Krychowiak zmienił jedno zbrodnicze mocarstwo na drugie. "Trupokilometry"

Dawid Szymczak
Grzegorz Krychowiak odszedł z Krasnodaru, bo nie chciał grać w kraju, który na wojnie zabija cywilów i za nic ma ważne dla niego wartości. Idzie jednak do Al Shabab z Arabii Saudyjskiej mordującej Jemeńczyków i uciszającej przeciwników w więzieniach. Z Arabii bliżej jednak do Kataru, a dalej do Polski, więc wielu temu transferowi przyklaśnie.

Trupokilometry to taki cyniczny, brutalny termin, którym zdarza się czasem określać istotność informacji. Im dalej - tym mniej ważna. Im więcej trupów - tym ważniejsza. Przykładowo, wypadek autobusowy w Warszawie będzie dla polskiego odbiorcy ważniejszy niż taki sam wypadek w Madrycie. Chyba że w Madrycie zginie w nim kilkanaście osób, a w Warszawie nie będzie ofiar.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Z transferem Grzegorza Krychowiaka jest podobnie. Wielu fanów i ekspertów apelowało, by w przypadku pozostania w Krasnodarze, nie powoływać go do reprezentacji Polski. I potraktować tak, jak Macieja Rybusa, który zmienił Lokomotiw na Spartak, ale dalej gra w Moskwie. Nie o boisko chodziło, a o wartości. Kibiców jednak znacznie bardziej uwierała gra Krychowiaka w Rosji niż w Arabii Saudyjskiej, która dokonuje podobnych zbrodni. Krychowiak zmienił jedno zbrodnicze mocarstwo na drugie, ale nagle jego transfer rozpatrywany jest przede wszystkim w kategoriach sportowych - czy będzie gotowy na mundial, czy intensywność w Arabii nie będzie za niska, czy to już sportowa emerytura, czy jeszcze piłkarskie wyzwanie. Sport miał marginalne znaczenie w odejściu z Krasnodaru, ale w drodze do Rijadu najwyraźniej zmieniły się kryteria i to boiskowe aspekty zaczęły interesować najbardziej. To hipokryzja, na którą jest społeczna zgoda.

Płakaliśmy bowiem nad Buczą i Mariupolem, ale nie wzrusza nas Jemen i jego humanitarna tragedia. Denerwuje nas, gdy Rosjanie propagandowo wykorzystują sport i piorą wizerunek podczas mistrzostw i igrzysk, ale z pewnym zaciekawieniem obserwujemy, jak Saudyjczycy za miliardy budują w Newcastle nową potęgę, którą wykorzystają w podobny sposób. Bo to nie Jemeńczyków przyjmowaliśmy do domów i nie im podawaliśmy zupę. To nie saudyjskie rakiety spadały za naszą granicą. Tamtej wojny się nie boimy, przy tej przypominaliśmy sobie zapisy z umowy z NATO. Krychowiak niech więc gra w Al Shabab, byle dobrze przygotował się do mundialu. A może jeszcze szepnie słówko o mundialowych rywalach Czesławowi Michniewiczowi? Same plusy. 

Grzegorz KrychowiakOficjalnie: Grzegorz Krychowiak ma nowy klub. Znane szczegóły kontraktu

"Istnieje moralny obowiązek bojkotu Arabii Saudyjskiej"

Arabia Saudyjska zaprasza na wyścigi Formuły 1, organizuje mecze o Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Włoch, gościła walkę Andy’ego Ruiza z Anthonym Joshuą i gale wrestlingu WWE, a znanych tenisistów wezwała na turniej Diriyah Cup. Stawia też na mniej popularne dyscypliny: turniej golfowy Saudi International, wyścigi konne Saudi Cup czy turniej szachowy King Salman World Chess Championship. Przejęcie w zeszłym roku Newcastle United było wisienką na torcie. Saudyjczycy chcą być najpotężniejszym graczem na sportowym rynku, dlatego odkąd w 2014 r. Muhammad bin Salman został następcą tronu i zaczął realnie rządzić państwem, zainwestował w sport przeszło 5 mld dolarów. Więcej niż jakikolwiek inny kraj. Eksponuje w ten sposób Arabię Saudyjską na cały świat. Pokazuje, że jego państwo się liberalizuje - otwierane są kina, a kobiety prowadzą samochody (choć wciąż za egzamin muszą zapłacić dwa razy więcej niż mężczyźni) i od czterech lat mogą już oglądać na stadionach mecze. Reklamuje Arabię twarzą Leo Messiego, który za przeszło 6 mln dolarów zgodził się zachwalać jej turystyczne walory. Bin Salman dzięki sportowi zapewnia obywatelom rozrywkę na najwyższym poziomie i walczy z Emiratami oraz Katarem o uwagę widzów z całego świata. 

Czasem jednak, jak 25 marca podczas wyścigu Formuły 1, kilkanaście kilometrów od toru spada rakieta i przypomina, że Arabia to nie tylko kraj od pięknego sportu, ale też dramatycznej wojny w Jemenie. Rakietę wystrzelili jemeńscy bojownicy Huti, trafili w skład ropy w Dżuddzie. Była to jedna z akcji odwetowych w wojnie trwającej od 2015 r., kiedy to koalicja kilku państw pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej wkroczyła do Jemenu i rozpętała bestialską wojnę. Pochłonęła już blisko 400 tys. ludzi, w tym przeszło 300 tys. cywilów i 10 tys. dzieci. A to liczby oficjalne, sami podliczający je pracownicy ONZ nadmieniają, że dane są niedoszacowane. Podobnie jak ta, że blisko 20 mln Jemeńczyków głoduje. Według wielu organizacji wojna w Jemenie jest największą współczesną katastrofą humanitarną. 

Tego Bin Salman pokazać nie chce. Tak jak wypiera się zlecenia zabójstwa Dżamala Chaszukdżiego, dziennikarza, który został zwabiony do konsulatu przez kilkunastu saudyjskich agentów. Według ustaleń CIA, do których dotarł "Washington Post" i potwierdziła agencja Reutera, Chaszukdżi miał został uduszony, a następnie jego ciało zostało poćwiartowane i rozpuszczone w kwasie. Dziennikarz mieszkał w Stanach Zjednoczonych i przez lata odważnie krytykował saudyjski rząd. To było apogeum tyranii, której codziennością są dziesiątki aresztowań naukowców, intelektualistów, reformatorów i dziennikarzy. Zdarzają się dni, w których wykonuje się po 100 egzekucji ludzi skazanych na karę śmierci. Ale - jak w piłce - Bin Salman wyprowadza wtedy kontrę. Po zamordowaniu Chaszukdżiego akcje lobbingowe i arabskie inwestycje w sport się podwoiły. Według amerykańskich raportów, firmy z tego państwa przeprowadziły spotkania i rozmowy biznesowe z komisarzami wszystkich największych amerykańskich lig: piłkarskiej MLS, baseballowej MLB i koszykarskiej NBA, wspomnianej już organizacji WWE, a nawet Komitetem Olimpijskim w Los Angeles. 

"Sport może coś zmienić, co pokazał sportowy bojkot RPA w czasie apartheidu. Czy im się to podoba, czy nie, na gwiazdach sportu spoczywa wielka odpowiedzialność, są wzorem do naśladowania. Nasze przesłanie jest jasne - działacze na rzecz praw kobiet pozostają przecież w więzieniach, demokraci nadal są torturowani, Jemen wciąż jest bombardowany, Chaszukdżi wciąż nie żyje, a jego mordercy nadal rządzą Arabią Saudyjską. To się cały czas dzieje, więc istnieje moralny obowiązek bojkotu Arabii Saudyjskiej" - piszą autorzy raportu Grant Liberty, międzynarodowej organizacji praw człowieka.

Grzegorz KrychowiakIle Krychowiak zarobi w nowym klubie? Arabowie nie oszczędzają

Liga arabska? Jak liga turecka. Grzegorz Krychowiak znów spotka się z Everem Banegą

Ale miało być o sporcie. O nowym klubie Grzegorza Krychowiaka porozmawialiśmy z Urim Levy’m (tt: Levyninho), ekspertem piłki nożnej na Bliskim Wschodzie, założycielem strony BabaGol. 

- Krychowiak trafia do konkurencyjnej drużyny, która w ostatnich latach rośnie w saudyjskim i azjatyckim futbolu. To jeden z najstarszych klubów w Arabii Saudyjskiej. Ma wielu kibiców, którzy są niezwykle dumni z historii klubu. Mimo że w ostatnich kilku sezonach mistrzostwa Arabii zdobywały Al Hilal i Al Nassr, to Al Shabab stał się konkurencyjny i wrócił do Ligi Mistrzów AFC. Dwa sezony temu był blisko zdobycia mistrzostwa. Wiele zmieniło dołączenie Evera Banegi, starego kolegi Krychowiaka z Sevilli - mówi Levy.

- Al Shabab szuka trenera, który zastąpi Claudio Pratesa. Był tylko tymczasowym rozwiązaniem. Klub negocjował z Quique Setienem, byłym trenerem Barcelony, ale wygląda na to, że ściągnie Portugalczyka Ruiego Vitorię, który długo prowadził Benfikę, ale pracował też w Arabii w Al Nassr. Trudno zatem przewidzieć, w jakim stylu będzie grał Al Shabab, ale niezależnie od trenera, jest to zespół Banegi. Polega na jego podaniach i jego tempie. Potrzeba natomiast w środku pola kogoś, kto zrównoważy Argentyńczyka i skupi się bardziej na defensywie. Krychowiak to właśnie robił w Sevilii, gdy grali razem - zauważa Levy.

Liga saudyjska dla większości polskich kibiców jest kompletną niewiadomą, dlatego zapytaliśmy Levy’ego, czy będzie wystarczająco wymagająca, by Krychowiak dobrze przygotował się do mundialu. - To najlepsza liga w Azji. Pod względem wynagrodzeń, budżetu klubów czy poziomu zagranicznych piłkarzy nie ma sobie równych. Poziom gry można porównać do ligi tureckiej, tyle że jest jeszcze bardziej fizyczna. Przede wszystkim w linii pomocy ta fizyczność jest bardzo ważna, więc jeśli Krychowiak będzie grał regularnie, powinien być przygotowany na mundial - przekonuje znawca bliskowschodniego futbolu.

Zapytaliśmy go również o powiązania nowego klubu Polaka z saudyjskim reżimem. Zdaniem Leve’go nie są duże. - Arabia Saudyjska jest ogromnym krajem, a Al Shabab wieloletnim klubem. Piłka w Arabii ma oczywiście powiązania z reżimem, bo wiele wpływowych osób związanych jest z władzami. Ale Al Shabab nie ma znaczących powiązań politycznych. Błędem byłoby łączyć ten klub z wojną w Jemenie, poza faktem, że jest saudyjski - mówi Levy.

Arabskie media napisały o Krychowiaku. Arabskie media napisały o Krychowiaku. "Gwiazda. 8 mln euro"

Więcej o: