"Wszedł pod prysznic, brat znalazł go nieprzytomnego. Na cztery godziny stracił wzrok"

Dawid Szymczak
- Chyba nie zagraliśmy jeszcze takiego spotkania, żeby kogoś nie trzeba było dosładzać. Kiedyś jeden z chłopców sygnalizował, że chce się zmienić, a ja nie miałem kogo za niego wpuścić, bo jeden rezerwowy miał za niski cukier, a drugiemu akurat skoczyło. Dla jednego słodki napój, dla drugiego zastrzyk z insuliny i po paru minutach byli gotowi do gry - opowiada Mikołaj Illukowicz, koordynator Słodkiej Polski, czyli reprezentacji diabetyków.

Do meczu coraz mniej czasu. Trener powtarza najważniejsze założenia, rzuca kilka motywujących zdań na koniec. "Macie biało-czerwone koszulki, orła na piersi. To zobowiązuje!". Ale ostatnie słowo należy do diabetologa: "Chłopaki, sprawdzamy cukry". Nie ma już żadnego nakłuwania igłą, wszyscy mają sensory, więc po kilkunastu sekundach wyniki są znane. Jeśli u wszystkich w normie, chwytają się za ramiona i na środku szatni tworzą szczelne koło. - Słodka piłka, słodka krew, słodka Polska! - krzyczą, by dodać sobie otuchy. 

Zobacz wideo "Chcemy, żeby kobieca piłka była w każdym zakątku naszego kraju"

"Nigdy nie wiem, czy chłopiec jest po prostu zmęczony, czy drastycznie spadł mu cukier"

Trenerzy zawczasu przygotowują kilka kolorowych napojów, gdyby któremuś z piłkarzy w trakcie meczu spadł cukier. Ustawiają je wzdłuż ławki rezerwowych. - Chyba nie zagraliśmy jeszcze takiego spotkania, żeby kogoś nie trzeba było dosładzać - mówi Mikołaj Illukowicz, koordynator Słodkiej Polski. Chłopcy chorzy na cukrzycę grają ze zdrowymi rówieśnikami. Na boisku nie widać różnicy. Dopiero w przerwie jedni mogą odpłynąć myślami i chwilę odpocząć, a drudzy cały czas muszą pamiętać o cukrze. Mówi się, że im więcej sportu, tym mniej insuliny. Ale są wyjątki, bo podczas meczu cukier lubi skakać: wysiłek obniża, emocje dodają. A słodcy piłkarze bardzo przeżywają swoje spotkania. 

Robert Sibiga - najlepszy sędzia 2021 roku w MLSDramat polskiego sędziego. "Nie pamiętam nic z II połowy. Odleciałem"

- Mieliśmy taką sytuację w półfinale Arka Summer Cup. Jeden z chłopców sygnalizował, że chce się zmienić, a ja nie miałem kogo za niego wpuścić, bo jeden rezerwowy miał za niski cukier, a drugi się najadł i zapomniał o tym poinformować, więc mu skoczyło. Dla jednego słodki napój, dla drugiego zastrzyk z insuliny i po paru minutach byli gotowi do gry - opowiada Illukowicz. - Większych ograniczeń nie ma, ale trzeba być czujnym. Chłopiec schodzi z boiska, rzuca się na ziemię przy ławce rezerwowych i leży. Każdy trener byłby zadowolony, bo widocznie na boisku dał z siebie wszystko. Ja natomiast nigdy nie wiem, czy jest po prostu zmęczony, czy drastycznie spadł mu cukier.

- Nasz bramkarz tak miał. Wrócił po meczu do domu - cukier 100, czyli w normie. Wszedł pod prysznic, długo nie wychodził, brat znalazł go nieprzytomnego - cukier 40. Na cztery godziny stracił wzrok. Dostał domięśniowy zastrzyk z glukagonu i na szczęście wszystko wróciło do normy. 

Dzieci bawią się na boisku, a na trybunach nie kończą się dyskusje o nowych pompach

Staś Illukowicz miał cztery lata, gdy lekarze zdiagnozowali u niego cukrzycę. Jego rodzice do dziś pamiętają swój strach i konsultacje z kolejnymi lekarzami. Chcieli wiedzieć, jak najwięcej. Mieć dostęp do jak najnowszych ustaleń, bo postrzeganie tej choroby bardzo dynamicznie się zmieniało. Jeszcze 20 lat temu cukrzyca była wyrokiem. Dzisiaj wciąż jest nieuleczalna, ale odpowiednio prowadzona, nie jest hamulcem.  

Robert Sibiga - najlepszy sędzia roku 2021 w MLS"Aż przykro się robiło, że sędzia nie wiedział, co robi Krychowiak"

- Jeździłem po wszystkich możliwych lekarzach, dotarłem nawet do szefa specjalistycznej kliniki w Stanach Zjednoczonych. Ale najbardziej pomocny był kontakt z rodzicami starszych dzieci. Mogłem zobaczyć, jak ten mój Stasiu może wyglądać za 5 czy 10 lat. Czy będzie chodził, czy będzie widział, czy, kolokwialnie mówiąc, nic mu do tego czasu nie odpadnie. To bezcenne spojrzeć na takie starsze dziecko i wyobrazić sobie swoje. Nic nie potrafi bardziej uspokoić - mówi Mikołaj Illukowicz, pomysłodawca Słodkiej Polski.

Zanim powstała Słodka Polska, młodzi piłkarze chorzy na cukrzycę spotykali się w Suchym Lesie pod Poznaniem na mistrzostwach Polski. W kraju działa kilka organizacji, które zachęcają dzieci do gry w piłkę. Cukierasy z Poznania, 3mam cukry z Białegostoku, Waleczni Warszawa, Pogromcy Cukrów z Krakowa, Sugar Team z Łodzi czy S.O.S Diabetka z Lublina. Odbywające się od 2018 r. mistrzostwa Polski są odpowiedzią na stereotyp i przestarzałe stwierdzenie, że sport nie jest dla cukrzyków. Poza tym to okazja do integracji dzieci i ich rodziców. 

- Mój Stasiu pierwszy raz wyszedł na boisko, rozejrzał się, uśmiechnął i powiedział: "Tato, tu wszyscy mają takie pompy, jak ja". O to chodzi. Ale ważne jest też to, co dzieje się na trybunach. Dyskusje o nowych pompach, systemach i innowacyjnych udogodnieniach nie mają końca. Nowi rodzice chłoną te wszystkie informacje, bo zazwyczaj wychodzą ze szpitala ze zdiagnozowaną chorobą, ale bez praktycznej wiedzy, jak żyć ze słodziakiem. Lekarzom brakuje czasu. 15 minut na wizytę, z czego dziesięć to wprowadzanie danych do systemu. Podczas meczów mogą porozmawiać z rodzicami, którzy z cukrzycą dziecka zmagają się od lat i przerobili już podobne problemy. To rodzaj zbiorowej terapii - tłumaczy Illukowicz. 

Można zrobić wielką karierę z insulinową pompą. Przykładami Nacho, Scholes i Dolberg 

Na turniej w Suchym Lesie mógł przyjechać każdy. Poziom gry w piłkę nie miał żadnego znaczenia. Chodziło o wspólną zabawę i promowanie ruchu. Okazało się, że umiejętności zawodników są bardzo zróżnicowane. Niektórzy na co dzień trenowali w znanych akademiach lub w szkółkach ekstraklasowych klubów, inni kopali piłkę tylko od święta. Wtedy zrodził się pomysł, by wybrać tych najlepszych i powołać reprezentację. Tak powstała Słodka Polska, którą wspiera PZPN. To jeszcze głośniejszy - ogólnopolski - sygnał, że dzieci z cukrzycą mogą grać w piłkę.  

- Sprzęt i podejście lekarzy do tej choroby się zmienia. Dzisiaj pompa, którą ma mój syn, ponad 200 razy na dobę bada mu cukier. Przy tak zaawansowanych systemach można pozwolić dziecku trenować. Diabetyk może zrobić taką samą karierę jak zdrowy. Nacho Fernandez z Realu Madryt, Paul Scholes, były piłkarz Manchesteru United, Jesper Karlstroem z Lecha Poznań czy Kasper Dolberg z Nicei są tego przykładami - wymienia Illukowicz.

Inicjatywę wsparł PZPN, który planuje wydać broszurę informacyjną o tym, jak trenować dzieci z cukrzycą. Ma trafić do klubów w całej Polsce, by trenerzy nie bali się, gdy na ich zajęciach pojawi się cukrzyk. Wystarczy, że dwa lub trzy razy podczas treningu przypomną mu, że należy skontrolować cukier i będą wiedzieli, co zrobić, jeśli okaże się za niski lub za wysoki. Po kilku minutach taki piłkarz będzie gotowy do gry.

O Słodkiej Polsce zrobiło się głośno w środowisku. Dzwonią trenerzy z akademii i mówią, że mają u siebie cukrzyka, który ma spory talent. Reprezentacja rośnie, poziom jest coraz wyższy. Selekcjonerem dziesięciolatków jest Bartosz Bosacki, były reprezentant Polski i kapitan Lecha Poznań.

Gerd Mueller nie żyje. Robert Lewandowski zareagował na odejście legendyŻona Gerda Muellera pyta Roberta Lewandowskiego: Ile jeszcze?

- Staramy się robić dla tych dzieciaków wyjątkowe rzeczy. Grając w piłkę, zwiedzają Europę, reprezentują Polskę, mierzą się z RB Lipsk czy FC Porto, spotykają się z Robertem Lewandowskim, który później po strzelonym golu pozdrawia ich umówionym gestem [zrobił to po golu w meczu z Unionem Berlin 17 maja 2020 roku - dop. red.] - mówi Illukowicz.

Fot. Hannibal Hanschke / AP

I dodaje: - Mieliśmy chłopców, którzy po zdiagnozowaniu choroby, w ramach pewnego buntu, rzucali piłkę w kąt i rezygnowali z gry w klubie. Później trafiali do nas, ta miłość do piłki odżywała i wracali do regularnych treningów.

- Ale ostatnio zacząłem zastanawiać się nad przekazem. Nie chcę, byśmy tę chorobę za bardzo pokolorowali i przyćmili ją tymi atrakcjami. Zdrowy przyjaciel Stasia powiedział, że też chciałby grać w Słodkiej Polsce. Trzeba jednak pamiętać, że to choroba trudna, nieuleczana, a źle prowadzona może prowadzić do poważnych problemów. Mam znajomego, który w pewnym momencie życia przestał ją kontrolować. Dzisiaj ma 33 lata i jest ciężko schorowany.

- Te dzieciaki zawiązują wspaniałe przyjaźnie. Jak się już spotykają, to prawie tańczą z radości. W Słodkiej Polsce nie mieliśmy prawie żadnych problemów relacyjnych do rozwiązania. Nie potrzeba było żadnej interwencji dorosłego, bo dzieciaki świetnie się dogadują. Był taki materiał dla PZPN, w którym zostały zapytane, czym jest Słodka Polska. Najczęściej odpowiadały, że rodziną. I to mówili trzynastolatkowie!

- Często po wykryciu choroby u dziecka rodzice zamykają się w bańce. Nie dopuszczają nikogo, bo to ich dziecko jest nieuleczalnie chore, ich spotkało nieszczęście, oni się martwią najbardziej. My chcemy, żeby te różne bańki się ze sobą łączyły. Rodziny cukrzyków mają podobne doświadczenia, podobne obawy. Mogą - i chcą - wzajemnie sobie pomagać. To wzmacnia. Dużo trudniej walczyć w pojedynkę - uważa pomysłodawca Słodkiej Polski. 

A może mecz na Stadionie Narodowym?

Turniej w Suchym Lesie z ogólnopolskiego stał się międzynarodowym. Grają w nim Niemcy, Duńczycy, Węgrzy, Anglicy, a na przyszły rok zapowiedzieli się Holendrzy i Włosi. Ale najważniejsza zasada wciąż obowiązuje: turniej jest dla każdego, a wyniki są sprawą drugorzędną. Na koniec i tak wszyscy dostają takie same medale.  

Coraz więcej krajów stawia na propagowanie sportu wśród dzieci chorych na cukrzycę. Słodka Polska ma zaproszenia na sparingi z West Hamem, Chelsea i Interem, czyli klubami, których seniorskiej drużyny grają w europejskich pucharach. W przyszłym roku dojdzie też do pierwszego międzynarodowego meczu. Polacy zagrają z Holandią na stadionie ekstraklasowego PEC Zwolle. 

- Bas van de Goor, znany siatkarz, u którego zdiagnozowano cukrzycę, rozkręcił w Holandii wielką fundację wspierającą chore dzieci. My przy nich jesteśmy jeszcze malutcy. Dostaliśmy zaproszenie i nie możemy się doczekać tego meczu.

Kibice Legii WarszawaPiłka nożna to nie jest sport dla Polaków. Mioduski też długo nie wytrzyma

- Mamy takie marzenie, by rewanż zagrać u nas na Narodowym. Dla tych dzieciaków to już byłoby absolutne spełnienie: ten stadion, hymn, kibice na trybunach, bo spodziewam się, że cukrzycowa społeczność by się zmobilizowała - snuje plany Illukowicz. - A w dalszej perspektywie możemy rozegrać cukrzycową Ligę Narodów. Jeszcze cztery lata temu to było nierealne, ale dzisiaj już jest. Mamy swoją reprezentację podobnie jak Holendrzy i Niemcy. Zaraz będą ją mieć Włosi i Węgrzy. Blisko są też Czesi, Duńczycy i Anglicy, których rozwój trochę wyhamowała pandemia. Chcemy podnieść rangę tych spotkań, by jeszcze więcej osób dowiedziało się, co robimy. Bo więcej sportu, to mniej insuliny - przypomina Illukowicz.

Więcej o: