Lech Poznań pokpił sprawę. Awansował, ale zapomniał o czymś równie ważnym

Lech Poznań drugą polską drużyną, która w czwartek wywalczyła sobie awans do trzeciej rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Mistrzowie Polski w rewanżu zremisowali z Dinamo Batumi 1:1, ale w dwumeczu to oni byli górą (6:1). Szkoda tylko, że stracili punkty zarówno do klubowego, jak i krajowego rankingu UEFA.
Lech Poznań
screen TV

Najpierw Raków Częstochowa, a teraz Lech Poznań awansował do III rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Mistrzowie Polski jeszcze przed meczem mogli być niemal pewni sukcesu. A to wszystko dlatego, że podczas pierwszego spotkania ekipa z Wielkopolski wygrała 5:0. Teraz zremisowali z gruzińską ekipą 1:1, ale to nie przeszkodziło zwyciężyć w dwumeczu.

Zobacz wideo Widzew po ośmiu latach wrócił do ekstraklasy. "Już nigdy nie będzie szedł sam"

Lech Poznań obronił przewagę i awansował do kolejnej rundy LKE

Od początku spotkania piłkarze Dinama nie tracili jednak nadziei, że będą w stanie dokonać remontady. Napierali na przyjezdnych rywali z Polski, ale ci świetnie radzili sobie z odczytywaniem zamiarów gospodarzy. W 5. minucie strzał z rzutu wolnego trafił w mur, ale próbował jeszcze dobić Sandro Altunashvili. Piłka przeleciała jednak obok słupka Lecha. 

Mistrzowie Polski pozwalali wyszaleć się rywalom, ale sami próbowali także zagrozić ich bramce. W 9. minucie Michał Skóraś dotarł do pola karnego Dinama, ale zabrakło strzału. Dwie minuty później Joel Pereira dogrywał z prawej strony pola karnego. Filipa Szymczaka w ostatnim momencie uprzedził obrońca. Pod koniec pierwszego kwadransa to poznanianie przeważali, ale później znów inicjatywę przejęli gospodarze.

Piłkarze z Batumi bardzo chcieli doprowadzić do akcji, która pozwalałaby im marzyć o dogonieniu wyniku, ale chęci było chyba zbyt dużo. Grali nerwowo i przez to brakowało im skuteczności. Z każdą minutą tego typu gry, gospodarze jakby tracili werwę. Lech natomiast nie kwapił się do ataku, czekając na okazje z kontry. Tak było chociażby w 32. minucie, ale wszystko, co dobre zakończyło się przed polem karnym. Amaral padł, ale faulu nie było. Do końca połowy wciąż sporo było chaosu w grze Dinama i opanowania po stronie Lecha. Przez to po sygnale sędziego na tablicy wyników było 0:0.

Gol dający nadzieję i pobudka dla Lecha

Po zmianie stron swoje szanse starał się kreować Lech Poznań. Jeśli jednak kibice najlepszej drużyny z ekstraklasy w minionym sezonie liczyli na gola, to musieli się zawieść. Najpierw Kristoffer Velde przyjął piłkę i ruszył z nią w kierunku bramki, ale bez większego przekonania w powodzenie. I tego ostatniego w efekcie nie było. Dziesięć minut po powrocie z szatni, gra zdecydowanie wyhamowała i toczyła się w okolicach środka boiska.

Benjamin Teidi w 57. minucie próbował strzelać z dystansu, ale w bramkę poznaniaków nie trafił. Trzy minut później z pola karnego bardzo anemicznie uderzył Mate Vatsadze, ale Artur Rudko błędu nie popełnił. Lech wciąż nie zmieniał swojej taktyki i właściwie nie wykazywał większej inicjatywy. Jeśli już, to bardzo nieskutecznie. I to się zemściło. 

W 64. minucie Irakli Azarovi kapitalnie dośrodkował w pole karne. Lubomir Satka próbował zareagować, ale minął się z piłką, a Vatsadze strzałem głową pokonał Rudkę. I tak rywale prowadzili już 1:0. Aby jednak doprowadzić do dogrywki, potrzebowali jeszcze czterech goli. Lech po stracie bramki jakby się przebudził. Wolno rozgrywał swoje akcje i utrzymywał się przy piłce. Poznanianie przyspieszyli grę, ale nie byli w stanie stworzyć sobie klarownej sytuacji.

Karta wreszcie się odwróciła. W 76. minucie prawą nogą z ok. 25 metrów płasko uderzył Alan Czerwiński. Zawodnik pojawił się na boisku trzy minuty wcześniej. Po jego strzale piłka jeszcze skozłowała przed bramkarzem i przy słupku wpadła do siatki. I tak właśnie drużyna Johna van den Broma doprowadziła do remisu. Tym właściwie Czerwiński zniszczył wszelkie marzenia gruzińskich rywali o remontadzie. Ekipa z Poznania oddał inicjatywę przeciwnikom, ale z dala od własnej bramki.

Chociaż bez większej wiary, to piłkarze Dinama jeszcze próbowali. Kilka minut przed końcem groźny strzał z ok. 16 metrów oddał Jighauri. Rudko pewnie jednak interweniował. Do ostatniego gwiazdka mistrzowie Polski grali już raczej na utrzymanie remisu. Nie pozwalali rywalom na dojście do groźnych sytuacji, ale sami też takowych nie stwarzali.

W efekcie rewanż zakończył się remisem 1:1, ale w dwumeczu Lech okazał się lepszy i z wynikiem 6:1 awansował do III rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. Tam rywalem polskiego klubu będzie Vikingur, czyli sześciokrotny mistrz Islandii.

Polska straciła szanse na kolejne punkty w rankingu UEFA

Szkoda tylko, że przy okazji Lech stracił szanse na kolejne 0,125 pkt do krajowego rankingu UEFA. Decyduje on o podziale miejsc w europejskich pucharach między poszczególne ligi i decyduje o tym, z której rundy startują kolejne kraje. W rankingu decydującym o przydziałach na ten sezon Polska zajmowała 30. miejsce za Białorusią, Węgrami, Kazachstanem czy Azerbejdżanem. Z tego względu aż dwie polskie drużyny rozpoczęły el. LKE już od 1. rundy.

Im wyższa lokata, tym lepiej mają kolejne kluby - już 28. miejsce sprawia, że żadna z drużyn nie zaczyna LKE od 1. rundy, tylko wchodzi do rywalizacji od 2. rundy. I w tej chwili Polska zajmuje właśnie to miejsce - za Rumunią czy Słowacją, a niewiele przed Azerbejdżanem czy Kazachstanem. Jeżeli je utrzyma na koniec sezonu, to w sezonie 2024/2025 przedstawiciele ekstraklasy będą mieli nieco łatwiej.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia klubowego rankingu UEFA, ale tu kluby pracują bardziej na własny rachunek. Lech również stracił punkty tutaj - a to one decydują o rozstawieniach. Przez małą liczbę punktów rankingowych mistrzowie Polski nie byli rozstawieni w 1. rundzie el. LM i trafili najgorzej jak mogli, na Karabach Agdam: skończyło się na porażce 2:5 w dwumeczu (1:0 i 1:5). A gdyby byli rozstawieni, to mogliby trafić na Dinamo Batumi albo jeszcze słabszego rywala. Z tego względu tak ważne jest "ciułanie" punktów rankingowych - a Lech stracił punkty w Gruzji, za to w 1. rundzie el. LKE Pogoń Szczecin pojechała na Islandię (po zwycięstwie 4:1 w 1. meczu) i przegrała 0:1 z półamatorskim KR Reykjavik.

- Po takim meczu nie ma ani powodów do dumy, ani punktów do rankingu. Przede wszystkim punktów, bo po tej porażce to boli najbardziej. I jeszcze będzie boleć, bo odbije się na rankingu polskich klubów, które przez takie mecze nie są później rozstawione w europejskich pucharach i zaczynają grę od pierwszych rund eliminacji - pisał wtedy Bartłomiej Kubiak >>

- Dziś porazili minimalizmem. Nie widziałem tam chęci nabijania rankingu, bardziej odbębnienia czegoś, co trzeba odbębnić. A później znów przekładnie meczów, bo całe wakacje trzeba grać eliminacje. Strasznie irytujące, jak sami nie chcemy sobie pomagać - pisze na Twitterze o postawie Lecha w rewanżu z Dinamem Batumi Przemek Langier z Goal.pl.

Więcej o: