Tykająca bomba grozi wybuchem. A w Polsce nic się nie robi. "Bardzo opóźniony zapłon"

Kacper Sosnowski
Badania wykazują, że ryzyko śmierci z powodu demencji jest u piłkarzy trzy i pół raza wyższe niż u zwykłych obywateli. Największe problemy z urazami mózgu mogą mieć obrońcy, ale FIFA nie wydaje się być zainteresowana, by te wiadomości im przekazać. Czy futbol zmieni się tak, by ze szczęśliwych zawodników nie robić trapionych problemami z głową emerytów?

O urazach głów piłkarzy najczęściej mówi się w tych najpoważniejszych sytuacjach. Jak dwa lata temu, gdy cała Europa oglądała półfinał Ligi Mistrzów i starcie Tottenhamu z Ajaksem. W 36. minucie kamery pokazały przez chwilę zakrwawionego, leżącego na murawie Jan Vertonghena. Obrońca londyńczyków zderzył się z rywalem w walce o górną piłkę. Długo leżał na murawie, w końcu ją opuścił, ale za kilka minut znów pojawił się na boisku. Nie był jednak w stanie grać. Mało tego - nie potrafił już nawet sam opuścić placu gry. Zrobił to dopiero z pomocą sztabu medycznego. Mnożyły się pytania - kto i dlaczego w ogóle wysłał go z powrotem na boisko?

Zobacz wideo Spalone z autu, sędzia bez kartek i "do stu tysięcy piorunów!". Piłka nożna sprzed 100 lat.

Rok później Vertonghen powiedział w jednym z wywiadów, że skutki wstrząśnienie mózgu odczuwał jeszcze przez kilka miesięcy. FIFA zmieniła przepisy tak, że nie można już z powrotem wpuścić na boisko piłkarza, który doznał urazu głowy.

"Kto mi teraz powie o moich późniejszych problemach?" 

Zderzeń głowami na piłkarskich boiskach w każdej lidze są setki. Również w naszej ekstraklasie, ale tu też mówi się tylko o najpoważniejszych. Głośno było o przypadku Michała Koja, który kiedyś na meczu został trafiony łokciem w głowę i wylądował w szpitalu z częściowym paraliżem. Do grania wrócił dopiero po kilku miesiącach.

Innym razem emocje wzbudził uparty Iker Guarrotxen z Pogoni Szczecin, który zderzył się z Rafałem Janickim z Wisły Kraków - wrócił na boisko, ale po minucie padł na murawę. Późniejsze badanie wykazało uszkodzenie kości jarzmowej. Jednak najczęściej, jeśli zderzenie nie kończy się rozcięciem skóry, zawodnik nie wymiotuje i nie jest odwożony do szpitala, bagatelizuje się to, co się z nim później dzieje.

Bywa też tak, jak w kwietniu 2017 roku podczas meczu Legii z Pogonią. Pod koniec pierwszej połowy bramkarz ze Szczecina, Jakub Słowik, zderzył się głową ze swoim kolegą z zespołu. Sztab Pogoni kazał bramkarzowi grać dalej. - On miał założone szwy i prawdopodobnie wstrząśnienie mózgu. Nie wiedział, jaki był wynik meczu. Powinien zejść z boiska - mówi nam jedna z osób, która pamięta tę sytuację.

- W Polsce do urazów głowy podchodzi się po macoszemu - słyszymy, gdy pytamy w klubach o polecanych neurologów zajmujących się piłkarzami. Ważniejsi są tam ortopedzi i fizjoterapeuci. A przecież to, co dzieje się z piłkarzem tuż po zderzeniu, to tylko pierwszy objaw. Kolejne, te niezauważalne, mogą być bardzo niebezpieczne. Działają jak bomba z bardzo opóźnionym zapłonem.

- Oczywiście, że badania naukowe mówiące, że istnieje większe ryzyko demencji u sportowców narażonych na wstrząśnienia głowy, nie pozostawiają mnie obojętnym. Przecież całe życie gram w piłkę. Ale kto mi teraz powie o moich ewentualnych problemach, które mogą zdarzyć się za 30 lat? - mówił Andreas Luthe w rozmowie z telewizją DW. 34-latni bramkarz Unionu Berlin w poprzednim sezonie Bundesligi miał dwa poważne urazy głowy. Raz doznał wstrząsu mózgu i został zdjęty z boiska, za drugim razem kontynuował grę po ośmiominutowej przerwie i dojściu do siebie.

Są jednak osoby, który coraz głośniej starają się mówić piłkarzom, o tym, że ich emerytura może być bolesna. Bolesne są także opowieści rodzin tych piłkarzy, którzy cierpią.

Demencja chorobą futbolu? 3,5 razy więcej zgonów u piłkarzy

Bobby Charlton, Nobby Stiles, Gerd Mueller, Horst-Dieter Hottges, Helmut Haller - to sportowcy, których łączą lub łączyły nie tylko piękne chwile na boisku, ale też smutna emerytura z daleko posuniętą demencją.

Demencja to choroba, która pogarsza sprawność umysłu. Nie tylko osłabia pamięć krótkotrwałą, ale też zmienia osobowość, powoduje trudności w radzeniu sobie z codziennymi czynnościami i kłopoty z komunikacją. Demencję stwierdzono u pięciu reprezentantów Anglii, którzy w 1966 roku zdobyli mistrzostwo świata. Czterech już nie żyje. 

O problemie urazów głowy, wynikających nie tylko z kontaktów z przeciwnikiem, ale też przede wszystkim powstałych na skutek uderzeń piłki, coraz głośniej zaczęły mówić rodziny innych zmarłych piłkarzy. Badań w tym zakresie chcieli choćby najbliżsi napastnika West Bromwich, Jeffa Astle’a. Raport zgonu z 2002 roku stwierdził, że 59-latek zmarł z powodu choroby mózgu zwykle przytrafiającej się bokserom. U piłkarza choroba była wywołana właśnie główkowaniem. Rodzina chciała szerszych badań w tym zakresie.

Wszelkie akcje medialne i uświadamiające problem zajęły ponad dekadę. Być może również dlatego, że jak pisał na Sport.pl Dawid Szymczak, FIFA "przyjmowała postawę podobną do tej producentów tytoniu, którzy przez lata, na podstawie badań opłaconych naukowców, poddawali w wątpliwość, że palenie prowadzi do raka płuc i innych chorób". Z tekstu opisującego śledztwo przeprowadzone przez dziennik "NRC" wynika, że FIFA negowała niezależne badania w tej sprawie i odbierała wiarygodność, a nawet utrudniała pracę specjalistom, których wnioski były nie po myśli organizacji. Sprawa problemów z urazami głów piłkarzy powróciła niedawno, za sprawą angielskiej federacji.

Tematem zajęli się eksperci z Glasgow University, bo zawnioskowała o to Angielska Federacja Piłkarska i tamtejszy Związek Zawodowych Piłkarzy. Badacze przyznali, że granie głową może mieć związek z urazami mózgu. Przedstawili dane, z których wynika, że byli zawodowi piłkarze, są trzy i pół raza bardziej narażeni na śmierć z powodu demencji niż ludzie w tym samym przedziale wiekowym w populacji ogólnej.

Szef badania, neuropatolog Willi Stewart, oznajmił, że u piłkarzy stwierdzono "pięciokrotny wzrost choroby Alzheimera, około czterokrotny wzrost choroby neuronów ruchowych i dwukrotnie częstsze zachorowania na chorobę Parkinsona w porównaniu do populacji ogólnej". To pokryło się zresztą z podniesionym alarmem rodziny zmarłego w roku 2020 Nobby’ego Stilesa. - Piłka nożna musi zająć się skandalem związanym z demencją - mówili bliscy byłej gwiazdy Manchesteru United i reprezentacji Anglii. Zwracali uwagę, że starsi gracze zostali w dużej mierze zapomniani, a wielu z nich jest w złym stanie zdrowia.

- Futbol ukrywa się za faktem, że bardzo trudno jest uzyskać rozstrzygające dowody choroby mózgu, ponieważ nie można go zbadać przed śmiercią - mówił jeden z synów Stilesa. Do niedawna sekcję zwłok uważano za koronny argument na dowiedzenie encefalopatii pięściarskiej (CTE). Neurolodzy i patolodzy z zainteresowaniem przyglądali się "zniszczonym" mózgom rugbistów, zapaśników, hokeistów, piłkarzy i futbolistów. Pośmiertna sekcja mózgu Andre Watersa, 44-letniego zawodnika amerykańskiej ligi NFL, ujawniła szokujące zmiany. Patolog sądowy stwierdził, że mózg sportowca przypominał mózg 85-letniego człowieka we wczesnym stadium choroby Alzheimera. Teraz w tak precyzyjnych diagnozach ma pomagać rezonans magnetyczny.

Artur 'Waluś' WalczakTysiące zgonów i zatrważająca historia. Granica już przekroczona? "Krew trenduje"

W grudniu Angielski Związek Piłki Nożnej (FA), Premier League, dwie najważniejsze ligi EFL i związek piłkarzy, PFA, uzgodnili wspólny plan działania skupiający się na trzech obszarach: badaniach, edukacji i wsparciu byłych graczy, którzy teraz walczą z demencją. Z problemem, który od lat był pomijany, być może niezauważany, albo celowo zamiatany pod dywan, teraz coraz trudniej jest polemizować, tym bardziej że swoje wnioski ogłaszają też Amerykanie.

Lecąca piłka jak cios pięściarski. W Anglii i USA od główek się odchodzi

Było ich sporo po publikacji "New York Times". Dziennik poinformował, że w jednym roku zanotowano aż 50 tys. wstrząśnień mózgu u piłkarzy w wieku licealnym. Badania, w których młodzi piłkarze 20 razy uderzali głową dośrodkowaną z rzutu rożnego piłkę, a następnie rozwiązywali testy pamięciowe, wykazały osłabienie ich pamięci w zakresie od 41 do 67 procent. Po 24 godzinach testy pamięciowe wypadały dużo lepiej. To m.in. dlatego w Stanach Zjednoczonych już kilka lat temu całkowicie zakazano główkowania dzieciom poniżej 11. roku życia, a dla nieco starszych (11-13 lat) amerykańska federacja piłkarska wprowadziła specjalne limity.

W Anglii niedawno wprowadzono podobne zalecenia. Na wyobraźnię podziałały też badania, przeprowadzone na Uniwersytecie Purdue. Te wykazały, że piłka wybita przez bramkarza na środek boiska uderza w głowę piłkarza z siłą porównywalną do ciosu pięściarskiego. Stałe narażanie się na takie nie nokautujące, ale jednak mocne obicia głowy, w dłuższej perspektywie jest dla mózgu bardzo niebezpieczne. Tak jak u pięściarza dochodzi wtedy do mikrokrwotoków, które się kumulują.

- Pojedynczy krwotok zniszczy wprawdzie "tylko" parę milionów komórek, ale każdy kolejny następne miliony. W końcu, po kilku czy kilkunastu latach zbierania ciosów w głowę, tych mikrokrwotoków jest bardzo dużo. Jak się zsumuje wszystkie obszary martwych neuronów, to ich łączna objętość powoduje istotne uszkodzenie mózgu - wyjaśniał nam to dr hab. n. med. prof. Jacek J. Rożniecki, kierownik Kliniki Neurologii, Udarów Mózgu i Neurorehabilitacji. - Czasem konsekwencją tego jest postępująca demencja, w innych przypadkach rozwija się choroba podobna do choroby Parkinsona. Tacy ludzie stają się zniedołężniali, spowolniali, mają wzmożone napięcie mięśniowe, stają się niepełnosprawni - obrazował.

Dzieci nie powinny główkować? Były angielski piłkarz wzywa do wprowadzenia zakazuDzieci nie powinny główkować? Były angielski piłkarz wzywa do wprowadzenia zakazu

Najgorzej u obrońców, ale korzyści w futbolu i tak jest sporo

Można też przyjąć, że w przeszłości u piłkarzy było z tym jeszcze gorzej, bo grano piłkami ze skóry, które szczególnie po nasiąknięciu wodą stawały się bardzo ciężkie. To wydaje się logiczne, choć badań w tym zakresie nie ma. Angielska federacja dalej będzie prowadziła je we własnym zakresie. Spróbuje też wytłumaczyć, dlaczego poważne urazy głowy występują znacznie częściej u piłkarek niż piłkarzy?

Poza Anglią i USA debaty na temat ograniczania uderzeń głową przez piłkarzy w zasadzie nie ma.

- Ze względu na uczciwość takie badania i informacje byłyby dla piłkarzy bardzo cenne - komentował DW Michael Hornberger, profesor badań nad demencją na Norwich University.

Patrick Day (po prawej) w walce z Kyronem DavisemDruzgocące statystyki. Zmarło 1114 pięściarzy. "Niedługo po śmierci samobójstwo popełniła jego matka"

Być może gracze dowiedzieliby się z nich, że obrońcy statystycznie są narażeni na pięciokrotnie większe ryzyko śmierci z powodu demencji niż przeciętny Kowalski (pomocnicy trzykrotnie). Co ciekawe, badania Williama Stewarta, nie wykazały takich odchyleń od normy dla bramkarzy, którzy ze wszystkich graczy piłkę główkują najrzadziej. Według danych prof. Stewarda ryzyko chorób mózgu zależy też od czasu trwania profesjonalnej kariery. Im jest dłuższa, tym gorzej.

Jednocześnie badacze zaznaczyli, że chociaż u piłkarzy istnieje wyższe ryzyko śmierci z powodu chorób związanych z mózgiem, to rzadziej umierają oni z powodu problemów z sercem i niektórych nowotworów. - O tych szerszych potencjalnych korzyściach zdrowotnych wynikających z gry w piłkę nożną należy pamiętać, starając się najlepiej zmniejszyć czynniki przyczyniające się do zwiększonego ryzyka chorób neurodegeneracyjnych - ocenił Stewart.  

Czyżby w przyszłości piłka nożna ewoluowała w stronę gry tylko nogami? 

Więcej o: