Sierżant z Włoch tajemnicą sukcesu Realu. Piłkarze nazywają go sadystą

Piłkarze nazywają go sadystą, ale to syndrom sztokholmski, bo jednocześnie go kochają. Luka Modrić wycałował go w łysinę, gdy Real awansował do finału Ligi Mistrzów. Antonio Pintus to nie postać z pierwszych stron gazet, ale z pewnością - cudotwórca.

Po ćwierćfinałowym dwumeczu z Chelsea sztab szkoleniowy Realu nie mógł uwierzyć w to, co widział w raportach. W ciągu 120 minut rewanżowego meczu na Santiago Bernabeu – do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka – 36-letni Luka Modrić przebiegł 11 kilometrów. Sporo, ale, jak wykazały badania, Chorwat nie słabł, a rozpędzał się z każdą minutą. To nie był przypadek. Real miał być fizycznie gotowy na decydującą fazę sezonu. Gdy dodamy do tego fakt, że ekipa Ancelottiego najczęściej w lidze strzela gole między 81. a 90. minutą, zrozumiemy ideę, która narodziła się w głowie sztabu szkoleniowego rok wcześniej. A tym, który plan wdrożył w życie, był Antonio Pintus.

Zobacz wideo Skorża chce wzmocnień w Lechu. "Praktycznie w każdej formacji"

Sierżant z planem

Gdy 12 miesięcy wcześniej "Sierżant Pintus", jak mówi się o nim w piłkarskim środowisku, wracał na Santiago Bernabeu, witany był jak jeden z Galacticos. Żaden z członków sztabu szkoleniowego (oprócz trenerów) nigdy nie doczekał się oficjalnej notki na stronie klubu, ogłaszającej dołączenie do drużyny. 59-letni Włoch – trener przygotowania fizycznego, cudotwórca, który pracował m.in. z piłkarzami Juventusu, Chelsea, czy Marsylii – dostąpił tego zaszczytu jako pierwszy, i nie bez powodu. Ten transfer był najważniejszą informacją zeszłorocznego okna transferowego. Ważniejszą niż sprowadzenie jakiegokolwiek piłkarza. Nawet, jeśli miałby nim być Kylian Mbappe. Wszyscy wiedzieli, że jest to prawdopodobnie najlepszy w swoich fachu specjalista na świecie. Człowiek, który miał zrobić różnicę.

Maciej ZielińskiŚląsk gra o mistrzostwo, a Maciej Zieliński nie przychodzi na mecze. "Znalazł się w złym miejscu"

W czerwcu 2021 r. na Sardynii doszło do spotkania, które miało odmienić oblicze Realu. Spotkało się dwóch Włochów - Carlo Ancelotti, trener Realu, i Antonio Pintus – cudotwórca, który wracał do klubu po przerwie. Panowie nie spotkali się nie tylko, by napić się kawy w Cagliari. Cel był inny - opracować plan specjalny. Sezon 2020/21 przyniósł w Realu ponad 60 kontuzji w zespole. Stało się jasne, że taka sytuacja nie może się powtórzyć. Cudotwórca Pintus znowu przyszedł na ratunek.

Zadanie nie należało do najłatwiejszych. Sytuacja na świecie i oszczędzanie pieniędzy na transfer Kyliana Mbappe powodowały, że Pintus musiał wymyślić, w jaki sposób maksymalnie wykorzystać piłkarzy, którzy byli już w kadrze zespołu. A po drugie – być może najważniejsze – trzeba było "odzyskać" piłkarzy, którzy często łapali kontuzje. Nie był to tylko Eden Hazard czy Dani Carvajal. W 2021 r. praktycznie każdy z piłkarzy Realu zmagał się z mniejszym lub większym problemem zdrowotnym.

I Pintus znów w Madrycie odmienił wszystko. Zawodnicy byli sprawdzani praktycznie codziennie. Sztab monitorował wszystkie podstawowe wskaźniki, takie jak siła czy szybkość. Włoch postanowił również zadbać o dietę piłkarzy i dość sprawnie przeprowadził audyt posiłków w klubie. Każdy bez wyjątku musiał się podporządkować.

Brak sprzeciwu i pełne oddanie

Sierżantowi nie można się sprzeciwiać, trzeba mu zaufać. Ekipa Ancelottiego to zrobiła, dlatego dzisiaj cieszy się z mistrzostwa Hiszpanii, a już w sobotę może wygrać Ligę Mistrzów.

Taki był "sardyński plan" - Real miał być w szczytowej formie na początku i na końcu sezonu. Florentino Perez doskonale wiedział, co robi, namawiając go do powrotu. Pintus już wcześniej pracował z Realem i pokazał, że potrafi świetnie przygotować piłkarzy.

Pintusa za pierwszym razem do Realu sprowadził Zinedine Zidane, który po raz pierwszy pracował z nim 20 lat wcześniej, jeszcze jako zawodnik Juventusu. Francuz pamiętał ból nóg po ciężkich treningach, ale musiał czuć wdzięczność, gdy miał tyle sił, by jednego dnia zagrać choćby i dwa mecze z rzędu. Już pierwsze przywitanie Włocha z zawodnikami w 2016 r. mówiło wiele. - Chcecie sławy, ale ona kosztuje. Tutaj za nią zapłacicie potem, łzami i zmęczeniem - mówił stanowczo.

eWinner 1. liga żużlowa, sezon 2022. Stelmet Falubaz Zielona Góra zremisował 45:45 na torze H. Skrzydlewska Orła Łódź.Polski gigant spadł z ligi, a prezydent rozdał w nagrodę grubą kasę. Oburzenie

Praca i poświęcenie są najważniejsze w jego filozofii. Dobrze wspomina go również Fernando Morientes. Spotkali się w AS Monaco. - Jest jak wujek. Miły, ale trochę drań. Bez wątpienia był najlepszym trenerem od przygotowania fizycznego w mojej karierze.

W Londynie podczas pracy w Chelsea doczekał się pseudonimu "Sadysta". Godzinami zamknięty w swoim małym mieszkaniu analizował wykresy, oceniając kondycję piłkarzy. Nic dziwnego, w końcu uczył się fachu w Juventusie od Giampiero Ventrone. Jego zapiski były tajne niczym sekrety skrywane w słynnej Strefie 51. Za jego czasów ekipa z Turynu trzy razy grała w finale Ligi Mistrzów. Po każdym z nich na drugi dzień meldowała się na treningu. Wielu zawodników uważało, że czerpał z wysiłku piłkarzy osobliwą przyjemność. Jednak oni też zyskiwali. We wszystkich tych meczach udział brał Didier Deschamps, który potem zabrał Pintusa ze sobą m.in. do Monaco.

Czy istnieje "metoda Pintusa"?

Ale wróćmy do tego, co działo się w tym sezonie. W rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów przeciwko PSG Real wykonał aż o 22 proc. więcej sprintów o wysokiej intensywności, czyli powyżej 21 km/h. W meczu przeciw Manchesterowi City ta statystyka również przemawiała na korzyść madrytczyków. Wykonali mniej wolnych przebieżek, za to więcej sprintów. 

Ale najważniejszy jest fakt, że piłkarze Realu Madryt łapią mniej kontuzji niż przed rokiem. Być może to zasługa słynnej "metody Pintusa", której zasady są bardzo proste - zapobiegać kontuzjom i znać granice piłkarzy. Mówi się, że Włoch jest zwolennikiem ciężkich treningów, ale jego byli zawodnicy twierdzą, że nigdy nie wymagał więcej niż mógł, aby ich nie przetrenować. Trzeba przyznać, że ostatnie niesamowite powroty Realu zdają się potwierdzać te słowa.

Carlo Ancelotti podczas jednej z kwietniowych konferencji prasowych powiedział, że dla niego dobra gra oznacza dobrą grę z piłką i bez piłki. Do tej drugiej potrzeba sporo sił, której dzięki dobremu przygotowaniu Realowi nie brakuje. I w sobotę z Liverpoolem, w wielkim finale Ligi Mistrzów (początek o godz. 21) też nie powinno. Pintus się o to już zatroszczył.

Jako jedyna z Rosji wyłamała się w Paryżu. Smutek w oczach. Jako jedyna z Rosji wyłamała się w Paryżu. Smutek w oczach. "Rozumiem Wimbledon"

Więcej o: