Na stadionach piłkarskich zapanowała nowa moda. "Niestety, przestępstwo"

Dawid Szymczak
Emocje są zrozumiałe: zespół osiąga sukces, a kibiców z radości aż nosi. W Europie zapanowała moda, by z trybun tłumnie wbiegać na murawę i cieszyć się razem z piłkarzami. - Niestety, według polskiego prawa jest to przestępstwo - mówi Tomasz Milewski, dyrektor ds. bezpieczeństwa Górnika Zabrze. - Skala ryzyka jest chyba zbyt duża - przyznaje dr Seweryn Dmowski, badacz piłki nożnej.

W Poznaniu, Łodzi, Liverpoolu, Manchesterze, Sheffield i Mediolanie. W pierwszej, drugiej i trzeciej lidze. W przypadku mistrzostwa i wywalczenia utrzymania. Zjawisko boiskowej inwazji jest globalne. Kibicom dostarcza niezapomnianych przeżyć, fecie dodaje emocji i czyni ją bardziej widowiskową. 

Zobacz wideo Lech Poznań może stracić kluczowych piłkarzy przed LM. "Po takim sezonie stali się atrakcyjni"

Ale problemy też są globalne: Robin Olsen, bramkarz Aston Villi, został uderzony przez świętujących kibiców Manchesteru City w tył głowy i opuszczał boisko w otoczeniu stewardów. Patrick Vieira, trener Crystal Palace, był prowokowany przez kibiców Evertonu, którzy cieszyli się z utrzymania. Doszło do przepychanek. W barażach o wejście do Premier League jeden z kibiców Nottingham Forest uderzył kapitana Sheffield United. Billy Sharp musiał mieć założone cztery szwy, a agresywny kibic dostał wyrok 24 tygodni więzienia w zawieszeniu i zakaz stadionowy. Stefano Piolemu, trenerowi Milanu, podczas fety ktoś zerwał z szyi medal za mistrzostwo i ukradł. 

Nawet 10 piłkarzy może odejść z Legii. Nawet 10 piłkarzy może odejść z Legii. "Nie będzie transferów bez mojej zgody"

Tysiące kibiców wbiegło na murawę po awansie Widzewa Łódź. Setki świętowały mistrzostwo Lecha Poznań

Na szczęście w Polsce inwazjom kibiców na murawę nie towarzyszą w tym roku podobne incydenty. W Łodzi kibice Widzewa, który po ośmiu latach wywalczył awans do ekstraklasy, wraz z ostatnim gwizdkiem wbiegli na boisko. Niektórzy padali na murawę, by ją ucałować, ale większość biegła wyściskać piłkarzy. Kilku fanów po drodze zatrzymało co prawda bramkarza Podbeskidzia Bielsko-Biała, Matveia Igonena, ale nic złego się nie stało. - Byłem trochę zaskoczony, ale nic mi nie powiedzieli i nie otoczyli mnie, po prostu biegali do zawodników ze swojej drużyny i świętowali - relacjonuje. Na pomeczowej konferencji trener Podbeskidzia zachwalał zachowanie miejscowych kibiców i stwierdził, że tak powinno wyglądać piłkarskie święto, choć jednocześnie słyszymy, że początkowo część piłkarzy czuła się niekomfortowo, widząc biegnący tłum kibiców rywala. Obyło się jednak bez nieprzyjemności, a kibice wysłuchali próśb stadionowego spikera i po kilku minutach wrócili do swoich sektorów.

Podobnie było w Poznaniu. Gdy piłkarze Lecha Poznań odebrali już puchar za mistrzostwo Polski, kilkaset osób wbiegło na murawę. Nie byli to kibice z "Kotła", czyli trybuny, z której płynie doping przy Bułgarskiej. Oni krzyczeli do wbiegających "wypie…" - Wbiegłem, wykonałem taki ślizg na kolanach, jaki robią piłkarze po golach. Było w tym coś magicznego. Klub zdobył upragniony tytuł na stulecie istnienia, a ja byłem na mistrzowskiej murawie. Nawet nie biegłem w kierunku piłkarzy, chciałem tylko znaleźć się na tym boisku i pamiętać ten moment do końca życia. Schodząc poklepałem jeszcze słupek bramki - mówi Sport.pl jeden z kibiców Lecha.

W Łodzi podobnych kibiców widzieliśmy mnóstwo. Robili sobie zdjęcia boiska, rozglądali się po trybunach i siadali na ławkach rezerwowych, bo wreszcie mieli okazję zobaczyć swój stadion z perspektywy piłkarzy. Przeżywanie tej chwili razem z zawodnikami, zbliżenie się do nich, było dla nich czymś wyjątkowym. Niedostępnym na co dzień. Zresztą, sami piłkarze mówili później, że świętowanie z kibicami na murawie również dla nich jest wspaniałym przeżyciem.

Ale to nie tak, że Europa ma problem, który nie dotyczy Polski. Dwa lata temu, na tym samym stadionie Widzewa, kibice wbiegli na murawę po awansie z drugiej ligi, który został wywalczony w tak słabym stylu, że piłkarze zamiast gratulacji przyjęli po kilka ciosów. Zanim zareagowała policja, kibice zabrali zawodnikom koszulki i im wygrażali. Adam Radwański i Robert Prochownik zostali uderzeni w twarz. W 2017 r. Legia Warszawa świętowała zdobycie mistrzostwa. Guilherme odbierał medal, a za jego plecami dwóch osiłków, samozwańczo pilnujących porządku na murawie, kopało kibica, który się zapędził i wbiegł za daleko. Wszystkiemu przyglądał się steward.

Robert LewandowskiLewandowski chce zmienić klub. A Niemcy? Odbierają mu status legendy

Na stadionach pojawia się coraz więcej agresywnych i pijanych kibiców 

- Zjawisko nie jest nowe. W Europie upowszechniło się w latach 70. i 80., gdy nawet do bloku wschodniego docierały transmisje angielskich meczów, podczas których kibice wielokrotnie wbiegali na murawę. Kamery pokazywały wtedy wszystko, bójki na trybunach również - mówi dr Seweryn Dmowski, badacz piłki nożnej z Uniwersytetu Warszawskiego. 

W ostatnim czasie coraz częściej dochodzi do inwazji kibiców i coraz częściej wiążą się z nieprzyjemnymi incydentami. Brytyjczycy wysnuli po ostatnim weekendzie wniosek, że wśród kibiców rośnie agresja. I nie jest to szczególnie zaskakujące, bo wszelkie badania pokazują, że od 2013 r. regularnie rośnie agresja w całym społeczeństwie. Stadiony nie są enklawami. Ponadto, coraz częściej kibice przychodzą na mecze pod wpływem alkoholu i narkotyków. To też nie dziwi - popularność używek rośnie nie tylko wśród fanów piłkarstwa. W Anglii podniosła się debata, czy w takim razie nie powinno się zerwać z tradycją kibicowskich inwazji.

- Trudno powiedzieć, z czego dokładnie wynika spowszednienie tego zjawiska w ostatnim czasie. W latach 80. w Wielkiej Brytanii wbieganie na boisko zaczęło kojarzyć się z tragediami: pożarem stadionu w Bradford, wydarzeniami na Hillsborough i Heysel, gdy ludzie uciekali na murawę, by ratować się przed śmiercią. Do tego Margareth Thatcher wypowiedziała wojnę chuliganom, a powołana Premier League przyspieszyła komercjalizację piłki i chciała spokoju na trybunach. Prawo było bardzo surowe, więc inwazje stały się rzadkie - opowiada Dmowski.

- Teraz, szczególnie w postpandemicznej rzeczywistości, znów jest popularne. Być może należy wiązać to właśnie z koronawirusem i silną potrzebą odreagowania. Z pandemii wyszliśmy bardziej nerwowi, wiele osób przeżyło traumy i pogorszyła się ich sytuacja finansowa. Stadiony wciąż są miejscami, gdzie można wyładować emocje. Pamiętajmy, że w Wielkiej Brytanii te restrykcje i ich egzekwowanie są bardzo surowe. A skoro kraj z takimi tradycjami i przejściami z kibicami, jak Anglia ma problem z inwazjami i nie potrafi nad nimi zapanować, to prawdopodobnie czeka nas fala poważniejszego wyciągania konsekwencji wobec wbiegających - twierdzi Dmowski. - Chciałbym, żeby radosne wbieganie kibiców na boisko i świętowanie było możliwe, ale skala ryzyka jest chyba zbyt duża - dodaje.

Germany Soccer BundesligaA jednak można. Manuel Neuer przedłużył kontrakt z Bayernem

Zatrzymać kibiców na trybunach? Niemożliwe. Ale można się dogadać i wbiegać rozsądnie

- Przede wszystkim wbiegniecie na murawę to w Polsce przestępstwo, a fakt, że dzieje się tak w związku z awansem lub zdobyciem pucharu nie wyłącza ścigania sprawców - zaznacza Tomasz Milewski, dyrektor ds. bezpieczeństwa Górnika Zabrze i powołuje się na ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych. W art. 54.1 czytamy: "Kto nie wykonuje polecenia porządkowego lub wezwania, wydanego na podstawie niniejszej ustawy przez służby porządkowe lub służby informacyjne, w czasie i w miejscu imprezy masowej, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 2000 zł. Tej samej karze podlega, kto w czasie trwania: imprezy masowej przebywa w miejscu nieprzeznaczonym dla publiczności lub w trakcie masowej imprezy sportowej przebywa w sektorze innym niż wskazany na bilecie wstępu i nie opuszcza tego sektora mimo wezwania osoby uprawnionej".

- Gdy kibice Górnika Zabrze wbiegli na murawę, świętując powrót do ekstraklasy, przez najbliższy rok dostawali zarzuty. Kogo udało się zidentyfikować, otrzymywał zarzuty. Wszystko zależy od pracy policji i jakości monitoringu. Takie nagłe wbiegnięcie kilku tysięcy kibiców jest niebezpieczne. Często są tam jeszcze piłkarze drużyny przeciwnej, trenerzy i sędziowie. Zawsze się obawiam, że w tłumie będzie chociaż jedna osoba ze złymi zamiarami, która biegnie zrobić komuś krzywdę - przyznaje dyrektor ds. bezpieczeństwa. 

Zdaniem Milewskiego nie da się jednak siłą zatrzymać kibiców na trybunach. - Ani w Polsce, ani na świecie nie jest to możliwe. Kibice miną ochroniarzy spacerkiem. Można jednak zorganizować fetę, nawet z wbiegnięciem kibiców, w przemyślany sposób. Byłem delegatem ds. bezpieczeństwa na meczu GKS Jastrzębie, gdy świętował awans. Dwa tygodnie przed spotkaniem skontaktował się ze mną przedstawiciel klubu, który przedstawił sytuację, że prawdopodobnie awansują, chcą świętować, ale nie naruszać zasad. Klub nawiązał współpracę z miastem i z policją. Porozumiał się też z kibicami, żeby powstrzymali euforię i nie wbiegali, dopóki do szatni nie zejdą piłkarze gości i sędziowie. I to się udało. Wszystko przebiegło według ustalonego wcześniej scenariusza, policja o wszystkim wiedziała, miała nad tym kontrolę, więc mimo że kibice i tak złamali przepis zapisany w ustawie, nie było nieprzyjemnych konsekwencji - wspomina. 

Ale pytania się mnożą. Co, jeśli rywalem Widzewa byłby ŁKS Łódź, a nie Podbeskidzie? Potwierdziliśmy w klubie, że wbiegnięcie kibiców było spontaniczne i niezaplanowane. Co, jeśli w tłumie pojawi się ktoś z nożem i złymi zamiarami? Kontrole stadionowe? Często to prowizorka. Eksperci i pracownicy klubów, z którymi rozmawialiśmy, mówią jednogłośnie: "Jest dobrze, dopóki jest dobrze i nic się nie dzieje". Problem w tym, że w każdym tłumie wbiegającym na boisko, mogą być osoby, które Gary Neville i Roy Keane określili w Sky Sports "kompletnymi idiotami".

Kylian MbappeMbappe odrzucił Real Madryt. "Najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć"

Więcej o: