We wtorek Manchester City oficjalnie ogłosił transfer Erlinga Haalanda. Choć operacja trwała już od kilku tygodni, porażka w półfinale Ligi Mistrzów z Realem Madryt przyspieszyła ogłoszenie sprowadzenia Norwega. Wielu kibiców "Los Blancos" poczuło rozczarowanie, że napastnik zdecydował się na przenosiny do Anglii.
Hiszpański dziennik "Marca" tonuje jednak negatywne nastroje i podaje, że Haaland i Real Madryt byli skazani na brak porozumienia, przynajmniej tego lata. Powód był prosty - Norweg nie był celem klubu, a Real nie był priorytetem Haalanda. Co prawda w mediach do znudzenia powtarzano, że gra w stolicy Hiszpanii jest marzeniem 21-latka, ale nie była to prawda.
"Marca" twierdzi, że rzeczywistym priorytetem Haalanda był... Haaland. Dziennik tłumaczy, że od samego początku napastnik dążył do zapewnienia sobie jak najlepszym warunków finansowych. Dziś piłkarze to firmy same w sobie, a ich decyzje ściśle związane się z osobistymi interesami. "W 2022 roku nie ma miejsca na romanse" - dodaje "Marca".
W swoim kontrakcie z Manchesterem City norweski napastnik zawarł klauzulę, która pozwoli mu odejść z klubu po zakończeniu drugiego sezonu. Taki sam zapis widniał w jego umowach z Borussią Dortmund i Salzburgiem. Niektóre źródła szacują, że wówczas mógłby zmienić otoczenie za 150-200 milionów euro.
Jak widać, Haaland w pełni zaplanował swoją karierę i zarówno on, jak i jego rodzina uważają, że w tak młodym wieku ma wystarczająco dużo czasu, aby móc najpierw występować w Manchesterze City, a następnie w Realu Madryt, o ile oczywiście nadarzy się taka możliwość.
Dla Realu Madryt obecnie priorytetem jest Kylian Mbappe. To główny powód, dla którego klub nie starał się o transfer Erlinga Haalanda. Co więcej, mistrzowie Hiszpanii nie musieli za wszelką cenę już teraz wydawać astronomicznej kwoty na Norwega, bowiem ofensywna gra zespołu w tym sezonie absolutnie nie zawodzi.