Przed kamerami flagi, hasła i wsparcie dla Ukrainy. Ale prawda jest brutalna. Prezes Szachtaru ujawnia

Na boiskach i w mediach społecznościowych powiewające ukraińskie flagi i pełne patosu słowa wsparcia. Za kulisami brudna gra agentów i obojętność europejskich klubów wobec tego, co dzieje się w Ukrainie. Tak wygląda rzeczywistość według Siergieja Palkina, prezesa Szachtara Donieck. Rzeczywistość, w której w futbolowym świecie na wojnie w Ukrainie da się zarobić. I to solidnie.

Wojna w Ukrainie trwa już prawie pięć miesięcy. Państwa zachodnie w różny sposób wyrażają wsparcie dla atakowanego przez Rosjan kraju. Nakładane są sankcje, wysyłana jest pomoc humanitarna i wojskowa. To samo dotyczy sportu, również piłki nożnej. Kluby organizują zbiórki dla uchodźców, cywili i wojska. Dynamo Kijów i Szachtar Donieck jeżdżą po Europie i rozgrywają "mecze dla pokoju". W wielu ligach na stadionach i w trakcie meczów widać ukraińskie symbole, m.in. flagi oraz hasła wspierające Ukraińców.

Zobacz wideo Ukraińska drużyna ze Lwowa oficjalnie w PlusLidze. "Każda informacja o sporcie przyjmuje się ciszej niż w normalnych czasach, gdy nie było wojny"

"Panika" na Euro 2022 kobiet. "Wszystkie piłkarki się boją". I winią UEFA

Wielkie kluby obojętne wobec wojny w Ukrainie? "Wszyscy próbują wykorzystać sytuację"

Tyle teorii. A jak to wygląda naprawdę? – Ta wojna pokazała wiele problemów w świecie futbolu – mówi "The Athletic" Siergiej Palkin, szef Szachtara. Twierdzi, że wiele podmiotów utrzymuje, że wspiera Ukrainę, ale gdy przyjdzie co do czego, to okazuje się, że, jak mówi, "wszyscy próbują wykorzystać tę sytuację".

 - Są ludzie, którzy mówią "popieram Ukrainę", ale w końcu jak mówisz: "okej, to pokaż nam, że popierasz Ukrainę", to oni nie chcą wspierać. Jest jeden europejski, znany klub. Mamy z nimi kontrakt, który zawiera klauzulę o tym, że muszą zagrać z nami w meczu towarzyskim. W przeciwnym razie są zobowiązani zapłacić nam 300 tysięcy euro. Nie graliśmy tego meczu, mimo że wielokrotnie wcześniej próbowaliśmy go zorganizować. Kiedy wybuchła wojna, powiedzieliśmy im: "słuchajcie, nie graliśmy meczu, nie potrzebujemy pieniędzy jako klub, więc przekażcie je ukraińskim uchodźcom". Nie zapłacili. Ten klub ma dużo pieniędzy. To jest przykład – opowiedział Palkin.

- Oto inny przypadek: zawodnik, którego próbowaliśmy kupić. Chcieliśmy to zrobić na raty i wystawiliśmy gwarancje. W tej chwili jest to trudne, ale przekazaliśmy, że wszystko spłacimy za rok. Ten klub następnie dostarczył nam listę wymagań tak długą, że spojrzałem tylko na to i pomyślałem: "wiecie co, zapomnijcie o tym". Dlatego, kiedy ludzie próbują zrobić szum na temat swojej pracy na rzecz wsparcia Ukrainy, nie zwracam na to zbytniej uwagi – wyjaśnia.

Na postawę europejskich klubów wobec Ukrainy narzekał także trener Dynama Kijów Mircea Lucescu. Zwracał uwagę na ich podejście do "meczów o pokój", czyli towarzyskich spotkań, z których dochód jest przeznaczany na pomoc ofiarom wojny. - Spodziewaliśmy się, że największe kluby w Europie będą bardziej otwarte. Te mecze miały na celu zwrócenie uwagi piłkarskiego świata na straszne rzeczy, które dzieją się w Ukrainie. Była to okazja do okazania empatii, solidarności z ludem mocno poturbowanym wojną. Chodziło również o zbieranie pieniędzy na pomoc uchodźcom i dla dzieci, które pozostały w Ukrainie. Niestety, dostaliśmy pozytywny odzew tylko od klubów z Polski, Turcji, Chorwacji, Estonii, Szwajcarii. Jedynym naprawdę dużym klubem, który zagrał mecz z Dynamem Kijów, była Borussia Dortmund. Wykorzystując wieloletnią grę w Lidze Mistrzów i szerokie kontakty rozmawialiśmy ze wszystkimi największymi, ale ci odmówili, wskazując na napięty harmonogram, mimo że większość z nich nie grała już w rozgrywkach europejskich, więc mogli umówić się na spotkanie w ciągu tygodnia – mówił.

Koszulka Ronaldo przekazana na aukcję14-letni Wołodymyr oddał koszulkę Ronaldo. Piękny gest ukraińskiego chłopca

"Nie płać Szachtarowi, zapłać mi"

Palkin przyznaje jednak, że są kluby, na które można liczyć. Wśród nich nie wymienia polskich zespołów, choć wspomina później, że Polacy byli otwarci na to, żeby ukraińskie drużyny mogły grać w Polsce mecze Ligi Mistrzów. Przypomnijmy, że Szachtar skorzystał z tej oferty i będzie rywalizował w Warszawie.

- Są kluby, które naprawdę pomogły. Zagraliśmy kilka meczów towarzyskich (m.in. z Lechią Gdańsk – red.), żeby zebrać pieniądze. Niektóre kluby zareagowały od razu, na przykład Olympiakos, który umożliwił nam zakup 1,5 tys. apteczek medycznych dla wojska. Benfica wysłała ogromną ilość pomocy humanitarnej. Oglądaliśmy, co działo się w różnych ligach. Wielkim wsparciem psychicznym było zobaczenie Liverpoolu czy klubów Bundesligi z naszymi flagami. To było jak zastrzyk adrenaliny. Oznacza to, że jesteśmy zjednoczeni i naprawdę czujemy, że Europa i Ameryka nas wspierają. Jeśli czujesz się samotny, nie widzisz wyjścia i nie wiesz, jak przetrwać tę sytuację – mówi dyrektor Szachtara.

To jednak nie kluby według Palkina zachowują się najgorzej. Na pytanie dziennikarza, kto najbardziej wykorzystuje trudną sytuację klubu, odpowiada krótko: "agenci".

- Prowadzą gry, kontaktują się z klubami, mówią, żeby nie płacić Szachtarowi, a umowy są łamane. Nie wyobrażasz sobie, co się dzieje. Agenci przyjeżdżają do klubów i mówią: "nie płać Szachtarowi, zawodnicy staną się wolni, po prostu zapłać mi 10 mln euro i zapomnijcie o klubie" - wyjaśnia.

FIFA rzuciła kłody pod nogi ukraińskim klubom? Agent odpowiada

Palkin ma też zastrzeżenia do FIFA. Nie podoba mu się, że ukraińskie zespoły mogą stracić zagranicznych piłkarzy przez przepisy. Te mówią, że zagraniczni piłkarze i trenerzy mają prawo do zawieszenia umów o pracę ze klubami do 30 czerwca 2023 r., chyba że do 30 czerwca zostanie osiągnięte porozumienie między zawodnikiem lub trenerem a ich klubem. Ten komunikat pojawił się pod koniec czerwca, parę dni przed startem okna transferowego, i pozostawiał klubowi kilka dni na zarobienie na zagranicznych graczach, których być może chcieli sprzedać tego lata.

Mateusz Borek o Lechu PoznańBorek nie gryzie się w język po porażce Lecha. "Śmieszni jesteśmy"

- Nie jesteśmy zadowoleni z nowych przepisów FIFA dotyczących kwestii związanych z wojną na Ukrainie. Prawo do decydowania o zawieszeniu kontraktów jest teraz w rękach agentów graczy. Nie uwzględnia chęci klubu, aby ratować piłkarzy i inwestycje. FIFA nie pomogła ukraińskim klubom wydając przepisy. Wręcz przeciwnie, znacznie pogorszyło to nasze negocjacje z graczami i uczyniło agentów jeszcze potężniejszymi i bogatszymi – narzeka Palkin.

Jego zarzuty spotkały się tym razem z odpowiedzią. Malle Koido, dyrektor międzynarodowej piłki nożnej w agencji International Sports Consulting, przedstawił perspektywę agenta. - Decyzja FIFA jest niezbędna, aby dać graczom opcję. Wznowienie rozgrywek z pewnością może przywrócić obywatelom Ukrainy poczucie normalności, ale nikt nie powinien być zmuszany do powrotu do strefy wojennej w celu podniesienia morale, chyba że zrobi to z własnej woli. Niektórzy zawodnicy powrócą i jeśli liga zostanie wznowiona zgodnie z planem, będą grać. Nadal istnieje lojalność wobec ich klubu piłkarskiego, społeczności i kraju. Biorąc pod uwagę, że Rosja jest gotowa zbombardować szpitale dziecięce, nikt nie może zagwarantować bezpieczeństwa w piłce nożnej. To główny cel wojny bezprawia – powiedział.

- Nie możemy trzymać garstki zagranicznych piłkarzy jako zakładników w każdym klubie, ponieważ mają wartość transferową. Jednostki muszą mieć wolny wybór, czy zostaną, czy odejdą w tak ekstremalnych okolicznościach – dodał Koido.

Konsekwencje po ośmiu latach

Palkin na koniec przypomina, że wszystko zaczęło się już w 2014 r. Wojna w Donbasie trwa już od ośmiu lat. Szachtar tuła się po całej Ukrainie, nie mogąc grać meczów na własnym obiekcie. Palkin wskazuje, że społeczność piłkarska wówczas zawiodła, a teraz wszyscy ponoszą tego konsekwencje.

- Z punktu widzenia Europy i FIFA nic się nie stało. To był błąd, duży błąd, bo to był początek tego, co mamy teraz. Po ośmiu latach widzimy konsekwencje. Dobrze, że teraz Europa zdała sobie sprawę, że musi działać szybko, bo w przeciwnym razie wszystko, co dzieje się w Ukrainie, wydarzyłoby się również w Europie. Przed wojną w tym roku nikt nie zwracał na to uwagi. Mogliśmy rozmawiać o problemach, a ludzie mówili, że nas wspierają. Ale tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Kiedy opuściliśmy nasze miasto, nasz stadion, naszych kibiców, nasz ośrodek treningowy, musieliśmy działać w innym świecie. Kiedy wygrywaliśmy mecze Ligi Mistrzów, nikt nie zwracał uwagi na to, jak trudno było zarządzać tymi procesami. Kiedy żyjesz w naszym świecie, zdajesz sobie sprawę. Nie mieliśmy meczów domowych. Zawsze lataliśmy do różnych miast. To było wyzwanie psychologiczne i fizyczne – tłumaczy.

Lech PoznańZ kim zagra Lech? Oto potencjalni rywale w II rundzie el. LKE

Więcej o: