Wydaje się, że transfer Roberta Lewandowskiego do FC Barcelony jest coraz bliżej. W środę miała odbyć się rozmowa prezesa katalońskiego klubu Joana Laporty z władzami Bayernu Monachium. Jej rezultaty nie są znane, ale wiadomo, że monachijczycy mają spore wątpliwości co do wiarygodności finansowej rozmówców. Dodatkowo nadal nie jest znana ostateczna kwota za polskiego napastnika, co tylko podsyca medialne spekulacje.
Lewandowski wyraźnie eksponuje swoją niechęć do gry w Bayernie. Nie uchodzi to uwadze niemieckich mediów, które bacznie obserwują poczynania Polaka. W środę podczas pierwszego treningu napastnik spóźnił się na zbiórkę, a w trakcie ćwiczeń miał wyglądać na "znudzonego". Choć w czwartek przejawiał już większe chęci do treningu, ponownie nie pojawił się na czas, a dodatkowo nie wziął udziału w ważnym ćwiczeniu.
Jak się okazuje, takie zachowania reprezentanta Polski pojawiały się już za czasów gry w Lechu Poznań. Opowiedział o tym były menedżer Lewandowskiego, Cezary Kucharski. - Choćby w Lechu Poznań musiałem interweniować, gdy Robert okazywał swoje niezadowolenie. Nie podobały mu się treningi, szczególnie za kadencji trenera Jacka Zielińskiego. Dzwonił do mnie wiele razy dyrektor Marek Pogorzelczyk i mówił: Czarek, weź porozmawiaj z Lewym, bo znowu ma focha, manifestuje swoje niezadowolenie i coś mu odbiło - powiedział w rozmowie z "Super Expressem".
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
Kucharski dodał jednak, że rozumie zachowanie napastnika. - To, co się dzieje, jest kwestią znużenia Lewandowskiego pobytem w Niemczech, który łącznie trwa dwanaście lat, a osiem w Bayernie. Ma swój wiek, więc uznał, że potrzebuje czegoś nowego, tym bardziej że zawsze planował grę w Hiszpanii - stwierdził były reprezentant Polski.