Kiwał się z Maradoną, woził mercedesem Mohameda Salaha, mistrzom świata z Brazylii strzelił dwa gole, a Maciejowi Rybusowi podarował samochód. Ramzan Kadyrow, szef Republiki Czeczeńskiej, jest również honorowym prezesem Achmata Grozny, choć akurat honoru nie ma za grosz - porywa, torturuje, zabija. Gen. Roman Polko uważa, że to postać groteskowa. Znani sportowcy mają dodać mu powagi, a futbol - zbliżyć do czeczeńskiej biedoty.
Pusta niemal hala, kilkunastu koszykarzy na parkiecie i on - czeczeński przywódca w dresie. Pojawia się z ekipą filmowców w trakcie treningu i stara się trafić piłką do kosza. Salwę braw otrzymuje jeszcze przed pierwszą próbą. Rzuca raz, drugi i trzeci. Towarzyszą temu rytmiczne oklaski, ale Kadyrow trzyma piłkę, jakby grał w siatkówkę i nawet nie dorzuca do obręczy. Po szóstym razie traci cierpliwość i nerwowo wykopuje piłkę. Nagranie trafia do internetu, a odbiorcy śmieją się i przypominają, że jego piłkarskie umiejętności wcale nie są wyższe, więc to cud, że w ogóle w piłkę trafił. W meczu Czeczenia - Reszta Świata, który sam zorganizował, zapraszając do Groznego choćby Ronaldinho, Franco Baresiego, Ruuda Gullita czy Lothara Matthaeusa, przy próbie podania nie trafił w piłkę i prawie się przewrócił. To tragedia dla kogoś, kto wykorzystuje sport, by dodać sobie powagi.