"Złoty chłopiec" nagle skończył karierę, bo zarobił miliony euro. Nie żartował

- Gdzie jest ten cholerny kij? Daj mi go, sam go zdzielę! - krzyczał Sir Alex Ferguson. W pewnym momencie i on stracił cierpliwość do prowadzonego za 25 mln euro Andersona - a w 2007 roku były to wielkie pieniądze. Rok później Brazylijczyk został "Złotym Chłopcem" (nagroda dla najlepszego piłkarza poniżej 21. roku życia), którą przed nim odbierali Wayne Rooney i Lionel Messi, a już po nim Kylian Mbappe czy Erling Haaland. Bo mówimy o talencie tego pokroju. Ale Anderson na własne życzenie nie zrealizował potencjału, aż nagle rzucił piłkę. A teraz grozi mu więzienie.

Jego pierwszy sezon na Old Trafford był bardzo udany i nic nie zapowiadało tak spektakularnego upadku. Obok Cristiano Ronaldo, Paula Scholesa i Ryana Giggsa wywalczył Ligę Mistrzów: w finale z Chelsea wszedł w dogrywce i wykorzystał karnego w serii "11". 

Zobacz wideo Dziennikarz Sport.pl kontra bramkarz Barcelony. Ale urwał. Bez szans [WIDEO]

- Wszyscy widzieliśmy, że ma potencjał, by być graczem światowej klasy, ale nic go nie obchodziło – zdradził były bramkarz Manchesteru United, Ben Foster. - W pewnym momencie mógł być najlepszy na świecie, ale on miał wszystko gdzieś. Miał po prostu wszystko gdzieś! Wystawiałeś go na boisku i on po prostu był. Carlos Tevez pod tym względem podobny. Wystawiasz ich na boisku i… o mój Boże. Coś musi być z piłkarzami z Ameryki Południowej - nie mógł zrozumieć tego Foste.

- Był przemiłym chłopcem, ale był strasznym leniem – wypowiadał się o Andersonie Mick Clegg, jeden z trenerów w Manchesterze United. – Zawsze znajdywał wymówkę. Kiedyś miałem kij i powiedziałem Sir Alexowi Fergusonowi, że jeśli się nie zmieni, to go zdzielę! Fergie nie mógł w to uwierzyć – kontynuuje Clegg. - Nawet się nie waż! Kosztował mnie fortunę. Nie możesz bić jednego z moich piłkarzy, zwariowałęś? - odpowiedział Ferguson.

- Kilka tygodni później Sir Alex Ferguson przyszedł do mnie i zapytał: gdzie jest ten cholerny kij? Daj mi go, sam go zdzielę! – wyznał trener, który do dzisiaj pełni rolę trenera przygotowania fizycznego w Manchesterze United. 

"Dwadzieścia kilo nadwagi. Trener wstydził się go wpuścić na boisko"

W 2013 roku zakończyła się pewna era. Legendarny Sir Alex Ferguson zakończył trenerską karierę. Anderson pracował jeszcze z kilkoma trenerami w Anglii, ale każdy szkoleniowiec był wściekły na piłkarza. - Andersona trzeba było cały czas mobilizować. Nie mógł się wpasować. Wybrał nieprzykładanie się do treningów, wolał inne życie. Był imprezowym zwierzęciem – wspomina Mick Clegg. 

Andersona wypożyczono na pół roku do Fiorentiny, ale nic w podejściu piłkarza się nie zmieniło. W 2015 roku wrócił do ojczyzny i zaczął grać w Internacional, a później w Coritibie. W Brazylii niczym już nie przypominał zjawiskowego, złotego chłopca, o którym mówiono, że miał większy talent niż Wayne Rooney. 

Kiedy w 2018 został bez klubu, trafił do Turcji. Ale sport już wtedy był jedną z rzeczy, która najmniej go obchodziła. - Jak przyjechał to miał chyba z dwadzieścia kilo nadwagi. Kulka. Trener pierwszy raz wstydził się go wystawić w sparingu – wspomina Jakub Kosecki w FootTrucku. Obaj dzielili pokój, gdy grali w drugoligowej Adanie Demirspor. Polak ciepło wspomina Brazylijczyka, choć podkreśla, że to przede wszystkim chłopak cieszący się życiem, który nie miał już za wiele wspólnego z profesjonalizmem.

I tak też skończyła się kariera Andersona. Tuż po powrocie do Brazylii w 2015 roku zaczął interesować się kryptowalutami, dzięki którym powiedział "koniec" już w wieku 31 lat.

- Miał najlepszy dom w Adanie. Wielką, trzypoziomową willę z windą, basen na zewnątrz, w środku sauny, wszystko. Wchodziłeś do pokoju, a tam same komputery, zatrudnił ludzi od bitcoinów. Siedzieli z nim cały czas. Wieczorem leżeliśmy w łóżku. Nagle wstał, mówi "Kosa, k****, ja pier****, kończę". Ja pytam, ale o co ci chodzi, co się stało? A on podszedł i pokazał, ile milionów euro zarobił. Pokazał pięćsetki euro, cztery wielkie walizki. Poszedł na trening i powiedział przed wszystkimi "panowie, sorry, kończę z grą w piłkę". Trochę mu łzy podeszły pod oczy, było widać, że będzie mu tego brakować, ale następnego dnia rozwiązał kontrakt - dodawał Kosecki. Od tej pory Anderson zniknął z radaru i oddawał się przyjemnościom.

Andersonowi grozi 10 lat pozbawienia wolności

Aż rok temu media poinformowały o nalocie na dom Andersona. Zatrzymano Brazylijczyka i siedmiu jego wspólników. Oskarżono ich o wykorzystywanie kryptowalut do oszustw i prania pieniędzy na kwotę około 5,5 miliona dolarów w dużej firmie przemysłowej w Brazylii. Prokuratura postawiła zarzuty o nielegalny transfer gotówki w celu ukrycia szlaku pieniężnego. 

Były piłkarz Manchesteru United zaprzeczył, jakoby brał udział w nielegalnych czy niedozwolonych działaniach. - Byłem ofiarą, a nie wspólnikiem - mówi Anderson. Jeżeli zostanie skazany, może usłyszeć wyrok nawet 10 lat pozbawienia wolności. Byłby to bardzo smutny koniec pewnego etapu jego życia. Ma dopiero 34 lata i wydawało się, że będzie jeszcze zachwycał kibiców i grał w piłkę na najwyższym poziomie. Ale wybrał inną, bardziej niebezpieczną ścieżkę. Bardziej niż piłkę pokochał życie.

Więcej o: