Sędziowie boją się o życie i uciekają z Białorusi. "Wywieźli mnie do lasu"

- Czy się bałem? Jak cholera. Jeden z nich wyjął pistolet i przystawił mi do głowy, ale nie uległem - opowiada białoruski sędzia Jewgienij Pranowicz, który padł ofiarą jednej z wielu prób wymuszeń na arbitrach. "Futbol jest pod kontrolą obozu Łukaszenki" - dodaje kolejny. Sędziowie boją się o swoje życie, więc uciekają z Białorusi.

- Bałeś się? - pyta dziennikarz Onetu Sport. - Jak cholera. Najpierw na mnie wrzeszczeli. Później jeden z nich wyjął pistolet i przystawił mi do głowy. Ale nie uległem, nie spełniłem ich żądań. Nie mógłbym. Uczciwi ludzie tak nie robią - powiedział sędzia Jewgienij Pranowicz, który po wyrażeniu swojego zdania na temat władzy na Białorusi, musiał z niej uciec, bo nie czuł się bezpiecznie we własnym kraju.  

Zobacz wideo

Sędziowie na Białorusi martwią się o życie. "Nie da się uczciwie prowadzić meczów. To problem polityczny"

Aleksander Łukaszenka rządzi na Białorusi nieprzerwanie od 1994 roku. Ostatnie wybory prezydenckie w tym kraju odbyły się trzy lata temu, a według opublikowanych wyników Łukaszenka otrzymał 80 proc. poparcia. W kraju doszło jednak do strajków, bo nie wierzono, że są to realne wyniki wyborów. Obywatele uznali je za sfałszowane i chcieli okazać swój sprzeciw. Władze Białorusi nie patyczkowały się ze strajkującymi. Aby spacyfikować marsze, użyto armatek wodnych, pałek i granatów hukowo-błyskowych. 

Więcej treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Pranowicza zatrzymano po tym, jak udzielił wywiadu, w którym skrytykował Łukaszenkę i jego władzę. – To było porwanie. Zgarnęli mnie z przystanku autobusowego i wywieźli do lasu. To powszechny sposób działania białoruskiej policji: porwać i zastraszyć. Na mnie chcieli wymóc wydanie specjalnego oświadczenia, że tak naprawdę to, co powiedziałem w wywiadzie, jest kłamstwem i właściwie to popieram Łukaszenkę. Bałem się o swoje życie, ale nie zgodziłem się. W końcu po czterdziestu minutach zostawili mnie i odjechali. Trochę czasu zajęło mi zorientowanie się, gdzie w ogóle jestem i jak wrócić do miasta – powiedział arbiter. 

Wojciech Szczęsny po obronie rzutu karnego w meczu Juventus - RomaSzczęsny wciąż jest jednym z najlepszych. "Dokonał cudu". Włosi chwalą Polaka

Pranowicz nie jest wyjątkiem. Inni białoruscy sędziowie zrobili tak samo. Jak podaje Onet, Michaił Zalewski, były dyrektor sportowy BATE Borysów, przebywa w Warszawie. Andrej Czepa, były szef białoruskich sędziów, też zdecydował się na wyjazd. Podobnie postąpił Witalij Onichimowskij, sędzia główny, który osobiście był zmuszany do ustawienia meczu

– Od szefa kolegium sędziów, pana Werbickiego, usłyszałem: "Witalij, jesteś młodym zdolnym sędzią… Pomożemy ci, żebyś wspiął się jeszcze wyżej w hierarchii… Prezydent federacji chce, żeby Belszina awansowała do ekstraklasy. Muszą ten mecz wygrać. Wiesz, o co chodzi, nie muszę ci tłumaczyć" – opowiedział arbiter. Do tej sytuacji doszło we wrześniu 2021 roku, przy okazji spotkania Belsziny Bobrujsk z Wolną Pińsk. 

Onichimowskij powiedział wprost, że "na Białorusi nie da się uczciwie sędziować meczów". Wszystko jest pod kontrolą władz a ten, kto nie wykona poleceń, "jest skończony". - Korupcja w piłce? Nie, z tym się nie spotkałem. U nas nie ma pieniędzy na taki proceder. Tu jest problem polityczny, a nie korupcyjny. System jest chory. Ale staram się zrozumieć tych, którzy mu ulegają. Nie jest łatwo tak po prostu wyjechać i rozpocząć nowe życie w innym miejscu - dodał sędzia główny. 

Dariusz Banasik, trener Radomiaka RadomAbsurdalna decyzja władz Radomiaka. Banasik dla Sport.pl: Za długo się znamy

Białoruska Fundacja Solidarności Sportowej (BSSF) stara się o to, aby sędziowie, którzy uciekli z kraju mogli prowadzić mecze w innych krajach należących do UEFA. Nie wiadomo jednak, na jakim etapie porozumienia w tej sprawie fundacja się znajduje. 

Więcej o: