Diagnoza ws. Modera nie pozostawia złudzeń? "Trzeba spojrzeć na jego wiek"

Dawid Szymczak
Kariera żadnego innego polskiego piłkarza nie rozwijała się ostatnio tak dynamicznie, jak kariera Jakuba Modera. Ale zerwane więzadła krzyżowe każą mu zwolnić i uzbroić się w cierpliwość. Co z mundialem? "Bardzo wątpię, żeby zawodnik po pół roku przerwy wszedł na pełnym gazie na boisko" - mówi Sport.pl dr Robert Śmigielski.

Hamowanie jest gwałtowne, bo przez ostatnie trzy lata Moder niebywale rozpędził swoją karierę. W meczu Brighton - Norwich wchodził z ławki w 83. minucie. Cztery minuty później leżał już na murawie, mimo że w pobliżu nie było żadnego rywala. Grymas bólu, nosze, złe przeczucia. Następnego dnia diagnoza - zerwane więzadła krzyżowe. Kalendarz - do mundialu sześć miesięcy. Ostatnie zdanie wpisu na Instagramie: "Widzimy się za pół roku!".

Zobacz wideo Analizujemy rywali Polaków na MŚ. Na to musi być gotowy Czesław Michniewicz

W poniedziałek optymistyczna wypowiedź selekcjonera: "Jedna z metod operacji daje szansę, żeby zdążyć na mundial. Jeśli pobiera się materiał do rekonstrukcji z więzadła rzepki, to organizm się szybciej adaptuje. Wtedy jest szansa, że półtora miesiąca przed mundialem Kuba wróci do treningów". Czesław Michniewicz zaznaczył jednak w rozmowie z RMF FM, że medycyna to nie matematyka i każdy organizm regeneruje się w innym tempie.

Media: FIFA chce zmian przepisów przed MŚ. Koniec 90-minutowych meczówMedia: FIFA chce zmian przepisów przed MŚ. Koniec 90-minutowych meczów

Operacja u prof. Marianiego we Włoszech. "Pół roku to minimum"

Operacja prawdopodobnie odbędzie się we Włoszech, w klinice Villa Stuart, pod okiem prof. Paolo Marianiego, u którego w przeszłości operowani byli m.in. Arkadiusz Milik, Bartosz Kapustka i Maciej Makuszewski, którzy doznali takiej samej kontuzji. Te informacje potwierdził w rozmowie z serwisem meczyki.pl Czesław Michniewicz. Włoski lekarz uchodzi za specjalistę od rekonstrukcji więzadeł krzyżowych. To klub Modera w porozumieniu z agentami piłkarza wskazał ten adres. Nie sposób jednak dzisiaj stwierdzić, czy pomocnik zdąży wrócić na mundial. Po pierwsze - jak słyszymy od lekarzy - wszystko zależy, jak poważne są uszkodzenia. Rzadko bowiem kończy się tylko na zerwanych więzadłach. Najczęściej obrywa również łąkotka, pozostałe więzadła i części kostne kolana. Po drugie, wybór metody operacyjnej wpływa na długość leczenia.

- Każdy lekarz preferuje inną metodę, ale też dostosowuje ją do uszkodzeń w kolanie i wymagań zawodnika. Bardzo wiele czynników wpływa na długość leczenia. Lekarz może, chociażby szyć urwaną łąkotkę, a może ją wyciąć. Dla zawodnika lepiej, żeby była zszyta, ale wówczas proces leczenia jest dłuższy. Po wycięciu wróci szybciej, ale długoterminowo efekt będzie gorszy. Pół roku to jednak minimum, niezależnie od metody. Tyle należy odczekać przed wznowieniem treningów z pełnym obciążeniem - tłumaczy dr Robert Śmigielski, specjalista w zakresie ortopedii i traumatologii. - Można pewne rzeczy przyspieszać, skracać, ale to zawsze będzie pójście na kompromis. Albo zawodnik nie wygoi więzadeł, albo uszkodzi chrząstki czy łąkotki w kolanie. Można to zrobić, ale nie bez zapłacenia wysokiej ceny własnym zdrowiem - dodaje.

- Jak mamy młodego zawodnika, powinniśmy go leczyć tak, żeby pograł z tym kolanem jeszcze 10 czy 15 lat. Jak jest zawodnik, który zbliża się do końca kariery, to można z nim postąpić inaczej. Zoperować go i pozwolić mu dograć ten sezon czy dwa. Moder jest młody, jest na początku kariery, dlatego zastanawiam się, czy jest sens wywierać na nim presję. Mundial jest już za pół roku. Czasu jest mało, bo operacja to jedno. Później trzeba jeszcze przejść rehabilitację, wrócić do treningów, wrócić na boisko, pograć trochę z drużyną. Na to wszystko potrzeba czasu. Kiedyś się robiło takie wyścigi i wracało jak najszybciej. Rejestry pokazały, że 40 proc. zawodników, którzy wracali wcześniej niż po pół roku, odnosiło ponowną kontuzję. To spore ryzyko. Poza tym bardzo wątpię, żeby zawodnik po pół roku wszedł na pełnym gazie na boisko - mówi dr Śmigielski, który leczył m.in. narciarkę Justynę Kowalczyk i lekkoatletkę Anitę Włodarczyk.

Champions LeagueBlamaż Bayernu Monachium w Lidze Mistrzów. Villarreal przerwało passę

Piłkarz może wrócić do gry już po trzech miesiącach? "Jest wielu lekarzy, którzy dają przeróżne obietnice i robią sobie PR"

Co zatem z głosami lekarzy twierdzących, że potrafią poprowadzić leczenie w taki sposób, że piłkarz już po trzech miesiącach wraca na boisko? "Jeśli zrobi wzorowo, w trzy miesiące jest gotowy do grania. Teraz miałem chłopaka, który po trzech i pół miesiąca zagrał pierwszy mecz. Wszystko zależy od zaangażowania i poświęconego czasu. Ale też nie wszystko zależy od samego zawodnika, tylko również od grupy ludzi, która wokół niego jest" - mówił w rozmowie z "Weszło" Bartłomiej Kacprzak, założyciel Orto Med Sport.

- Jest wielu lekarzy, którzy dają przeróżne obietnice i robią sobie PR. Też mogę powiedzieć, że postawię zawodnika w dwa miesiące na nogi. Wyjdzie na boisko po dwóch miesiącach, zagra, ja powiem: "a nie mówiłem?!", a po chwili znowu złapie kontuzje. Wtedy się mówi, że to już zupełnie inny uraz i jeden nie miał nic wspólnego z drugim, a zawodnik był wyleczony - mówi dr Śmigielski.

- Na całym świecie są lekarze rzetelni i tacy, którzy najbardziej dbają o swoją reklamę i wizerunek. Nie ma szans, żeby więzadło po rekonstrukcji wygoiło się w trzy miesiące. Chyba że mówimy o więzadle sztucznym, które nie musi się goić, bo przypomina sznurek. Powoduje jednak bardzo wiele szkód, prowadzi do zmian zwyrodnieniowych, itd. Pozwala wrócić do sprawności fizycznej, ale ostatecznie efekty są gorsze. Kiedyś były nawet takie dyskusje, żeby zawodnikom przed wielkimi imprezami, jak mundiale czy igrzyska olimpijskie, rekonstruować więzadła w ten sposób, a później, już po zawodach, rekonstruować w sposób biologiczny. Ale odchodzi się od tego - mówi dr Śmigielski, który należy do ACL Study Group, zrzeszającej 150 lekarzy z całego świata zajmujących się urazami więzadeł krzyżowych. 

Karim Benzema i Robert LewandowskiRio Ferdinand porównał Lewandowskiego i Benzemę. Wybrał lepszego

Przyszedł starszy, uśmiechnięty, opalony pan i od razu przeszedł do rzeczy

- W Polsce prof. Mariani jest bardzo popularny. Ale proszę zwrócić uwagę, że bardzo rzadko zawodnicy leczą się w swoich krajach. Jak Lothar Matthaus poleciał się leczyć do Stanów Zjednoczonych, to była wielka burza, skoro w Niemczech nie brakuje specjalistów. Ma to podłoże psychologiczne po obu stronach - zawodnika i lekarza. Jeśli bowiem piłkarz nie wróci na boisko wystarczająco szybko i wystarczająco dobrze, lekarz będzie medialnie zlinczowany. Ponadto każdy kraj ma swoje ulubione kierunki: piłkarze z Anglii najczęściej wybierają Fortius Clinic albo jeżdżą do Niemiec. Francuzi mają znany ośrodek w Lyonie, ale często robią zabiegi w Niemczech. Do Włoch z kolei jeżdżą Ukraińcy, Białorusini i Rosjanie.

O prof. Marianiego w 2020 r. pytaliśmy jego byłych pacjentów.

- Przyszedł starszy, uśmiechnięty, opalony pan i od razu przeszedł do rzeczy. Od początku wzbudził zaufanie. Po prostu było czuć, że jest wybitnym specjalistą. On coś mówił, a ja mu od razu wierzyłem. Przy tym był bardzo miły, serdeczny, bardzo profesjonalny. Wiadomo, kogo już operował i ile tych operacji przeprowadził, więc myślałem, że może podejść do tego ot tak. Dzień jak co dzień. Ale nie. Każdego pacjenta traktuje bardzo indywidualnie - wspominał Maciej Makuszewski, skrzydłowy Leiknir Reykjavik, który zerwał więzadła pod koniec 2017 roku. Podobnie jak Moder był wtedy w formie, a selekcjoner widział go w kadrze na mundial w Rosji. Leczenie przebiegło pomyślnie. Makuszewski znalazł się w szerokiej kadrze, uczestniczył w przygotowaniach, ale Adam Nawałka nie znalazł dla niego miejsca na ostatecznej liście powołanych na mistrzostwa.

Pier Paolo MarianiZoperował już 1,5 tys. pacjentów z zerwanymi więzadłami krzyżowymi. Stawiał na nogi najlepszych piłkarzy. Kim jest prof. Pier Paolo Mariani?

- Szybko udało się wszystko załatwić, dzięki doktorowi Jackowi Jaroszewskiemu z reprezentacji. Po pięciu dniach miałem operację. Wiadomo, że byłem wtedy przybity, smutny i rozczarowany. Pojechałem tam z kulami, a profesor popatrzył i powiedział, że mogę je wyrzucić, bo nie będą potrzebne. Po operacji od razu będę chodził bez nich i zacznę rehabilitację. I tak było. Przyszedł do mnie dzień po operacji, popukał w kolano i mówił, że operacja przebiegła bardzo dobrze. Że za trzy miesiące wracam na boisko, tylko muszę ciężko pracować. I tutaj trzeba zaznaczyć, że profesor otacza się innymi znakomitymi specjalistami. Już następnego dnia po operacji pracuje się z najlepszymi fizjoterapeutami. Później jeszcze są konsultacje, gdzie wszystko sprawdza. Ja byłem chyba na trzech. Na ostatniej poklepał po plecach, powiedział, że dobra robota i mogłem wracać do treningów. Na koniec stwierdził, że ma nadzieje, że widzimy się ostatni raz - mówił Makuszewski, który pierwszy mecz po kontuzji rozegrał po 139 dniach.

- Robi bardzo dobre wrażenie. Jest bardzo miły, bije od niego energia. Troszczy się o każdego pacjenta, każdego odwiedza w klinice po operacji. Pamiętam, że przyszedł do mnie w niedzielę po operacji, żeby sprawdzić, jak się czuję, mimo że miał wtedy wolne - opowiadał Bartosz Kapustka, zawodnik Legii Warszawa, który w Villa Stuart wylądował na początku kwietnia 2019 roku. Do treningów wrócił po pół roku. - Prof. Mariani jest zwolennikiem szybkiego powrotu na boisko i ciężkiej pracy, żeby ten proces przyspieszyć - dodaje.

Więcej o: