Od razu jednak zaznaczmy: rosyjskie media w ogóle nie wiążą problemów finansowych Ufy z sankcjami nałożonymi przez Zachód. A być może powinny, bo Baszkortostan to autonomiczna republika na Uralu bogata przede wszystkim w ropę naftową. Rzecz w tym, że jej wydobycie w Rosji nie było aż tak niskie od 20 lat. I wszystko wskazuje, że ta tendencja będzie jeszcze się pogłębiać. Unia Europejska od kilku miesięcy odważnie zapowiada, że już w przyszłym roku chciałaby całkowicie odciąć się od rosyjskiej ropy.
"Tak to jest, jak tracimy miliard dolarów dziennie" - to jeden z komentarzy pod tekstem o problemach finansowych Ufy na portalu sport-express.ru. Skąd wziął się ten miliard? Większość Rosjan doskonale kojarzy go z dziennym dochodem Rosji z eksportu gazu i ropy. Kreml chwalił się tą kwotą przed nałożeniem sankcji. Tymczasem już w maju - jak donosi portal energetyka24.com, który powołuje się na rosyjskie dane - dochody z eksportu tych paliw spadły o połowę. Teraz Kreml i zaprzyjaźnione z nim media nie podają już żadnych statystyk na ten temat.
Rosja z eksportu ropy i gazu finansuje nie tylko swoje zbrodnicze działania na Ukrainie, ale także inwestuje te pieniądze w sport. Nie tylko w Spartaka, czyli najbardziej utytułowany rosyjski klub ze stolicy, ale także w kluby daleko od Moskwy. Z takich regionów jak właśnie Baszkiria (inna nazwa Baszkortostanu), gdzie do niedawna wystawienie bogatego i silnego zespołu piłkarskiego było kwestią honoru i powodem do dumy dla lokalnych władz. Teraz staje się problemem. A najlepszym przykładem jest właśnie Ufa, która jak donosi Sport24.ru, może zostać zdegradowana do drugiej ligi. - My zawsze mieliśmy problemy finansowe. One nie zaczęły się dziś, a wcześniej. Czy wycofamy się z pierwszej ligi? Myślę, że nie. Jakoś to przetrwamy - uspokaja dyrektor generalny Ufy Szamil Gazizow.
W Ufie panuje jednak nerwowa atmosfera. A o tym, że dzieje się źle, już kilka dni temu donosił Sport24.ru. Serwis powoływał się na anonimowe źródła w klubie i informował, że Ufa musiała pożyczyć pieniądze od siatkarskiej drużyny Ural Ufa, by dojechać na mecz z Szynnikiem Jarosław (0:3).
- Ja wiem, że zwykle się tego nie robi, ale tak: mogę potwierdzić, że poprosiliśmy Ural o pomoc. Pożyczyliśmy od nich pieniądze. To jest jednak nasza wewnętrzna sprawa - Gazizow ucina dalszą rozmowę z portalem championat.com, gdzie jeszcze raz podkreśla, że Ufa to klub, który od dłuższego zmaga się z problemami. I że to są problemy, z których finansująca klub republika Baszkortostanu doskonale zdaje sobie sprawę.
Może i zdaje, ale tewa właśnie ósma kolejka pierwszej ligi, a Baszkortostan, którego złoty zarys znajduje się na koszulkach Ufy, wciąż nie zapewnił klubowi gwarancji finansowania.
Ale to nie w republice, a w samym Gazizowie, który jest dyrektorem generalnym Ufy od marca 2021 r., kibice upatrują się przyczyn wszystkich problemów. Tym bardziej że w Rosji Gazizow wcale nie ma dobrej prasy. Traci przynajmniej od końcówki zeszłego roku, kiedy w rozmowie z Match TV wyjawił, że jest w zażartym konflikcie z Leonidem Fedunem. Prezesem i właścicielem Spartaka, który po 18 latach rządzenia właśnie żegna się z moskiewskim klubem.
Fedun z powodu sankcji stracił prawie cały swój majątek, ale Gazizow wciąż domaga się od niego olbrzymich pieniędzy. Mowa tutaj o kwocie 450 mln rubli, które stanowić mają 10 proc. udziałów w Spartaku, które Fedun rzekomo obiecał Gazizowi na pomiętym świstku papieru, kiedy Gazizow od lipca do grudnia 2020 r. był dyrektorem generalnym Spartaka.
To jest spór, który trwa i którym cały czas żyją rosyjskie media. Niekoniecznie obchodzi ich upadek Ufy, bo o tym pisze się niewiele. Chyba że w komentarzach i mediach społecznościowych, gdzie kibice Ufy za obecny stan rzeczy obwiniają przede wszystkim Gazizowa. "W klubie jest nerwowa atmosfera, ale jaka ma być, skoro rządzi nim ktoś taki jak on. Może niech zainwestuje swoje pieniądze. Z głodu nie umrze. Wielki pan menedżer, które jedyne, co potrafi, to płakać w mediach, że Ufa zawsze miała problemy i dbać tylko o swoje interesy" - czytamy w komentarzach.
Tylko że dziś problemy Ufy to nie tylko Gazizow. Klub w poprzednim sezonie spadł z Premijer Ligi. Już w maju pisało się, że republika Baszkortostanu ograniczy wydatki nawet o połowę. Do tego finansowe problemy Ufy spotęgowało odejście firmy bukmacherskiej BetBoom, która miała prawa do nazwy stadionu i rocznie z tego tytułu przelewała na klubowe konto około 120 mln rubli.
"Nepotyzm, kradzieże, łapówkarstwo, a do tego kryzys gospodarczy z wiadomych względów. To wszystko prowadzi teraz do tego, że Ufa właśnie się rozpada. Na dodatek na czele stoi właśnie ten człowiek, pazerny na pieniądze. To musi skończyć się źle. Szkoda, bo Ufa to dobry klub. Nie zasługuje na taki los" - piszą zrozpaczeni kibice.
Ufa formalnie istnieje od 12 lat, ale piłkarska drużyna w tym mieście powstała w czasach Związku Radzieckiego. Wcześniej nazywała się Baszinformswiaź-Dinamo Ufa. W FK Ufa przekształciła się w 2010 r., kiedy poważne pieniądze w klub zaczęła pompować republika Baszkortostanu. Efektem tego po czterech latach był awans z trzeciej ligi do rosyjskiej elity, gdzie Ufa spędziła osiem sezonów. Spadła w maju. Po siedmiu kolejkach w pierwszej lidze zajmuje teraz 12. miejsce w tabeli i ma tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową.