Upadł mit Lecha Poznań. "Nieaktualne". PZPN musi pomóc

Dawid Szymczak
Skład Lecha Poznań był tak rezerwowy, a sam mecz z Rakowem Częstochowa tak chłodny, jak należało się spodziewać. Upadł mit, że mistrz Polski ma dwie równorzędne jedenastki. Zagrał słabo i zasłużenie przegrał 0:2. Stracił trofeum i siły. Jeśli PZPN nie przemyśli terminu tego meczu, podobne problemy może mieć każdy kolejny mistrz Polski.

Jeśli mecz o Superpuchar Polski ma mieć właściwą renomę, godny tej nazwy prestiż, muszą w nim grać najlepsi zawodnicy. A ci w Lechu Poznań siedzieli na ławce rezerwowych i myśleli już o wtorkowym rewanżu z Karabachem Agdam. To w Azerbejdżanie będą bowiem walczyli o miliony złotych dla klubu, minimum IV rundę eliminacyjną Ligi Konferencji i 2,5 pkt do klubowego współczynnika UEFA, więc spotkanie z Rakowem Częstochowa w tym terminie było im nie na rękę. Lech chciał je przełożyć, znalazł też rozsądną datę - w środku listopada, tuż przed mundialem. Ale PZPN tę prośbę odrzucił. Rozgrywanie Superpucharu tydzień przed ligową inauguracją będzie jednak niewygodne tak długo, jak polskie zespoły będą musiały grać w pierwszych rundach eliminacji europejskich pucharów. Federacja musi się nad tym zastanowić. Inaczej za rok widowisko znów może być co najwyżej przeciętne. 

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Lech Poznań myślami już w Baku

John van den Brom zapowiadał wiele zmian w składzie, a Marek Papszun podszczypywał, że to bez różnicy, bo cały czas słyszy, że Lech ma przecież dwie równorzędne jedenastki. Ten mit jednak upadł. Chociaż Holender i tak wystawił silniejszą jedenastkę niż można było się spodziewać (grali m.in. Antonio Milić, Jesper Karlstroem, Radosław Murawski i Adriel Ba Loua, którzy najprawdopodobniej wystąpią również w Baku), to gra jego zespołu nie kleiła się tak, jak wtedy, gdy na boisku są największe gwiazdy. Brakowało Lechowi oskrzydlających akcji obrońców i kreatywności na połowie rywala. Dopóki Filip Szymczak grał za plecami Artura Sobiecha, mistrzowie Polski mieli olbrzymie problemy ze składnym rozgrywaniem piłki. Polegali na indywidualnych akcjach Adriela Ba Loui czy Giorgiego Citaiszwiliego. Dla Lecha występ Gruzina był bodaj największym pozytywem tego meczu.

Lech świadomie jednak machnął na ten mecz ręką. Na środku obrony miał defensywnego pomocnika - Nikę Kwekweskiriego, który popełnił błąd przy stracie pierwszego gola, a w ataku wyszedł z Sobiechem, który przez ostatnie kilka miesięcy miał problemy ze zdrowiem i nie mógł grać. I z napastnika pożytek był niewielki - nie wykorzystał dobrego dośrodkowania Ba Loui, po którym Lech mógł wyrównać, a w kilku innych akcjach był spóźniony.

Czy van den Brom żałuje? Co najwyżej tego, że nie dokonał zmian na wszystkich pozycjach. Po letnim oknie transferowym kadra Kolejorza jest jednak szczuplejsza, a zmiennicy wyraźnie słabsi od zawodników z pierwszego składu. W efekcie Lech stracił i trofeum, i siły. A czy rozpaczają kibice Lecha? Oni też wydają się myśleć już o wtorku. Nawet kontrowersji sędziowskich przy drugim golu Rakowa nie roztrząsają z tradycyjnym zawzięciem. 

DLOPORaków pokazał moc i świętuje Superpuchar Polski w Poznaniu. Rezerwowy Lech bezradny

Raków Częstochowa powtórzył dokonania sprzed roku. PZPN powinien pomyśleć nad terminem Superpucharu 

Papszun bronił decyzji o tym, żeby meczu nie przekładać, argumentując, że rozgrywanie go w trakcie sezonu byłoby niepoważne. Wydaje się jednak, że równie niepoważne jest jego rozgrywanie, gdy jeden z zespołów wystawia aż tylu rezerwowych. Za rok to Raków może mieć ten problem.

Atmosfera między dwoma najlepszymi polskimi klubami ostatniego sezonu gęstniała zresztą od miesięcy. Kibicowsko - już po finale Pucharu Polski, na który fani Rakowa weszli, a ci z Poznania zostali pod bramami protestując przeciwko zakazowi wnoszenia oprawy. W gabinetach - odkąd Lech zdobył mistrzostwo Polski, a jego prezes Piotr Rutkowski śpiewał razem z kibicami obrażając częstochowski klub. To napięcie przeniosło się też na boisko. Między piłkarzami dochodziło do przepychanek i słownych utarczek. Ale nawet to nie zmieniło klimatu letniego sparingu. Lech gonił wynik, ale niezbyt natarczywie. Raków mądrze kontratakował i jedną z akcji skończył golem. Do bramki trafił Mateusz Wdowiak, specjalista od ważnych meczów, który zdobył też bramkę w finale Pucharu Polski. Raków wygrał zasłużenie, bo na zwycięstwie zależało mu zdecydowanie bardziej. Imponował skutecznym rozgrywaniem piłki przez środkowych obrońców, świetnie tempo regulował Ben Lederman, a i tak największe problemy Lechowi sprawiał intensywny pressing, do którego rzucali się ofensywni zawodnicy Rakowa. I to przed rewanżem z Karabachem, równie aktywnym w wysokiej obronie, może niepokoić.

Zespół Papszuna do Pucharu Polski i wicemistrzostwa dokłada Superpuchar. Tym samym powtarza dokonania sprzed roku i staje się najbardziej utytułowanym polskim zespołem ostatnich dwóch lat. Ale pewnie i Rakowowi jeszcze większą satysfakcję sprawiłoby pokonanie Lecha grającego w galowym składzie. Jeśli PZPN chce, by za rok emocje były większe, powinien raz jeszcze przemyśleć, kiedy Superpuchar powinien być rozgrywany. Na razie żadnym świętem nie jest.

Grzegorz Krychowiak zagra w saudyjskim Al ShababKrychowiak zmienił jedno zbrodnicze mocarstwo na drugie. "Hipokryzja, na którą jest zgoda"

Więcej o: