Falstart. Wisła Kraków przekonała się, że w I lidze łatwo nie będzie. A kibice zawiedli

Wisła Kraków w słabym stylu rozpoczęła swoją walkę o powrót do ekstraklasy. Podopieczni Jerzego Brzęczka zremisowali bezbramkowo z Sandecją Nowy Sącz przed własną publicznością. Kibice odegrali niestety znaczącą rolę, bo dwukrotnie doprowadzili do przerwania spotkania.
Wisła Kraków
screen TV

Po wstydliwym spadku z ekstraklasy i tygodniach krytyki, Wisła Kraków rozpoczęła sezon w Fortuna 1. Lidze. Pierwszym rywalem była Sandecja Nowy Sącz. Na mecz sprzedano aż 15811 biletów, co pokazuje, że fani krakowian wierzą w powrót do wielkich sukcesów. Walka z Sandecją nie dał jednak powodów do optymizmu, bo drużyna Jerzego Brzęczka była w stanie tylko zremisować 0:0.

Zobacz wideo

Kibice zakłócali pierwszy mecz Wisły na zapleczu ekstraklasy

Na początku spotkania to nie piłkarze odgrywali pierwszoplanowe role w Krakowie. Do głosu doszli kibice gospodarzy, którzy zaraz po pierwszym gwizdku odpalili race i zaczęli rzucać serpentyny na murawę. Sędzia zmuszony był do przerwania meczu po ledwie minucie jego trwania. Służby przystąpiły do sprzątania boiska i po kilku minutach gra została wznowiona.

Ci, którzy spodziewali się wielkiego widowiska, musieli pogodzić się z rozczarowaniem. Obie drużyny bardziej skupiały się przeszkadzaniu rywalom niż kreowaniu własnej gry. Wiślacy, którzy byli faworytami spotkania, mieli problem z grą w ofensywie. To z pewnością efekt ciągłego poszukiwania napastnika. Tylko trochę lepiej pod tym względem wyglądali piłkarze Sandecji, którzy zadbali o poprawę słabych statystyk spotkania.

W 16. minucie świetnym dośrodkowaniem popisał się Łukasz Kosakiewicz, ale Damian Chmiel, który ukrył się za plecami defensora Wisły Kraków, główkował nieznacznie obok bramki. Przez niemal całą połowę był to jedyny strzał na bramkę po obu stronach. Dopiero Elhadji Maissa Fall w 44. minucie strzałem z dystansu podbił nieco wstydliwe liczby tego spotkania. Sędzia doliczył 9. minut do pierwszej połowy, a w tym właśnie czasie lepiej zaczęli grać gospodarze. Sęk w tym, że wciąż brakowało skuteczności. I tak po pierwszej części meczu był bezbramkowy remis.

Bezbramkowy remis

Druga połowa rozpoczęła się ciekawiej, bo zdecydowanie wzrosło tempo gry. Imponująco grali goście. Już w pierwszych minutach Patryk Kapica mógł strzelić bramkę otwierającą wynik spotkania, ale zamiast uderzyć w piłkę, szukał podania. W efekcie zakończyło się rzutem rożnym. Kilka minut później Kacper Duda mógł stworzyć groźną sytuację dla Wisły, ale łatwo stracił piłkę. Znów po obu stronach brakowało dokładności. 

Na największe zagrożenie dla bramki rywali Wisła musiała czekać do 71. minuty. Wtedy zrobiło się ogromne zamieszanie w polu karnym przyjezdnych. Pech w tym, że Igor Łasicki przestrzelił. Futbolówka otarła się o poprzeczkę i poleciała nad bramką. Dziesięć minut później świetną paradą popisał Michael Pereira, ale ostatecznie Michał Żyro przekombinował. Próbował minąć bramkarza Sandecji, ale ten nie dał się oszukać. Chwilę potem w jego kierunku zaczęły lecieć serpentyny. Mecz został ponownie przerwany. I to w momencie, kiedy Wisła miała lepszy fragment gry. 

Po prawie dziesięciu minutach udało się znów uporządkować boisko i sędzie zaprosił piłkarzy do gry. Niestety, mecz zdecydowanie stracił na kolejnej przerwie. Bardzo dużo biegania po obu stronach i mało skuteczności oraz budowania akcji. W efekcie, po 112. minutach meczu (wliczając przerwy), Wisła i Sandecja podzieliły się punktami po bezbramkowym remisie. Piłkarzy pożegnały gwizdy kibiców.

Więcej o: