80 mln euro od Viktora Orbana. Rumunia rozjuszona: Zniszczę Sepsi

Konrad Ferszter
Piłkarski klub Sepsi Sfantu Gheorghe odnosi największe sukcesy w historii, jego śladami chce podążać FK Csikszereda z efektowną akademią, a z kolan wstaje też hokej na lodzie. Rumuński sport w Siedmiogrodzie ma się coraz lepiej dzięki 80 mln euro zainwestowanym przez Viktora Orbana. Premier Węgier dba o swoich rodaków za granicą, zaogniając tym samym rumuńsko-węgierskie stosunki.

- To wszystko było bardzo dziwne. Premier Węgier przyjechał do Rumunii i w meczu europejskich pucharów kibicował rumuńskiemu klubowi. Jestem apolityczny i nie chcę się wdawać w dyskusje, ale wydaje mi się, że analogiczna sytuacja na Węgrzech nie miałaby prawa się zdarzyć - po meczu Sepsi Sfantu Gheorghe - Olimpija Lublana w II rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji Europy powiedział były gwiazdor rumuńskiego futbolu - Florin Raducioiu.

Zobacz wideo Lewandowski zachwycił kibiców. Eksperci: Magiczne połączenie [Sport.pl LIVE]

Spotkanie w niespełna 60-tysięcznym miasteczku było wielką manifestacją ze strony Węgrów. Na meczu, obok ubranego w klubowe barwy premiera Viktora Orbana - pojawili się też minister sportu - Eduard Novak - oraz selekcjonerzy reprezentacji seniorów i kadry U-21 - Marco Rossi i Zoltan Gera.

Węgiersko było nie tylko na loży VIP. Na trybunach pojawiło się wiele flag narodowych oraz Księstwa Siedmiogrodu, czyli marzącej w dużej mierze o autonomii części Rumunii. Kibice wspierali nie tylko piłkarzy. "Ria Ria Hungaria" - niosła się po trybunach przyśpiewka znana z meczów reprezentacji Węgier.

"Wspaniale było znów być razem. Niech żyją zjednoczeni Węgrzy" - napisał w mediach społecznościowych Orban. Premier Węgier od kilku lat pompuje wielkie pieniądze w sport w Siedmiogrodzie. Według najnowszych danych na tym obszarze żyje około miliona ludzi, z czego ponad 50 proc. stanowią etniczni Węgrzy. Pochodzące stamtąd Sepsi Sfantu Gheorghe jest oczkiem w głowie Orbana, ale imponujących projektów sportowych jest tam więcej. Te prowadzą jednak do podsycania konfliktu między Węgrami i Rumunią.

Orban inwestuje poza Węgrami

Siedmiogród to tylko jedno z miejsc, w których Orban przypomina o historycznej potędze Węgier. Rozkochany w sporcie premier kraju inwestował już pieniądze w klubach ze Słowacji (DAC Dunajska Streda), Serbii (FK Backa Topola), Słowenii (NK Nafta) i Chorwacji (NK Osijek).

Po co to wszystko? By wspierać i przypominać o sobie mniejszościom węgierskim w tych krajach. Mniejszościom, które w znacznej mierze znalazły się tam przez traktat z Trianon. Dokument podpisany w 1920 r. sformalizował przekazanie znacznych terytoriów należących do węgierskiej części Austro-Węgier państwom ościennym. 

Na traktacie zyskali Rumuni. Ziemie przekazane na jego mocy stanowią dzisiaj aż 40 proc. kraju. Do dziś ten moment w historii jest kością niezgody i punktem zapalnym między oboma państwami. Orban i jego partia polityczna wydarzenia z Trianon uznają za nielegalny rozbiór Węgier.

Zabiegając o poparcie prawicowego elektoratu Orban nie tylko położył nacisk na kultywowanie pamięci o wydarzeniach sprzed ponad 100 lat, ale zdecydował też o przyznaniu etnicznym Węgrom mieszkającym w innych krajach prawa do posiadania obywatelstwa. Ci mogli je przyjmować jako drugie, obok tego państwa, w którym się wychowali. Z nadanego prawa skorzystała ponad połowa Węgrów mieszkających w Rumunii.

Polityka szybko odcisnęła piętno na sporcie. - Nie jest tajemnicą, że wspieraliśmy go w kwietniowych wyborach parlamentarnych. Nie uczestniczyliśmy jednak w kampanii. Poza tym, co w tym dziwnego? Przecież to normalne, że wspieraliśmy kogoś, kto tak bardzo pomógł nam przy budowie infrastruktury - powiedział prezes Sepsi - Laszlo Dioszegi.

Rumuński klub w rękach Węgrów

W Sfantu Gheorghe podkreślają, że Orban wsparł klub jedynie przy budowie stadionu i akademii. Ich koszt rumuńskie media szacują na około 25 mln euro. Większość pieniędzy na budowę pochodziła z węgierskiego budżetu i tamtejszych państwowych spółek.

Te jednak stanowią też większość budżetu Sepsi. Klub wspierany jest przez potentatów branży paliwowej (MOL) i spożywczej (Gyermelyi) oraz bank OTP. Rumuńskie media poinformowały, że ten pierwszy płaci klubowi aż 4,5 mln euro rocznie. To najwyższa umowa w historii tamtejszego futbolu.

Węgierskie wsparcie szybko przełożyło się na dobre wyniki. W 2017 roku Sepsi awansowało do rumuńskiej ekstraklasy, by już cztery lata później pierwszy raz w historii awansować do europejskich pucharów. W poprzednim sezonie zespół Cristiano Bergodiego sięgnął po Puchar Rumunii, a na początku lipca zdobył też Superpuchar, pokonując mistrza kraju - CFR Cluj. 

W europejskich pucharach Sepsi nie idzie tak dobrze. W poprzednim sezonie Rumuni przegrali ze Spartakiem Trnawa w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji Europy. W obecnych rozgrywkach, po wyeliminowani Olimpiji, są bliscy odpadnięcia w III rundzie. W czwartek zespół Bergodiego przegrał 1:3 ze szwedzkim Djurgardens. Ale w miasteczku, którego ponad 70 proc. mieszkańców stanowią etniczni Węgrzy, mają duże plany.

- Nie mamy żadnych tajemnic. Dwie trzecie naszego budżetu stanowi wsparcie z Węgier i od węgierskiego rządu. Te środki przeznaczane są jednak na szkolenie dzieci i młodzieży, bo jak wiadomo, państwa nie mogą finansować zawodowych drużyn - powiedział Dioszegi.

I dodał: - Co robił pan Orban na naszym meczu? On odwiedza nas często i sprawdza, jak się miewa wybudowany przez niego stadion, co przecież nie jest tajemnicą. Pan Orban jak kilku innych węgierskich przedstawicieli pogratulował nam zwycięstwa z Olimpiją i docenił, że budujemy interesujący zespół.

Becali: Pokonam Orbana i węgierski rząd

W Rumunii Sepsi budzi różne emocje. Jedni nie zwracają na nich uwagi, inni widzą w nich ciekawostkę z małego miasteczka, a jeszcze inni, jak kontrowersyjny właściciel FCSB - Gigi Becali - widzą w nich wroga. Nie tylko tego sportowego, ale też całej ojczyzny.

- Wciąż trzymamy ich głowę pod gilotyną. Jeśli Sepsi będzie stawało się mocniejsze, zainwestuję milion euro w swój klub. Jeśli Orban odważy się na coś, skarcę go. Nigdy nie pozwolę na to, żeby Węgrzy wyprzedzili FCSB. Nie traktujcie tego jako dyskryminację. Po prostu chcę być od nich lepszy. Chcę być lepszy od Orbana - mówił Becali.

I dodał: - Jeśli będą chcieli pokazać swoją siłę, mogę w jednej chwili zainwestować i 10 mln euro. Zniszczę Sepsi. Oczywiście sportowo. Nawet się cieszę, że Orban wszedł do naszego futbolu. To wyzwanie, które mnie nakręca.

- Nie wyrzucajmy go stąd. Sam pokonam jego i węgierski rząd. Pozwólmy im inwestować pieniądze, ja zainwestuje swoje i zobaczymy, kto będzie silniejszy. Wyzywam ich na pojedynek. Moje FCSB i Sepsi Orbana. Rzucam rękawicę Orbanowi, albo Orbanowi-Putinowi, bo tak będzie bardziej precyzyjnie - w swoim stylu prowokował Becali.

Nie wszyscy jednak tak emocjonalnie podchodzą do klubu wspieranego przez premiera Węgier. Dość powiedzieć, że wspomniany mecz Sepsi - Olimpija nie był transmitowany w żadnej rumuńskiej telewizji. 

- Różni ludzie dopatrywali się spisku, ale to był czysty przypadek. O tej samej porze grały inne, większe rumuńskie kluby. Sepsi nie wygenerowałoby takiej publiki jak CFR Cluj czy FCSB. To mały klub, który nie ma wielu kibiców. Telewizje musiały się na coś zdecydować - mówi nam rumuński dziennikarz, Emanuel Rosu.

Przeszczepić węgierskie wzorce

Mecz Sepsi - Olimpija nie był jedynym, na jakim w tamtym czasie pojawił się Orban. Dwa dni po nim premier Węgier gościł na towarzyskim meczu węgierskiej mniejszości mieszkającej w Siedmiogrodzie z węgierską kadrą do lat 18. Spotkanie odbyło się oczywiście w Rumunii, a dokładniej w miejscowości Miercurea-Ciuc. W niespełna 40-tysięcznym miasteczku ponad 80 proc. populacji stanowią etniczni Węgrzy.

Miejsce rozegrania meczu nie było przypadkowe z jeszcze innego powodu. Nowoczesny, kameralny stadion na zaledwie 1400 miejsc siedzących został zbudowany przez węgierski rząd. Jego budowa pochłonęła ponad trzy mln euro.

W Miercurea-Ciuc już powstaje klub podobny do Sepsi. FK Csikszereda ma być odzwierciedleniem tego, co Orban zbudował na Węgrzech, inwestując w Akademię Puskas. Rumuński klub, którego funkcjonowanie zostało wznowione zaledwie 10 lat temu, ma bazować na wychowankach i żyć z ich sprzedaży.

Obecnie FK Csikszereda gra na zapleczu węgierskiej ekstraklasy, ale już w poprzednim sezonie był blisko awansu. Klubowy budżet sięga dwóch mln euro rocznie, a filie jego akademii mieszczą się nie tylko w Miercurea-Ciuc, ale też w trzech innych miastach zamieszkiwanych głównie przez etnicznych Węgrów: Targu Mures, Odorheiu Secuiesc i Targu Secuiesc.

Już teraz szkółka FK Csikszereda uznawana jest za jedną z najlepszych w kraju. Niektóre rumuńskie źródła uważają nawet, że rywalizuje o miano najlepszej z akademią, jaką w Konstancy otworzył legendarny Gheorghe Hagi.

Doprowadzili do konfliktu w hokeju

Węgierskie inwestycje w Siedmiogrodzie nie ograniczają się jednak tylko do piłki nożnej. Znany też z zamiłowania do hokeja Orban postanowił dofinansować również te kluby. Trzeba podkreślić, że hokej nie cieszy się w Rumunii dużym zainteresowaniem. Reprezentacja narodowa zajmuje 24. miejsce w światowym rankingu, a brak wsparcia ze strony państwa spowodował, że czołowy przed laty klub - HC Csikszereda z Miercurea-Ciuc - zbankrutował.

W 2016 roku Węgrzy przystąpili do inwestycyjnej ofensywy. Od tamtej pory nowe lodowiska mają: Miercurea-Ciuc, Gheorgheni, Carta, Targu Secuiesc, Sangeorgiu de Mures i Sfantu Gheorghe, czyli miejscowości z przeważającą liczbą ludności w postaci etnicznych Węgrów. Wszystko to kosztowało ponad 12 mln euro. Co więcej, węgierski rząd otworzył też własną akademię.

- Większe miasta jak Bukareszt, Suczawa, Jassy, Konstanca, Buzau nie mają nowych lodowisk i prędko się ich nie doczekają. Wszystko to z powodu nierównych szans w finansowaniu. Mamy konflikt i nie da się tego ukryć - przyznał szef rumuńskiej federacji - Alexandru Halauca.

Eskalacja konfliktu miała miejsce w trakcie mistrzostw świata 1. dywizji, które odbyły się w maju w Słowenii. Mecz Węgry - Rumunia (4:2) zakończył się skandalem po tym, jak reprezentanci Rumunii, z których wielu było etnicznymi Węgrami, dołączyło do węgierskich zawodników i fanów i odśpiewało z nimi nieoficjalny hymn Seklerów. To węgierska grupa etniczna zamieszkująca Siedmiogród.

- Odwrócili się od reprezentacji i kraju, których ich wychował. Zdradzili nas i celowo przegrali ten mecz - oburzał się sekretarz generalny rumuńskiej federacji - Alexandru Nistor.

Sposób na budowę węgierskiej dumy i tożsamości

Choć ze sportowego punktu widzenia inwestycje Orbana robią wrażenie, to jasne jest, że mają one na celu podsycać węgiersko-rumuńskie napięcia. Sam premier nie robi zresztą z tego tajemnicy. Udowodnił to po wspomnianym meczu mniejszości węgierskiej z kadrą U-18, kiedy przemówił do mieszkańców Siedmiogrodu. Jego słowa odbiły się szerokim echem w całej Europie.

- Mamy świat, w którym Europejczycy mieszają się z przybywającymi spoza Europy. I to jest świat mieszanych ras. Ale jest też nasz świat, gdzie Europejczycy mieszają się ze sobą nawzajem, przeprowadzają się i pracują - mówił Orban.

I dodał: - Na przykład my w Basenie Karpackim nie jesteśmy mieszaną rasą. Możemy mieszać się tylko z Europejczykami, bo nie chcemy być  ludźmi rasy mieszanej. Nadchodzi bardzo trudny czas, a my musimy pozostać zjednoczeni. Aby utrzymać nasze ambicje Siedmiogród i wszystkie obszary zamieszkiwane przez Węgrów muszą być zjednoczone.

Chociaż tą wypowiedzią Orban tylko dolał oliwy do ognia, to Węgrzy już planują kolejne inwestycje sportowe w Siedmiogrodzie. Orban i jego rząd nie mają zamiaru się zatrzymywać, mimo że, jak wyliczyły węgierskie media, od 2016 roku kraj zainwestował w Rumunii już ponad 80 mln euro. Dla porównania rumuński rząd dorzucił niewielki procent tej kwoty.

Orban od 2016 roku odważnie inwestuje w mniejszości węgierskie w innych krajach, bo to w tym roku jego rząd przepchnął kontrowersyjną ustawę, która zezwoliła mu na wydawanie pieniędzy na prawo i lewo. Mimo że decyzja parlamentu spotkała się ze sporą krytyką na Węgrzech, to Orban niewiele sobie z niej robił. 

- Sport jest jednym ze sposobów na podtrzymanie węgierskiej tożsamości - powiedział węgierski minister spraw zagranicznych - Peter Szijjarto. - Sport pozwala nam budować naszą narodową dumę - dodał Novak. I Orban pod tymi słowami na pewno się podpisuje.

Więcej o: