpisuje się w strategię pracy FIFA za kadencji Szwajcara na lata 2020-2023.

FIFA już podejmuje odpowiednie kroki, by realizować pomoc. "Będziemy kontynuować wysiłki z odpowiednimi władzami, w tym ONZ, w celu podjęcia środków, które pozwolą na wdrożenie programów rozwojowych w Syrii" - oświadczyła światowa federacji.

Oprócz rozmów z ONZ FIFA współpracuje w tej sprawie z AFC, czyli azjatycką federacją. Zapowiedziano już, że wyśle wspólną delegację, która będzie oceniać bezpieczeństwo pod kątem możliwości organizacji międzynarodowych meczów towarzyskich. To będzie pierwsza delegacja od 2012 r.

Od 2016 r. syryjska federacja otrzymała od FIFA 2,7 mln dol. na rozwój i realizację projektów, ale żaden z nich nie został jeszcze zatwierdzony.

Sportowcy wściekli na FIFA

Sprawa nie jest jednak czarno-biała. Choć FIFA przekonuje o szczerości intencji, Syryjczycy są wściekli. Głosy oburzenia szczególnie słychać wśród aktywistów i sportowców. Jak czytamy na portalu "Middle East Eye", krytykujący zarzucają FIFA, że nie liczy się ona z losem poszkodowanych i ofiar.

W wojnę angażowani są czynni sportowcy i na froncie tracą życie, a światowa federacja na to nie reaguje. W ciągu 11 lat działań wojennych zginęło prawie 200 sportowców, w tym dwoje nieletnich, a reżim al-Asada aresztował prawie 500 sportowców. Ich zdaniem delegacja FIFA i AFC powinna odwiedzić rodziny aresztowanych i zmarłych oraz wywrzeć presję na reżimie, by uwolniono więźniów.

Pojawiają się też obawy, że pieniądze od FIFA nie trafiają do kasy syryjskiej federacji, a lądują na koncie al-Asada. W związku z tym syryjski dyktator omijałby sankcje nałożone przez państwa Zachodu.

- Sankcje Unii Europejskiej, które nadal obowiązują, są wymierzone przeciwko reżimowi al-Asada i jego zwolennikom w celu uniemożliwienia im otrzymywania środków finansowych i politycznych. Sankcje UE są wiążące dla obywateli UE i unijnych firm. Organizowanie imprez sportowych nie jest zabronione, o ile wpływy finansowe nie trafiają do rządu al-Asada lub osób sankcjonowanych przez UE - przekazał "Middle East Eye" Peter Stano, główny rzecznik spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa w Komisji Europejskiej.

Organizacja ochrony praw człowieka Humans Rights Watch podkreśla, że plany FIFA ignoruje badania i analizy dotyczące łamania praw człowieka w Syrii oraz potrzebę pomocy humanitarnej. Zarzuca światowej federacji, że ta zapomina, iż stadiony w Syrii zostały wykorzystane militarnie - jako magazyny broni, stacje artylerii oraz areszty.

Wygląda na to, że dla Infantino i FIFA najważniejszy jest pieniądz. Nic sobie nie robili z tego, że przy budowie stadionów na mundial w Katarze ginęli robotnicy. Żyli oni koszmarnych warunkach, naruszano ich prawa. Inwazja na Ukrainę nie była dla nich powodem, żeby zawiesić Rosję w strukturach, federacja ugięła się dopiero pod presją świata. Jednak niewiele sobie nie robi ze spadających bomb i salw armat, które od lat nękają Syryjczyków. Według syryjskich aktywistow ostatnia delegacja Infantino wygląda więc na próbę ocieplenia wizerunku, a nie realnej pomocy.

Więcej o: