Została zgwałcona i teraz grozi jej więzienie. Marzenie zmieniło się w koszmar

Praca w komitecie organizacyjnym mistrzostw świata w Katarze była dla Paoli Schietekat pracą marzeń. W czerwcu zeszłego roku przeżyła dramat - po raz drugi w życiu została zgwałcona. Sprawa trafiła do sądu. Wyrok? Nawet siedem lat więzienia i sto batów. Ale nie dla agresora. On już został uniewinniony.

Paola Schietekat to wszechstronnie uzdolniona i wykształcona kobieta. Swoją wiedzę z zakresu ekonomii, politologii i antropologii postanowiła wykorzystać w pracy w Katarze. Konkretniej pracowała w komitecie organizacyjnym mistrzostw świata w piłce nożnej. Jak twierdziła, była to praca marzeń. Aż do 6 czerwca zeszłego roku, kiedy pobyt w Katarze zamienił się w koszmar.

Zobacz wideo "Wolałbym, żeby Sousa zrezygnował tydzień przed meczem z Rosją"

Rosjanie wkładają nam kij w szprychy przed barażami. Poważny problemRosjanie wkładają nam kij w szprychy przed barażami. Poważny problem

Jak twierdzi Meksykanka, tego dnia do jej mieszkania wszedł mężczyzna, którego uważała za przyjaciela (również był Latynosem). Okazał się on agresorem i miał ją wykorzystać seksualnie, a także znęcać się nad kobietą. – Po krótkiej walce okazał się silniejszy. Skończyłam na podłodze. Po kilku godzinach na mojej lewej ręce, ramieniu i plecach pojawiły się siniaki. Zachowałam zimną krew. Powiedziałam o tym swojej mamie i koledze z pracy. Obrażenia udokumentowałam na fotografiach, żeby w odruchu samoobrony nie umniejszać w mojej głowie tego, co się wydarzyło. Zgłosiłam to. Nie chciałam pozwolić, żeby ktoś skrzywdził moje ciało bez mojej zgody i bez konsekwencji – powiedziała Paola, która swoją historię opowiedziała na stronie meksykańskiego dziennikarza, Julio Astillero.

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

Paola pojechała do hotelu na wypadek, gdyby agresor powrócił. Uzyskała zaświadczenie lekarskie, które potwierdzało, że obrażenia powstały w wyniku napaści i udała się na komisariat policji w towarzystwie meksykańskiego konsula. Przekazała policji szczegóły ataku, a także informacje na temat napastnika. – Kilka godzin później, o dziewiątej wieczorem, zadzwonili do mnie, żebym natychmiast udała się na komisariat. Zapytałam, czy to koniecznie. Dopiero co zostałam zaatakowana i miałam iść sama na komisariat o tej porze. W odpowiedzi usłyszałam, że jeśli się nie zjawię, to moja skarga zostanie oddalona. Wzięłam taksówkę. Kiedy przyjechałam, policjanci posadzili mojego oprawcę naprzeciwko mnie – opowiadała.

Trener reprezentacji Polski Szpieg, bez którego polscy piłkarze nie wyobrażają sobie kadry. "Cudowne dziecko"

Oskarżycielka stała się oskarżoną. W sprawie o dokonanym na niej gwałcie

Wtedy wszystko obróciło się o 180 stopni. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, to nagle Paola została oskarżoną, a mężczyzna oskarżycielem. Gwałciciel stwierdził bowiem, że wszystko odbyło się za obopólną zgodą. Dodatkowo oboje spotykali się ze sobą od jakiegoś czasu. W Katarze romanse pozamałżeńskie są jednak nielegalne i grożą za to naprawdę surowe kary.

"Utrzymywanie seksualnych stosunków pozamałżeńskich jest w Katarze nielegalne i zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 7. Przepis ten stosuje się również wobec ofiar gwałtu. Kobieta musi liczyć się z tym, że postępowanie – ze względu na miejscowe uwarunkowania społeczne – może być prowadzone w sposób różniący się od standardu europejskiego" – czytamy na stronie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

- Nagle moja skarga przestała mieć znaczenie. Policja przekazała sprawę do prokuratury – jedynego miejsca, gdzie miałam tłumacza. Wszystko kręciło się wokół pozamałżeńskiego związku. A pod moimi ubraniami, które zalecano mi nosić jako kobiecie z dobrymi manierami, były fioletowe siniaki. Mój prawnik ledwo co mówił. Na koniec musiałam oddać swój telefon, żeby nie trafić do więzienia – relacjonowała Meksykanka.

Jak stwierdziła, jej prawnik oraz prawnik napastnika zaproponowali jej rozwiązanie problemu, dzięki któremu mogła uniknąć skazania przez sąd. – Rozwiązanie było relatywnie proste: miałam go poślubić. Aby zamknąć sprawę, która trafiła do sądu, miałam tylko poślubić swojego oprawcę – wyznała.

Kamil GrosickiGrosicki zapowiada wielki powrót do reprezentacji. "Jestem gotowy"

Jak podają media, gwałciciel został uniewinniony z powodu braku niezbitych dowodów. Dziewczyna może zostać skazana na siedem lat więzienia i 100 batów za pozamałżeński romans. Na szczęście wyrok najprawdopodobniej nigdy nie zostanie wykonany. Z pomocą komitetu organizacyjnego oraz organizacji walczącej o prawa człowieka Meksykanka zdołała uciec z kraju. Wyrok ma zapaść na początku marca.

- Nigdy nie odetchnęłam z większą ulgą niż wtedy, gdy podbito mój paszport. W Meksyku adrenalina ustała i rozpoczął się wolniejszy proces, choć równie złożony i bolesny. Co teraz? Koszmary senne, rekonstrukcja zapadającej się co sekundę wieży z kart, żałowanie zgłoszenia sprawy i rozczarowanie, że nie przewidziałam, że sprawa może zostać skierowana przeciwko mnie, ponieważ żyjemy w świecie, który wydaje się nienawidzić kobiet – powiedziała. Dodała również, że skompromitowała się meksykańska ambasada. Tamtejsi pracownicy nie udzielili jej znaczącej pomocy. Konsul, który był z nią na komisariacie, sam ledwo mówił po arabsku.

Cała sprawa jest jeszcze bardziej dramatyczna z racji tego, że to już drugi raz, kiedy Paola zostaje zgwałcona. Kobieta przyznała się, że jej ówczesny partner napadł na nią, kiedy miała 16 lat. Wtedy nie powiedziała o tym nikomu, co doprowadziło ją do samookaleczania się. Dopiero po 10 latach odważyła się o tym powiedzieć. Dlatego kiedy została zaatakowana w Katarze, to postanowiła działać. Niestety, nie uzyskała pomocy. Wręcz przeciwnie – według tamtejszego prawa to ona była przestępcą.

Paulo Sousa podczas meczu Polska - Słowacja na Euro 2020Były reprezentant Polski apeluje: Szanujmy się

Katar regularnie łamie prawa człowieka

Kwestia poszanowania praw człowieka w Katarze to temat, który ciągle powraca w kontekście zbliżających się mistrzostw. Ponad rok temu dziennikarze "Guardiana" ujawnili, że imigranci przyjeżdżający do pracy przy arenach, na których mają odbywać się mecze, są nieludzko traktowani. "Z analizy wynika, że od 2011 roku co najmniej 6500 osób z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu czy Sri Lanki zmarło w Katarze. Opierając się na źródłach rządowych "Guardian" wyliczył, że każdego tygodnia umiera 12 osób z tych krajów. Przypomnijmy – to tylko dane z wyżej wymienionych państw. Nie uwzględniają one imigrantów z innych państw, jak Filipiny czy Kenia, bo do tych danych nie udało się dotrzeć. Nie uwzględniono także ostatnich miesięcy 2020 roku i pierwszych 2021" – pisaliśmy na Sport.pl.

Więcej o: