Skok Lewandowskiego do raju? "Miałem na stole dwa kontrakty globalne"

Kacper Sosnowski
- Widzę go na French Open, widzę w Cannes, widzę na imprezach Dolce Gabbany. To jest inny człowiek niż ten, którego ja pamiętam. Kiedyś odcinał się od takich rzeczy - mówi Sport.pl Mariusz Siewierski, menedżer od spraw reklamowych pracujący kiedyś z Robertem Lewandowskim. To, czy transfer do Barcelony będzie wejściem do marketingowego raju, uzależnia od kilku czynników.

Rekord transferowy za polskiego piłkarza już na pewno został pobity. Wraz z bonusami Bayern ma dostać za Roberta Lewandowskiego nawet 50 mln euro. Ile rocznie zarobi Polak? Tego nie wiadomo, choć media piszą o dziewięciu milionach rocznej pensji. Ale dla Lewandowskiego, który zapewnił byt kilku pokoleniom, to tylko cyferki. Mariusz Siewierski, były menedżer napastnika, patrzy na ten transfer inaczej niż wszyscy.

Zobacz wideo

- Opieramy się na tym, co piszą media, co już samo w sobie nie jest profesjonalne - mówi Sport.pl. - W doniesieniach medialnych podawana jest kwota, którą Robert w Barcelonie dostanie na rękę. Jeśli jest to 9 czy 10 milionów euro, to są to zbliżone pieniądze do tych, które miał w Monachium, pewnie o milion czy dwa niższe. Prasa informowała, że w Bayernie mógł liczyć na około 22 mln euro, ale brutto. Ja bym na te liczby popatrzył też od innej strony. W Monachium kończył mu się kontrakt i miał opcję jego przedłużenia o rok. W Barcelonie ma umowę na trzy lata i opcję na czwarty rok. Warto było zatem zarobić milion czy dwa miliony mniej, by w perspektywie kilku lat zyskać. Za dwa lata, w wieku 36 lat, jego pozycja negocjacyjna byłaby inna - podkreśla nasz rozmówca. 

"Robert był blisko globalnych kontraktów"

Siewierski to menedżer z doświadczeniem w międzynarodowych korporacjach i funduszach inwestycyjnych. Do współpracy z Robertem Lewandowskim zaprosił go Cezary Kucharski, jeszcze za czasów, gdy "Lewy" grał w Lechu. Kucharski zajmował się wówczas sportowym rozwojem kariery piłkarza, a Siewierski sprawami sponsorsko-reklamowymi. To on przez wiele lat kierował wizerunkiem Polaka. A to działka, z której piłkarz z roku na rok notował coraz większe wpływy. Od czasów jego gry w Poznaniu do czasów Bayernu, partnerzy z którymi rozmawiał Siewierski, zmieniali się z lokalnych, w regionalnych, aż po globalnych. Jak zaznacza nasz rozmówca, z globalnych ofert Lewandowski nigdy do końca nie skorzystał. 

Robert LewandowskiCzekanie, aż druga strona "przywita się z rozumem" i opcja atomowa. Negocjacje Lewandowskiego i Bayernu

- Za naszych czasów Robert współpracował z Coca-Colą i Nike, ale teraz odszedł od tych firm do polskich marek. Współpracuje z Oshee, a amerykańskiego potentata odzieżowego zamienił na nasze 4F. W pewnym momencie był blisko globalnych kontraktów, choćby we wspomnianej Coca-Coli, ale nie podjął tematu. Dziś zostać globalną postacią nie jest łatwo. Częściej różne brandy skupiają się na lokalnych bohaterach, bo oni są na danym terytorium najważniejsi. Robert jest znany i ceniony w Anglii, ale to teren choćby Harry’ego Kane'a. W Afryce postacią numer jeden jest Mohamed Salah. On ma zresztą dwa razy więcej obserwujących na Instagramie niż Polak. Jasne jest, że Bundesligę ogląda mniej ludzi na świecie niż La Ligę, w szczególności El Clasico. Popularniejsza niż liga niemiecka jest też Premier League. Inaczej jest być gwiazdą w Niemczech, inaczej w Barcelonie, czy w topowych klubach Anglii. Zresztą Anglia teraz buduje swą potęgę przez Azję, Real i Barcelona mają tam rozpoznawalność i teraz skupiają się na Stanach Zjednoczonych. Ci pierwsi przebywają na obozie w Los Angeles, drudzy w Miami - zauważa Siewierski.  

"Dla piłkarzy najlepszą inwestycją jest granie"

Zmiana ligi - również tej marketingowej – wydaje się ewidentna. Polak przeszedł przecież do najbardziej wartościowego piłkarskiego klubu świata. Nie jest to frazes, tylko fakt wyliczony choćby przez "Forbesa". W tegorocznym rankingu biznesowo-ekonomicznego czasopisma, FC Barcelona zajmuje pierwsze miejsce, nieznacznie wyprzedzając Real Madryt, ale trzeci Bayern dystansuje o pół miliarda euro. Wartość klubów wyceniono uwzględniając kontrakty reklamowe, umowy sponsorskie, wartość piłkarzy, stadionu i zyski ze sprzedaży oficjalnych gadżetów. Zestawienie było robione w maju, więc transfer Lewandowskiego z pewnością jeszcze Barcelonie zaprocentuje. Zresztą dwie najlepsze ekipy z Hiszpanii niemal zawsze są na jego czele, a grupa pościgowa się zmienia. Bayern kiedyś był w niej daleko. 

- Na pewno Robert zwiększa marketingowy potencjał, ale czy zyska też personalnie? To jest pytanie o to, jaką politykę biznesową wybierze, o to, czy pojawią się dla niego globalne kontrakty – zauważa Siewierski. Przypomina też historię sprzed sześciu lat.  

- To była końcówka naszej współpracy, był czas, gdy miałem na stole co najmniej dwa kontrakty globalne. Do Warszawy przyjechał nawet człowiek, który można powiedzieć jest odpowiedzialny za światową modę. Tych umów nie zdążyliśmy podpisać, bo Robert miał inne plany – zdradza nasz rozmówca.

- Póki piłkarze grają, szczególnie w topowych klubach, to najlepszą inwestycją jest dla nich samo granie. Potem o takie pieniądze, jakie zarobią na boisku, będzie im trudno - mówi nasz rozmówca, podkreślając, że wyjątki takie jak Michael Jordan, który po karierze zarabia znacznie więcej niż w jej trakcie, zdarzają się rzadko.  

W Madrycie nie chcieli mu dać "dziewiątki"

Siewierskiego zapytaliśmy też o zapisy, które mogły znaleźć się w kontrakcie Polaka z Barceloną, w tym o grę z "dziewiątką" na koszulce. Lewandowski jest do niej przywiązany od ponad dekady, a logo RL9 sygnowane są jego różne produkty.  

- "Dziewiątka" w kontrakcie dla piłkarza o takiej renomie i poziomie to jest teraz rzecz oczywista. Przypomnę tylko, że był taki moment, że Robert mógł grać w Realu Madryt. Podczas różnych rozmów w Madrycie, Cezary Kucharski zapytał też działaczy, czy jak przyjdzie do nich Robert, to będzie mógł grać z dziewiątką? Tam od lat z dziewiątką grał przecież Karim Benzema. Działacze odpowiedzieli Czarkowi wymijająco. Wiadomo było zatem, że Lewandowski nie miałby na tę cyfrę szans. W Bayernie mu natomiast "dziewiątkę" obiecali od razu – zdradza Siewierski.  

Robert Lewandowski w meczu Crvena Zvezda Belgrad - Bayern Monachium"Robert Lewandowski promuje dużą, ale kontrowersyjną markę. Światowy top go wyprzedza"

- Numer na koszulce to nie jest coś, co determinuje przyszłość Roberta, on nie jest najważniejszy. Robert trafił akurat na erę piłkarskich ikon Cristiano Ronaldo i Leo Messiego - globalne marki nie potrzebowały trzeciego czy czwartego zawodnika z tej samej kategorii, wolały znaleźć kolejnych bohaterów w innych dyscyplinach. Teraz jednak i Messi, i Ronaldo mają słabszy czas. Co z tego, że Portugalczyk strzelił w ostatnim sezonie łącznie ponad 20 goli, skoro Manchester United w lidze był szósty i nie zagra nawet w Lidze Mistrzów? Ci dwaj gracze z topu będą powoli schodzić, a świat piłki potrzebuje bohaterów. Robert poszedł do klubu, którego niedawno bohaterem był Argentyńczyk, czy teraz zostanie nim Polak? To będzie zależało też od tego, jak spisze się Barcelona. Myśląc o tych globalnych bohaterach, trzeba mieć też na uwadze, że zbliżają się mistrzostwa świata, przecież kolejną ikoną może zostać Kylian Mbappe (PSG) czy Vinicius Junior (Real Madryt), który ostatnio bardzo odżył. Lewandowski jest dobrze poukładanym człowiekiem i piłkarzem. On sobie w Barcelonie poradzi. Jeśli zespół za tym podąży, to marketingowo może go czekać znakomity czas – podsumowuje nasz rozmówca. 

"Mam wrażenie, że Robert chce wejść w ten celebrycki świat" 

Siewierski zwraca uwagę na jeszcze jeden element, który u Roberta przez lata bardzo się zmienił.  

- Robert pod względem marketingowym stara się robić coraz więcej. Sam się dziwię, co się stało, że on się na wszystko tak otworzył. Widzę go na French Open, widzę w Cannes, widzę na imprezach Dolce Gabbany. To jest inny człowiek niż ten, którego ja pamiętam. On kiedyś wręcz odcinał się od takich rzeczy, bo chciał być skoncentrowany tylko na futbolu. Miał swoje projekty biznesowe, ale dziś mam wrażenie, chce wejść w ten świat celebrycki, bo przecież Cannes to nie jest sportowe wydarzenie. Być może idą lub pójdą za tym kontrakty wizerunkowe, tego możemy się na razie domyślać - zaznacza menedżer. Tym, że piłkarz w końcu zamienił Monachium na Półwysep Iberyjski, nie jest zaskoczony.

- Jechaliśmy kiedyś samochodem, powiedziałem mu: pograłbyś w Niemczech, dobrze nauczył się języka, potem, jak przeniesiesz się do Hiszpanii, nauczysz się hiszpańskiego, to się zawsze przyda, bo mówi nim pół świata. Podpowiedziałem mu też zakończenie kariery może w USA, podszlifowanie tam angielskiego i skończenie biznesowej szkoły. A potem roczną przerwę od sportu i znajomych. Na jego miejscu podróżowałbym i sprawdził, za czym najbardziej zatęsknię. To pomogłoby wybrać to, co chce robić w życiu - wspomina Siewierski. Dodaje, że Lewandowski zareagował na nie tak, jak to miał w zwyczaju. 

Robert Lewandowski"Przereklamowany piłkarz, przeceniane statystyki". Niemcy mocno krytykują Lewandowskiego

Pieniądze z Arabii Saudyjskiej? "Lepiej, by rozwinął się w Ameryce jako człowiek"

- Robert jest skromnym człowiekiem. Mało mówi, dużo myśli, więc pewnie sobie to zapamiętał, a na pewno nie byłem jedyny, który mu taką ścieżkę sugerował. Cezary Kucharski, który dobrze go prowadził, mówił mu to samo, to było zresztą logiczne. Bo po co Lewandowskiemu na koniec dobrze wynagradzanej kariery byłoby rzucanie się na pieniądze do egzotycznych Chin lub Arabii Saudyjskiej i granie w upałach? Lepiej, by rozwinął się w Ameryce jako człowiek. Takie było i jest moje zdanie - kontynuuje Siewierski.

I przypomina, że oprócz spraw sportowych i biznesowych zmieni się codzienne życie Lewandowskiego.  

- W Niemczech żyje się inaczej niż w Hiszpanii, tam po treningu szło się do domu, w Hiszpanii do 22 świeci słońce, tam jest kultura spotykania się, rozmów. Skoro Robert kupił dom na Majorce, to domyślam się, że hiszpańska kultura mu się podoba. Znam też miejsce, gdzie będzie mieszkał, grając dla Barcelony, chodzi o miasteczko Sitges. Byłem tam 30 lat temu, już wtedy mówiono mi, że to bardzo prestiżowa lokalizacja. Przyznam, że wybrał znakomicie – uśmiecha się nasz rozmówca. 

Na razie FC Barcelona przebywa na obozie przygotowawczym do sezonu w USA. Lewandowski w barwach "Blaugrany" może zadebiutować 24 lipca w niedzielnym meczu z Realem Madryt. Sportowo, ale też marketingowo moment debiutu wydaje się idealny.

Więcej o: