Rywal Lecha w el. LKE bardzo się zmienił. Przebogaty właściciel trzasnął drzwiami

Dawid Szymczak
To już nie luksemburskie PSG, jak mówiło się o F91 Dudelange, gdy ogrywało Legię Warszawa. Poprzedni właściciel pokłócił się z burmistrzem o rozbudowę stadionu, spakował manatki i dzisiaj sponsoruje rywali - zabrał też najlepszych piłkarzy, a trener Dino Toppmoeller zamiast grać z półamatorami, pomaga Nagelsmannowi i przytula się z gwiazdami Bayernu Monachium. - Lech Poznań ma łatwiej niż Legia w 2018 - mówi Michał Augustyn, który przez blisko dekadę grał w luksemburskiej lidze.

Cała luksemburska piłka idzie do przodu, obraca coraz większymi pieniędzmi i osiąga coraz lepsze wyniki, ale akurat z Dudelange jest odwrotnie. Cztery lata temu Legia Warszawa trafiła na najlepszy moment w historii tego klubu - dwóch sezonów z rzędu w Lidze Europy. W dwumeczu przegrała 3:4. Ale niedługo później Flavio Becca, przebogaty nieruchomościowy biznesmen, po dwudziestu latach inwestowania w klub, zaczął się wycofywać. Na fali sukcesów chciał płynąć dalej, jednak wstrzymywały go władze miasta, które nie dotrzymywały obietnic w sprawie budowy nowego stadionu. Burmistrz myślał, że Becca tylko straszy odejściem, a on naprawdę trzasnął drzwiami i dzisiaj dzięki jego pieniądzom pięknieje piłka w Hesperange. Ma tam znajomych w radzie miasta, więc zabawa w futbol będzie przyjemniejsza.

Zobacz wideo Nowy dom Lewandowskiego robi piorunujące wrażenie. Chodź, patrz i podziwiaj

Większość piłkarzy Dudelange zabrał ze sobą, trenera Dino Toppmoellera też namawiał, ale do swojego sztabu zaprosił go Julian Nagelsmann. Pracowali razem w RB Lipsk, teraz są w Bayernie. Nagelsmann mówi, że nadają na tych samych falach i podobnie rozumieją piłkę. To dla Toppmoellera spory komplement. Gdy trenera Bayernu dopadł koronawirus, to on zastąpił go przy linii i na konferencjach prasowych. Dwa tygodnie temu, gdy Bayern ogrywał Eintracht Frankfurt 6:1, Joshua Kimmich i Benjamin Pavard po strzeleniu goli biegli do Toppmoellera się wyściskać. Na treningach powiedział im coś, co pozwoliło zdobyć te bramki. Były trener Dudelange na razie chce zostać przy Nagelsmannie, ale któregoś dnia wróci do roli pierwszego trenera. I to na znacznie wyższym poziomie niż liga luksemburska. Zapewnia też, że wciąż stara się śledzić mecze Dudelange. Tak ważny, jak z Lechem Poznań - o wejście do grupy Ligi Konferencji, powinien zatem obejrzeć.

Nowy wizerunek Emanuela OlisadebeW Kutnie sprzedawali samochód z 2000 r. "Pierwszy właściciel: Olisadebe. Poszedł błyskawicznie"

"Dudelange to dziś słabszy zespół niż ten, który mierzył się z Legią Warszawa"

Michał Augustyn przez dziesięć lat bronił w różnych luksemburskich klubach i przed meczami z Dudelange zawsze od trenerów słyszał to samo - że to zespół dobrze grający piłką, w którym nie ma sensu wyróżniać poszczególnych piłkarzy, bo najważniejszy jest kolektyw. - W lidze rzeczywiście w większości spotkań mają pełną kontrolę nad meczami, przewagę w posiadaniu piłki i sporo ataków pozycyjnych. Ale w Europie wygląda to zgoła inaczej. Dinamo Batumi przyjechało do Poznania, otworzyło się i dostało pięć goli. Wątpię, żeby Dudelange zrobiło podobnie. Raczej dostosuje się do Lecha szczególnie w pierwszym meczu, żeby nie stracić jakiejś głupiej bramki. To dwumecz o spore pieniądze, a nikt im za sam styl nie zapłaci - mówi.

- Dzisiaj Dudelange ma słabszy zespół niż ten, który mierzył się z Legią Warszawa. Większość piłkarzy z najlepszym CV odeszła razem z właścicielem do jego nowego klubu. Wcześniej było tak, że Dudelange miało około trzydziestu zawodników na profesjonalnych kontraktach. Tych, którzy nie grali, Becca wypożyczał do innych klubów i najczęściej wciąż opłacał ich pensje, byle mogli zbierać doświadczenie. Bardzo prawdopodobne, ze ta praktyka stosowana jest aktualnie w Hesperange. Przepaść między nimi a pozostałymi klubami jest spora. To Dudelange na pewno jest słabsze w defensywie w porównaniu do ekipy, która zmierzyła się z Legią. Bramkarz, choć bardzo perspektywiczny, cały czas zbiera doświadczenie w seniorskiej piłce, obrona też się dopiero ze sobą zgrywa, bo były przetasowania, więc wystarczy zobaczyć skróty ostatnich meczów z Piunikiem Erywań i Malmoe, żeby dostrzec relatywnie proste błędy. Przy jednym z goli obrońca podał przeciwnemu napastnikowi idealną prostopadłą piłkę. Kuriozalny błąd. Gdy grali z Legią, w składzie mieli zawodników, którzy liznęli Bundesligi czy Ligue 1, więc jak na Luksemburg naprawdę bardzo dobrych. Dzisiaj klub jest zarządzany na pewno rozsądniej od strony finansowej, więc nie ma już takich piłkarzy, którzy ewidentnie by się wybijali i robili różnicę, ale wciąż trzymają przyzwoity poziom - wystarczający na Luksemburg i adekwatny do tych wyników, które mają w eliminacjach europejskich pucharów - twierdzi Augustyn, który w maju zakończył karierę piłkarską, ale wciąż mieszka w Luksemburgu i tam pracuje.

"Kate upadła na ziemię, krzyczała, krwawiła". Kolejni świadkowie obciążają Ryana Giggsa

W Luksemburgu nie będzie profesjonalnej ligi. "Nie jesteśmy rynkiem, jesteśmy wsią!"

No właśnie. Lech po wyeliminowaniu islandzkich półamatorów z Vigingura Rejkiawik, trafia na luksemburskich profesjonalistów. W Dudelange, poza jednostkami, które chcą pracować lub studiują, od kilku lat nie ma już bowiem zawodników, którzy łączyliby grę w piłkę z inną karierą zawodowa. - Liga idzie do przodu. Jak zaczynałem tu grać, nie było żadnej indywidualizacji treningów, systemów pomiaru tętna czy GPS. Teraz czołówka, czyli m.in. Dudelange, ma już w kadrze praktycznie tylko profesjonalistów. W słabszych zespołach wciąż grają w przeważającej części studenci i pracownicy na pół albo nawet cały etat. W niektórych zespołach są i profesjonalni piłkarze, i półamatorscy. Nie spodziewam się pełnej profesjonalizacji lokalnej piłki w najbliższym czasie, bo finansowo się to po prostu nie spina. Większość działaczy jest bardzo negatywnie nastawiona do jakichkolwiek rozmów na ten temat - opowiada polski bramkarz.

- Nie jesteśmy rynkiem, jesteśmy wsią - mówił trzy lata temu Paul Philipp, prezes luksemburskiej federacji. - Nie powinniśmy i nie będziemy przeprowadzać profesjonalizacji ligi. Po prostu nie ma na to odpowiedniego środowiska. Nie rozumiem, dlaczego ta dyskusja w ogóle ma miejsce. Przychody klubów w dużej mierze pochodzą od indywidualnych darczyńców. Środki telewizyjne lub wysokie przychody z dnia meczowego nie są możliwe w tym kraju. Wiele klubów zależy od jednej osoby. Ale to nie znaczy, że nie możemy pracować bardziej profesjonalnie. Znam wielu sportowców, którzy wykonują inne zawody i nadal pracują bardzo sumiennie.

- Jeśli jesteś na piłkarzem na pełen etat w klubie z czołówki, możesz mieć całkiem fajne życie. Jeśli nie grasz w czołowym klubie, możesz mieć problem. Dlatego większość woli mieć dwie prace. Część zawodników, nawet z najlepszych klubów, gra w Luksemburgu, ale mieszka we Francji albo w Belgii, gdzie życie jest znacznie tańsze. Trzeba tez dodać, ze wielu zawodników pochodzi z sąsiednich krajów, więc jest to dla nich całkiem naturalne - dodaje Augustyn.

Giuseppe Rossi"Był Messi, był Cristiano Ronaldo, a potem ja". Zdobył szczyt i zleciał

Lech ma dodatkowy atut. "Piłkarzom Dudelange mogą zadrżeć nogi"

Odcięcie od pieniędzy Flavio Becci odbiło się na wynikach. Wcześniej Dudelange hurtowo zdobywało mistrzostwa i coraz śmielej grało w Europie, tymczasem ani w sezonie 2019/20, ani 2020/21 nie było najlepsze na krajowym podwórku, a przed rokiem poległo już w pierwszej rundzie eliminacji Ligi Konferencji z irlandzkim Bohemian (0:3 w dwumeczu). W zeszłym sezonie Dudelange odzyskało mistrzostwo, ale znów dość słabo radzi sobie w pucharach:

  • 1. runda eliminacji Ligi Mistrzów – 1:0 i 2:1 z KF Tirana
  • 2. runda eliminacji Ligi Mistrzów – 1:4 i 1:0 z Piunikiem Erywań
  • 3. runda eliminacji Ligi Europy – 2:2 i 0:3 z Malmoe 

I tak - w 4. rundzie eliminacji Ligi Konferencji - Dudelange spotka się z Lechem Poznań. - Na papierze Lech na pewno jest faworytem, znacznie większym niż była Legia. Tyle że jest w dołku. Dudelange z kolei wygrało pierwsze dwa mecze w lidze, a z eliminacji Ligi Mistrzów odpadło rundę później niż mistrz Polski. Liczę, że Lechowi pomogą kibice, którzy, mam nadzieję, pojawią się na stadionie i wesprą drużynę w obecnym kryzysie. Piłkarze z Luksemburga nie są przyzwyczajeni ani do tak dużych stadionów, ani takich tłumów na meczach. Ich spotkania ogląda zazwyczaj kilkaset osób, więc przy głośnym dopingu mogą im zadrżeć nogi - przewiduje były bramkarz.

Początek meczu Lech Poznań - F91 Dudelange w czwartek o godz. 20.30. Relacja LIVE na Sport.pl.

Więcej o: