Messi jak król, Lewandowski nie przyszedł. Niezwykłe sceny po gali Złotej Piłki

Kacper Sosnowski
Wszystko, co działo się w Paryżu wokół Lionela Messiego, wydawało się być na wyrost. Do tej tezy znakomicie pasują też wyniki plebiscytu Złotej Piłki - pisze Kacper Sosnowski, korespondent Sport.pl na gali organizowanej przez "France Football".

Kiedy relacjonujący galę Złotej Piłki reporter amerykańskiego ESPN próbował podgrzać atmosferę i krzyknął do stojących obok kibiców "Le-wan-dow-ski!", spotkał się z chóralnym odzewem "Meee-ssi, Meee-ssi!". Zresztą nazwisko Argentyńczyka kilkaset osób zgromadzonych wokół paryskiego Teatru Chatelet często skandowało spontanicznie. Również wtedy, gdy relacje w pobliżu czerwonego dywanu robili niemieccy dziennikarze, odmieniający nazwisko graczu Bayernu przez wszystkie przypadki.

"Dopieścić Messiego"

W Paryżu z magią Messiego nie wygrasz. To właśnie gracz PSG dostał największe owacje, gdy pojawił się pod teatrem. To jego najbardziej na przywitaniu "dopieścili" organizatorzy. Kolekcjonera Złotych Piłek - który jak się potem okazało zdobył już siódmą nagrodę - organizatorzy gali przywieźli na końcu, tak by maksymalnie skupić na nim uwagę. Gdy 45 minut wcześniej podjeżdżał Robert Lewandowski, a potem też Gianluigi Donnarumma, aut przy podjeździe było więcej. To Messiego przytrzymano w samochodzie, by wszyscy operatorzy kamer zajęli swe pozycje i byli gotowi, gdy ten z rodziną wysiądzie z auta. Wyglądało to mniej więcej tak, jak widać na poniższym nagraniu, choć rejestrowanie czterech minut przygotowań do otworzenia drzwi nieco skróciliśmy.

Zobacz wideo Messi hucznie witany na gali Złotej Piłki

Jeśli pod Chatelet stałby miernik decybeli, Messi w konkursie na najgłośniejsze wiwaty wygrałby w cuglach. Zapewne przed... Didierem Drogbą i prezenterką Sandy Heribert. Gospodarzy Złotej Piłki też uroczyście podwieziono pod teatr, a były reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, który z racji gry w Olympique, więcej fanów powinien mieć w Marsylii niż w Paryżu, w stolicy Francji wywołał euforię.

Procesja argentyńska

Wracając jednak do Messiego, którego Paryż ma u siebie dopiero od pół sezonu - trudno uznać, że ta miłość do Argentyńczyka spowodowana jest jego niebotycznym wkładem w grę PSG. Napastnik w Ligue 1 strzelił tylko jednego gola, trzy bramki ma na koncie w czterech meczach Ligi Mistrzów. To wszystko. Nic we Francji jeszcze nie osiągnął, przynajmniej na boisku, bo poza nim od razu wzniósł klub na jeszcze wyższy poziom marketingowy.

Doniesienia jakoby już dzień po ogłoszeniu go graczem PSG sprzedano (czy raczej - zamówiono) ponad 800 tysięcy koszulek z jego nazwiskiem, brzmiały jak abstrakcja. Ale z drugiej strony - patrząc na setki fanów stojących przez sześć godzin w zimny wieczór pod Teatrem Chatelet, by z kilkudziesięciu metrów zrobić niewyraźne zdjęcie swemu bohaterowi i krzyknąć "Messi, Messi" - można uwierzyć, że ktoś te koszulki jednak masowo kupuje. Zresztą obstawa, która towarzyszyła Messiemu na każdym kroku w Teatrze Chatellet i sposób "obchodzenia się" z Argentyńczykiem, to też w pewnym sensie jest kreowanie pozycji, futbolowego króla.

Messi wszędzie chodził w towarzystwie kilkudziesięciu osób, z których każda miała swoje funkcje. Wyglądało to komicznie, gdy wąskimi korytarzami teatru udawał się na konferencję prasową. W procesji Messiego była pani, która niosła mu Złotą Piłkę, tłumacz, asystenci, przedstawicieli organizatorów, kilka innych bardzo potrzebnych osób o rolach trudnych do ustalenia. I oczywiście wielu ochroniarzy.

Zobacz wideo

Dla porównania - Gianluigiego Donnarummę, który został wybrany najlepszym bramkarzem 2021 (zdobył Trofeum im. Lwa Jaszyna), zabrano z trwającej ceremonii na konferencję prasową w czasie, gdy na pytania dziennikarzy odpowiadała jeszcze Alexia Putellas (najlepsza piłkarka 2021 roku). Donnarumma w towarzystwie kilku osób stał zatem spokojnie przez 10 minut w holu i czekał na swą kolej. Rozmawiał, sprawdzał coś na telefonie. Być może śledził relacje z ceremonii, która właśnie go omijała. To był moment ogłaszania pierwszej trójki. 

Donnaruma w teatrze ChateletDonnaruma w teatrze Chatelet K.S

Sposób organizacji tej imprezy momentami zaskakiwał i to już właściwie od jej początku. Panowie obsługujący przyjazdy gości grali w głuchy telefon, by przekazywać sobie informacje, kto właśnie podjechał. Informacje pozyskiwali zresztą od kierowcy auta. "Mbappe? Aaa, to może damy go tu, tylko niech przez dywan przejdzie najpierw mer Paryża i niech ten samochód z tyłu za wami najpierw wycofa. Może sprawdźmy zresztą, kto w nim siedzi?" - tak zapewne wyglądały ich dialogi, których można było domyślać się, patrząc na chaotyczne działania. Sprawy z pewnością nie ułatwiał fakt, że ruchem kierowało kilka osób.

Strzelił 42 gole i został zapomniany przez świat. Strzelił 42 gole i został zapomniany przez świat. "Mecze były manipulowane"

Dziennikarze zgromadzeni w sali konferencyjnej (nie wszyscy mogli wejść na samą galę) długo dziwili się, dlaczego na telewizorach puszczany jest tylko obraz z ceremonii, a nie ma dźwięku. Organizatorom trudno było zrozumieć, że w relacjonowaniu imprezy dość istotne jest, by słyszeć, co się dzieje na scenie. Gdy sprawę poruszał kolejny z dziennikarzy, w końcu skapitulowali i włączyli audio. Na galę raczej dobrze było wziąć też swoją wodę - tej zabrakło nim poznaliśmy czołową dziesiątkę zestawienia. 

"A może za rok?"

Szkoda, że na spotkanie z przedstawicielami mediów, nawet już po rozstrzygnięciu głównego plebiscytu, nie przyszedł Robert Lewandowski. Do dziennikarzy udawał się każdy, kto tego dnia zdobył jakąś nagrodę. Byli więc i Messi, i wspomniani Donnaruma oraz Putellas, ale też Pedri cieszący się z Trofeum Kopy (nagroda dla najlepszego piłkarza do lat 21). Przypomnijmy, że Lewandowski dostał w poniedziałkowy wieczór nagrodę specjalną - dla najlepszego napastnika. O tej nagrodzie poinformowano tuż przed galą.

Ciekawe zresztą, od kiedy była planowana i z jakiego powodu ją wymyślono. Logika wskazuje na to, że organizatorom Złotej Piłki zrobiło się po prostu głupio przez odwołanie zeszłorocznego plebiscytu. Tłumaczyli się wtedy pandemią i brakiem możliwości sprawiedliwego porównania dokonań piłkarzy, bo część lig nie dokończyła sezonu. A jeśli nie zrobiło się głupio, to może mieli już dość pytań czy do tegorocznego plebiscytu zaliczają się też wyniki sprzed roku.

Sami pytaliśmy o to redaktora naczelnego "France Football" Pascala Ferre. Opowiedział, że nie, że jury zna kryteria i czas, za jaki się ocenia piłkarza. Rok temu zdecydowanym faworytem w konkursie był Lewandowski, zresztą nawet Messi przyznał, że Polakowi należała się wtedy Złota Piłka. Powiedział to podczas poniedziałkowej gali, gdy sam odbierał nagrodę. Potem jeszcze raz pochlebnie wyraził się o napastniku Bayernu, gdy doszedł na opisywaną już konferencję prasową.

- Robert to piłkarz światowej klasy, jeden z najlepszych na świecie. W dodatku ma najlepsze statystyki wśród napastników. Może uda mu się wygrać Złotą Piłkę w przyszłym roku? - zastanawiał się Messi.

Może się uda. Na razie nie tylko Paryż, ale i świat są pod wpływem magii Messiego i tego, co zrobił dla futbolu w trakcie całej swojej kariery. Widać to i w wynikach tegorocznego głosowania, i patrząc na to, co dzieje się wokół Argentyńczyka. Kibice, którzy mimo zimnego paryskiego wieczoru przez kilka godzin oblegali Teatr Chatelet, zostali też, by pożegnać Messiego już po gali, choć ten z rodziną szybko schował się w aucie. Pewnie sporo z fanów poszło też potem zrobić sobie zdjęcie na tle Pałacu Chaillot znajdującego się obok wieży Eiffla. To tam wyświetlono portret zdobywcy tegorocznej nagrody i zapewne najpopularniejszego piłkarza na świecie.

Więcej o: