Marsylia w ćwierćfinale LKE. Zaczęli strzelać, jak wszedł Milik. Grabara odpada

Tym razem Arkadiusz Milik niczego szczególnego nie pokazał, ale Marsylia i tak ograła 2:1 FC Basel i awansowała do ćwierćfinału Ligi Konferencji UEFA.

Polskich kibiców przede wszystkim interesowało starcie FC Basel z Marsylią. Tym bardziej, że w zeszłym tygodniu drużyna Jorge Sampaoliego wygrała 2:1, po dwóch golach Arkadiusza Milika. Czwartkowe spotkanie były snajper Napoli rozpoczął jednak na ławce. W 35. minucie Marsylia mogła objąć prowadzenie, ale Heinz Lindner obronił jedenastkę Amine'a Harita. Tego wieczora świetnie bronił nie tylko Austriak, ale i Steve Mandanda. Francuz skapitulował dopiero w 63. minucie, kiedy z bliskiej odległości pokonał go Dan Ndoye. 21-letni pomocnik Basel doprowadził do remisu w dwumeczu (2:2). Minutę później na murawie pojawił się Milik, który zmienił Cedrica Bakambu.

Zobacz wideo Właściciel Wisły Kraków wyznaje. "Trzeba było dokonać tego wcześniej"

Jednym z przyjaciół słoweńskiego gracza jest Tomasz Kędziora.Tomasz Kędziora ma nowy klub. Reprezentant Polski podpisał umowę

Gdy Milik pojawił się na boisku, goście wreszcie zaczęli strzelać gole. Nie było w tym jednak wielkiej zasługi Polaka. W 75. minucie Gerson dośrodkował z lewego skrzydła do Cengiza Undera, który trafił na 1:1. Milik zbyt wiele nie pokazał. Nie oddał żadnego strzału i zanotował pięć podań. W doliczonym czasie gry na 2:1 dla Marsylii strzelił Valentin Rongier, który popisał się technicznym strzałem z 14. metra.

O Miliku i tak pewnie będzie głośno. - Nikt tu nie rozumie, dlaczego Milik nie jest dostatecznie wykorzystywany przez trenera. Na napastnika o takich walorach Marsylia czekała długie lata, a jak już się pojawił, to klub nie potrafi go odpowiednio wykorzystać - mówił kilka dni temu Fabrice Lamperti, dziennikarz gazety "La Provence". Polak strzelił już 19 goli w tym sezonie, ale Sampaoli i tak często nim rotuje. Mówi się, że Milik jest skonfliktowany z trenerem i latem jeden z nich opuści Marsylię.

Gwiazdor Szachtara trafił do Polski. Ma już ofertę z ojczyznyGwiazdor Szachtara trafił do Polski. Ma już ofertę z ojczyzny

Mario Goetze przypomniał się kibicom

Najbardziej szalonym spotkaniem poprzedniej kolejki był mecz Kopenhagi z PSV (4:4), w którym Kamil Grabara wpuścił cztery bramki, ale i tak zebrał pochwały, m.in. za obronionego karnego. Paradoks polega na tym, że duński zespół zagrał znacznie lepiej na wyjeździe. W rewanżu na słynnym Parken Stadium Kopenhaga nie potrafiła się postawić PSV. Goście wygrali gładko 4:0. Dwie bramki zdobył Eran Zahavi a po jednym trafieniu zanotowali Noni Madueke i 29-letni Mario Goetze - mistrz świata z 2014 roku. Tym razem bramki Duńczyków strzegł jednak Karl-Johan Johnsson. 

A co się działo w innych meczach? Rennes wygrało u siebie 2:1 z Leicester, ale i tak nie zagra w ćwierćfinale, bo w Anglii "Lisy" zwyciężyły 2:0. Wiele emocji było też w starciu AZ Alkmaar z Bodo/Glimt, w którym do wyłonienia zwycięzcy była potrzebna dogrywka, bo po 90 minutach holenderski zespół prowadził 2:1. W dogrywce Alfons Sampsted, obrońca Bodo/Glimt, zdobył bramkę na 2:2.

Zwycięzca pierwszej edycji Ligi Konferencji UEFA automatycznie awansuje do fazy grupowej Ligi Europy.

Więcej o: