Lech się męczył, ale wygrał. I to bez straty gola, choć mecz kończył w dziesiątkę

Lech Poznań blisko awansu do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy. Po bardzo słabym spotkaniu z obu stron mistrz Polski pokonał na własnym stadionie luksemburskie F91 Dudelange 2:0. Gole dla polskiego zespołu strzelali Kristoffer Velde i Mikael Ishak.

Po tym jak Raków Częstochowa wygrał swój pierwszy mecz ze Slavią Praga 2:1, aby ten czwartek był w pełni udany dla polskich klubów, czekaliśmy już tylko na zwycięstwo Lecha Poznań. Mistrz Polski w starciu na własnym stadionie z mistrzem Luksemburga był zdecydowanym faworytem, ale trzeba było mieć na uwadze, w jak słabej formie znajduje się ostatnio "Kolejorz". Z kolei Dudelange sprawiło przecież już jedną sensację w Polsce, pokonując cztery lata temu przy Łazienkowskiej Legię Warszawa 1:0, co później dało Luksemburczykom fazę grupową Ligi Europy.

Zobacz wideo Dziennikarz Sport.pl kontra bramkarz Barcelony. Ale urwał. Bez szans [WIDEO]

Lech zagrał słabo, ale pokonał jeszcze słabsze Dudelange

Lech rozpoczął to spotkanie znakomicie, szczególnie Kristoffer Velde. Norweg najpierw w pierwszej akcji meczu dobrze dograł piłkę z prawego skrzydła w pole karne do Mikaela Ishaka, ale Szwed nie zdołał oddać strzału. Chwilę później Velde doszedł do strzału szczupakiem po centrze Pedro Rebocho, jednak w dobrej sytuacji wyraźnie się pomylił.

W 7. minucie meczu było już jednak 1:0 dla Lecha, właśnie za sprawą Norwega. Po rzucie rożnym piłka spadła pod nogi Velde, a ten pięknym strzałem z 16 metrów nie dał bramkarzowi Dudelange żadnych szans.  

Po strzelonej bramce Lech Poznań znów pokazał swoją złą twarz z tego sezonu. Zamiast pójść za ciosem wobec bardzo słabo wyglądającego rywala, oddał mu inicjatywę. Pod bramką Filipa Bednarka kilka razy groźnie się zakotłowało, ale koniec końców bramkarz Lecha nie został zmuszony do interwencji. Wyprowadzający nieliczne kontry "Kolejorz" stworzył sobie z kolei do przerwy jeszcze dwie niezłe okazje do strzelenia drugiego gola, ale zarówno strzał głową Mikaela Ishaka, jak i próba z kilkunastu metrów Pedro Rebocho, były niecelne i na przerwę mistrz Polski schodził z przewagą jednego gola. 

Kapitalny Raków pokonał Slavię. A mogło być wyżej. Faza grupowa coraz bliżejKapitalny Raków pokonał Slavię. A mogło być wyżej. Faza grupowa coraz bliżej

W drugiej połowie przez pierwsze 20 minut oglądaliśmy pokaz bezradności obu drużyn. Później jednak Lechowi udało się zdobyć drugą bramkę. Z lewego skrzydła piłkę za linię obrony gości zagrał Pedro Rebocho, a bramkarza rywali efektownym strzałem z powietrza pokonał Mikael Ishak. Jak jednak pokazały powtórki, gol ten nie powinien zostać uznany, gdyż Szwed był na spalonym.

Lech mógł wygrać to spotkanie jeszcze wyżej, ale w końcówce dwóch bardzo dobrych sytuacji nie zdołał wykorzystać rezerwowy Filip Szymczak, który dwukrotnie przegrał pojedynek z bramkarzem gości - Lucasem Foxem. Ale jako że wszystkie wydarzenia układały się dla Lecha bardzo korzystnie, mistrzowie Polski nie byliby sobą, gdyby tego sobie jeszcze nie skomplikowali. W 89. minucie spotkania Antonio Milić sfaulował wychodzącego na czystą pozycję napastnika Dudelange i obejrzał czerwoną kartkę, przez co Lech musiał kończyć ten mecz w "dziesiątkę", a sam Milić nie zagra także w rewanżu. 

Lech Poznań wyglądał naprawdę słabo, ale trafił na jeszcze słabszego rywala i pokonał F91 Dudelange 2:0, przez co droga do fazy grupowej Ligi Konferencji Europy jest dla mistrza Polski otwarta. Zespół Johna van den Broma musi obronić przewagę za tydzień na boisku rywala, ale patrząc na marną jakość po stronie Luksemburczyków, nawet bardzo słaba forma Lecha nie powinna mu w tym przeszkodzić. 

Więcej o: