Cztery bramki w starciu Manchesteru City z Liverpoolem. Meczycho o mistrzostwo

Cztery bramki padły w meczu na szczycie Premier League, ale żadna z ekip walczących o mistrzostwo Anglii nie zdołała wywalczyć kompletu punktów. Ostatecznie niedzielne starcie Manchesteru City z Liverpoolem zakończyło się remisem 2:2.

Kiedy Manchaster City i Liverpool stają w szranki, kibice zazwyczaj mogą liczyć na wielkie emocje. Tym razem był one podwójne, bo mowa przecież o kluczowym meczu w walce o mistrzostwo Anglii. Obie drużyny znajdują się na czele tabeli Premier League, a po remisie w niedzielnym spotkaniu to ta pierwsza drużyna jest o jeden punkt bliżej mistrzostwa. 

Zobacz wideo Analizujemy rywali Polaków na MŚ. Na to musi być gotowy Czesław Michniewicz

Kluczowy mecz w walce o mistrzostwo Anglii na remis

Piłkarze już na początku spotkania pokazali, że czeka nas wielkie widowisko. W piątej minucie kibice gospodarzy eksplodowali radością, kiedy sprzed pola karnego uderzył Kevin De Bruyne. Piłka otarła się o Joëla Matipa, odbiła od słupka i wpadła do bramki przyjezdnych. Pierwszy kwadrans układał się zresztą po myśli właśnie drużyny, która otworzyła wynik spotkania. 

Jakub StolarczykJakub Stolarczyk zachwycił. "Przez 31 lat nie widziałem takiego popisu" [WIDEO]

Liverpool miał początkowo problemy ze skutecznością, ale na wyrównanie długo nie trzeba było czekać. W trzynastej minucie meczu z lewej strony na siódmy metr zgrał Trent Alexander-Arnold, a Diego Jota potrafił to świetnie wykorzystać i z siedmiu metrów trafił obok bramkarza wprost do siatki. Na kolejnego gola trzeba było poczekać 24 minuty i znów na prowadzenie wyszli gospodarze. Joao Cancelo z lewej strony zagrał na piąty metr. Gabriel Jesus przyłożył nogę i wycelował idealnie pod poprzeczkę. Do przerwy nic już się nie zmieniło.

I jak Manchester znakomicie rozpoczął pierwszą połowę, tak świetnie w drugą część spotkania weszli piłkarze Liverpoolu. Raptem minutę po wznowieniu gry Salah kapitalnie zagrał do Mane, a ten uderzył obok bramkarza i znów był remis. W 63. minucie zapachniało kolejną bramką dla gospodarzy. De Bruyne zagrał do Raheem Sterlinga, a ten w sytuacji jeden na jeden z golkiperem gości pewnie trafił do siatki. Po chwili sędzia zasygnalizował jednak, że był spalony i gol nie został uznany.

Im dłużej trwał mecz, tym większe zmęczenie widać było u piłkarzy obu drużyn. Każda z ekip mimo wszystko podejmowała próby wyjścia na prowadzenie, ale brakowało skuteczności. Pod koniec niewiele było jednak ryzyka. Manchester City miał delikatną przewagę w posiadaniu piłki, ale to nie pozwoliło na wygraną. Pod koniec jeszcze Riyad Mahrez próbował strzelać z rzutu wolnego, ale piłka odbiła się od słupka.

City i Liverpool po niedzielnym meczu dopisali sobie zatem po jednym punkcie. Dzięki temu gospodarze spotkania wciąż plasują się na czele Premier League z jednym punktem przewagi nad przyjezdnymi po 31 z 38 kolejek. 

Więcej o: