Błąd w tłumaczeniu pokazał, co Lewandowski tak naprawdę myśli o zachowaniu Bayernu

Dawid Szymczak
Właściwie dyskusji nie ma - Bayern Monachium to klub poważny, jeden z największych na świecie. Ale niepoważnie potraktował Roberta Lewandowskiego. Błąd w tłumaczeniu, który przytrafił się podczas konferencji prasowej, może trafnie oddawać, co w istocie o zachowaniu swojego klubu myśli kapitan reprezentacji Polski.

- Podpaliłeś pół Europy tak, że nawet Chicago Fire tego nie ugasi - zażartował Czesław Michniewicz do Jakuba Kwiatkowskiego, gdy wychodzili z konferencji prasowej, na której Robert Lewandowski po raz pierwszy tak dosadnie powiedział, że chce odejść z Bayernu Monachium. Selekcjoner nawiązał do błędu w tłumaczeniu, który przytrafił się rzecznikowi prasowemu PZPN i dodatkowo podgrzał atmosferę. 

Zobacz wideo Kulesza: Piłka uczy pokory. Jestem przygotowany na krytykę

Błąd w tłumaczeniu. Robert Lewandowski: "Bayern to poważny klub". Rzecznik prasowy: "Bayern nie jest poważnym klubem"

Konferencja zaczęła się od pytania hiszpańskich dziennikarzy do Lewandowskiego o jego przyszłość w Bayernie Monachium. Temat wisi w powietrzu od kilku tygodni, więc należało się takiego pytania spodziewać. Lewandowski też był na nie przygotowany. Doskonale wiedział, co chce powiedzieć. Można zakładać, że występ na poniedziałkowej konferencji prasowej był elementem całej strategii transferowej opracowanej przez jego agenta - Piniego Zahaviego, mającej wyprowadzić go z Bayernu.   

Lewandowski odpowiedział spokojnie, ale nadspodziewanie ostro i stanowczo. - Na dziś pewne jest, że moja historia z Bayernem dobiegła końca. Po ostatnich miesiącach nie wyobrażam sobie dalszej współpracy. Transfer będzie dobrym rozwiązaniem dla obu stron. Mam nadzieję, że Bayern nie zatrzyma mnie tylko dlatego, że może - stwierdził, a rzecznik zaczął tłumaczyć jego wypowiedź na angielski. Gdy skończył, Lewandowski przypomniał mu - już po angielsku - o ostatnim zdaniu: "Bayern is a serious club…" - naprowadził na zdanie o nadziei, że Bayern nie zatrzyma go na siłę do końca kontraktu. Ale rzecznik źle zrozumiał Lewandowskiego i powiedział: "Bayern is not serious club". W świat błyskawicznie poszedł przekaz, że Lewandowski uważa swój klub za niepoważny. On wychwycił błąd, nieco się zmieszał, pokręcił głową i zażartował: "No, mniej więcej". Nie wyprostował tej sytuacji od razu.

Dopiero po dziesięciu minutach, gdy inny dziennikarz zapytał, co konkretnie zrobił mu Bayern, że zdecydował się na tak mocne słowa, powiedział o błędzie w tłumaczeniu i podkreślił, że uważa swój klub za poważny. Rzeczywiście, Lewandowski od razu mówił "serious club", więc Jakub Kwiatkowski jeszcze podczas konferencji zamieścił na Twitterze sprostowanie. Formalnie - można uznać sprawę za zakończoną. Błędy się zdarzają, a po prawdzie Lewandowski powiedział to zdanie dość niewyraźnie.

Michniewicz wymyślił nowy pseudonim dla Zalewskiego. Nawet nie zareagowałMichniewicz wymyślił nowy pseudonim dla Zalewskiego. Nawet nie zareagował

"Zapomnijmy o błędzie w tłumaczeniu. Bez niego przekaz Lewandowskiego i tak był bardzo mocny"

Tyle że wszystko, co Lewandowski mówił o Bayernie wcześniej i później, pozwala stwierdzić, że w rzeczywistości nie uznaje zachowania swojego klubu za poważne. Słuchając go na konferencji, miało się wrażenie, że jest zły i rozczarowany postawą Bayernu. Że lista zarzutów, jakie ma, jest długa, ale na razie jeszcze nie chce jej przedstawiać. Z przecieków, wypowiedzi jego agenta i samego Lewandowskiego jasno jednak wynika, że czuje się niedoceniony przez Bayern. Może nawet zlekceważony początkowym brakiem odpowiedzi na zaproszenie do negocjacyjnego stołu, które wysłał Pini Zahavi, a później brakiem konkretnych propozycji i ciągłym zwlekaniem. Piłkarz pokroju Lewandowskiego, z jego osiągnięciami i pozycją w klubie, nie może być rezerwowym - ani na boisku, ani w gabinetach. A tak właśnie się poczuł, gdy dowiedział się od ojca Erlinga Haalanda, że Bayern stara się o jego syna. Poważny klub poważnie traktuje swoją największą gwiazdę. Czasami nagina własne zasady, by ją zadowolić. Wyróżnią ją, dopieszcza. Tak robi PSG z Kylianem Mbappe, tak przez lata robił Real Madryt z Cristiano Ronaldo, a FC Barcelona z Leo Messim. Zdanie o tym, że żaden piłkarz nie może być większy od klubu, jest chwytliwe i romantyczne, ale coraz mniej w nim prawdy. 

Lewandowski każde zdanie dotyczące Bayernu, które wypowiedział na konferencji, miał dokładnie przemyślane. Wiedział, co chce powiedzieć, a czego nie. Nie dał się pociągnąć za język, nie uległ delikatnym dziennikarskim prowokacjom, zdając sobie sprawę, jak słyszalny jest jego głos i ile waży każde słowo wypowiedziane w tej sprawie. Jak w szachach - wykonał zaplanowany ruch i czeka na reakcję drugiej strony. Więcej szczegółów ma zdradzić w połowie czerwca - po ostatnim meczu z Belgią. 

Zapomnijmy o błędzie w tłumaczeniu. Bez niego przekaz Lewandowskiego i tak był bardzo mocny. Nie pozostawił złudzeń: Polak jest zawiedziony postawą Bayernu, nie wyobraża sobie pozostania i chce odejść jak najszybciej. To istotne, bo dotychczas z Monachium płynęła narracja o profesjonalizmie Lewandowskiego, który nie pozwoli mu się zbuntować i odejść za wszelką cenę. Władze Bayernu twierdziły, że jeśli nie sprzedadzą go tego lata, to nic wielkiego się nie stanie, bo on dalej pokornie będzie grał i strzelał gole - tak samo, jak strzelał je dla Borussii Dortmund, będąc już po słowie z Bayernem. Lewandowski, mówiąc, że nie wyobraża sobie dalszej, dobrej (!) współpracy, wysłał sygnał: za dużo się wydarzyło, nie będę grzeczny.

Czesław Michniewicz o transferze Roberta LewandowskiegoMichniewicz komentuje zamieszanie wokół Lewandowskiego. "Podpaliliście pół Europy"Michniewicz wybrał nowy klub Lewandowskiemu. "Jestem kibicem, niestety ostatnio nam nie idzie"

Orędzie z konferencji zmusza Bayern Monachium do zawarcia kompromisu. Lewandowski się nie cofnie

Co się za tym kryje? Można szukać podpowiedzi w perypetiach innych klubów ze swoimi gwiazdami. Z niezadowolonego piłkarza pożytek jest niewielki. Harry Kane, zatrzymany zeszłego lata w Tottenhamie, mimo oferty z Manchesteru City, przez pół sezonu strzelił w Premier League tylko jednego gola. Grał, ale nie był sobą. A to i tak, mimo zawodu, było pozostanie pełne klasy, o jakie może być trudno w przypadku Lewandowskiego. Tu sprawy prawdopodobnie zaszły dalej. Niedawno Romelu Lukaku, niezadowolony z pobytu w Chelsea, podłożył bombę w głośnym wywiadzie tuż przed kluczowym meczem Ligi Mistrzów. Wcześniej wielkie transfery buntem wymuszali m.in. Gareth Bale, Luka Modrić czy Ousmane Dembele. Niezadowolone gwiazdy stają się niewygodne dla swoich klubów. Przekonała się o tym chociażby Chelsea, która latem 2017 r. nie puściła Diego Costy do Atletico Madryt, ale już zimą miała go dosyć i zgodziła się na transfer.

Po wypowiedziach Lewandowskiego nie sposób spodziewać się, że zrobi krok do tyłu. A Polak, gdy jest zły, potrafi wbić szpilkę. W Bayernie też o tym wiedzą. Pamiętają, gdy krytykował politykę transferową na łamach "Der Spiegel". Dziś trudno wyobrazić sobie, że zostaje w Monachium i co tydzień po meczu wypowiada się równie szczerze. Orędzie z konferencji nie pozwala Bayernowi dłużej bagatelizować tej sprawy. Z niewolnika nie ma pracownika. Nawet z tak profesjonalnego. 

Więcej o: