Nawet Jordi Punti nie wierzy w Złotą Piłkę dla Messiego. "Stał, upadał. Najgorsza wersja"

Jakub Balcerski
- Messi na zawsze pozostanie Messim. Ale ta nagroda zwyczajnie mi do niego nie pasuje - mówi nam Jordi Punti, autor książki o Argentyńczyku, po tym, jak piłkarz zdobył siódmą Złotą Piłkę w karierze. A czy powinien? Według naszego rozmówcy miał tylko jeden poważny argument, żeby być ponad Robertem Lewandowskim.

To Lionel Messi według tygodnika "France Football" był najlepszym piłkarzem ostatnich miesięcy. Argentyńczykowi w Paryżu wręczono Złotą Piłkę - siódmą w jego karierze, rekordową. Ale choć to kolejna perła w jego koronie, to czy nie świeci najmniejszym blaskiem?

Zobacz wideo Borek: Ktoś próbuje to Lewandowskiemu wmówić. To jest absurd

Messi ze Złotą Piłką, ale czy zasłużenie? "Trudno mi uwierzyć"

- Robert Lewandowski, a także w mojej opinii N'Golo Kante w tym roku byli lepsi - twierdzi Jordi Punti, autor książki "Messi. G.O.A.T.", która w Polsce ukazała się dzięki wydawnictwu Sine Qua Non. - Stali się ważniejszymi ogniwami swoich drużyn. To oni decydowali o tym, jak ich zespoły się prezentują. Jestem fanem Messiego i z kibicowskiego punktu widzenia chciałbym, żeby miał jak najwięcej nagród. Ale nie jestem przekonany, że na tę konkretną zasłużył - mówi i od razu przypomina sobie moment, gdy był przekonany, że w 2018 roku Messi zasługiwał na Złotą Piłkę, a zgarnął ją Luka Modrić. - To była dokładnie odwrotna sytuacja. Wtedy wybrano Modricia, bo nikt nie chciał dalszej dominacji Messiego i Cristiano Ronaldo. Ale wybór Chorwata nie był odpowiedni, wciśnięto go na pierwsze miejsce na siłę - dodaje.

- Największy problem ze Złotą Piłką to rozstrzygnięcie, czy nagrodę przyznaje się za indywidualne występy piłkarza, czy jego osiągnięcia z drużyną. Jeśli tylko za to, jak grał, to według mnie Messi nawet w swoich słabszych sezonach mógłby ją zdobywać. Prezentuje tak ogromną jakość piłkarską, że niemal zawsze powinien być w czołowej trójce. Ale czy ostatnio Messi faktycznie był najlepszy? Trudno mi uwierzyć, że najważniejsze trofeum, po które może sięgnąć sam piłkarz, trafia do zawodnika, który jeszcze niedawno przegrał z Bayernem Lewandowskiego 2:8 - tłumaczy Punti. 

 

Jedyny argument, w którym Messi ma przewagę nad Lewandowskim. "Ale chwilami to była jego najgorsza wersja"

W tym sezonie Messi zdobył jednak kluczowe trofeum w karierze. Sięgnął po Copa America, które dla niego jest pierwszym tak ważnym turniejem wygranym z Argentyną od igrzysk olimpijskich w Pekinie sprzed 13 lat. Jego zdobycie stało się jednym z głównych argumentów tych, którzy twierdzą, że to Messiemu bardziej należało się zwycięstwo. Bo gdy Argentyńczyk zdobywał Złotą Piłkę, ale pozostawał bez wielkiego turnieju wygranego z kadrą, dawał krytykom możliwość wskazania brakującego elementu wśród jego corocznych sukcesów.

- To trofeum zdobyte z reprezentacją bardzo wzmocniło pozycję Messiego. Ale on wygrał Copa America, gdy stał, upadał i chodził po boisku. Momentami to była jego najgorsza wersja, jaką znamy. Nie był tym, który decydował co mecz o tym, że to jego zespół wygrywa - opisuje Jordi Punti.

Messi dostał nagrodę najlepszego zawodnika turnieju po tym, jak strzelił w nim cztery gole - najwięcej w turnieju obok Kolumbijczyka Luisa Diaza. Bramek po ćwierćfinale już jednak nie było - strzelali je Lautaro Martinez i Angel Di Maria. - Nie wiem, czy to dobrze, że wszyscy zwracają uwagę na to, że teraz Złota Piłka mu się "należy", bo wreszcie wygrał z Argentyną. Na nikogo innego tak nikt nie spojrzy, a plebiscyt chyba nie miał tworzyć odrębnych kategorii dla jednego zawodnika. Oczywiście, Kante, a w szczególności Lewandowski, ze swoimi drużynami na mistrzostwach Europy wypadli słabo, wręcz poniżej oczekiwań. I to chyba jedyny element, w którym Messi ma nad nimi przewagę. Poza tą kwestią to Polak był niesamowity. Po takim sezonie i braku nagrody za poprzedni rok byłby doskonałym wyborem - twierdzi pisarz. 

"To wygląda jakby jego klubem była Argentyna, a nie PSG"

Puntiego nie przekonuje też gra Messiego po transferze do Paris Saint-Germain. - Messi wygrywa popularnością. Lewandowski nie opuścił Barcelony, nie płakał na konferencji prasowej, wyjeżdżając z miejsca, w którym spędził pół swojego życia i nie trafił potem do wielkiego klubu. Ale wcale nie wydaje się być szczęśliwy w Paryżu.

- To wygląda, jakby jego klubem była Argentyna, a nie PSG. Wszędzie podkreśla, jak bardzo przygotowuje się do mundialu w Katarze, niewiele mówi za to o celach we Francji. Ma tu też mało typowej dla niego charyzmy. Mecz z Manchesterem City wyglądał jak jakiś żart. Messi, Neymar i Mbappe w ataku i to nie działa, bo drużyna gra aż zbyt defensywnie. Pamiętam też jeden z pierwszych meczów, gdy robił za "krokodyla", kładąc się za murem przy rzucie wolnym. Myślę sobie: "No nie, to nie może być Messi". I to dzięki takiej postawie zdobył tę historyczną siódmą Złotą Piłkę? - pyta ironicznie. 

- Oglądam go całe życie. Często wiem, co po kolei zrobi na boisku, umiem to przewidzieć. Widziałem wszystkie jego mecze więcej niż raz, czasem kilkunastokrotnie. W Paryżu Messi wydaje mi się zagubiony. Gdy inny piłkarz przychodził do Barcelony, pierwszym krokiem było spojrzenie w stylu: gdzie jest Messi? Tak robił chociażby tak chwalony dzisiaj Pedri. Dostosowywał się do niego i dzięki temu drużyna mogła wykorzystać Messiego najlepiej, jak się dało. W PSG wygląda to, jakby nikt na niego nie patrzył - ocenia Punti.

"Ze Złotej Piłki mogła się zrobić francuska fiesta. Messi stał się ich oknem na futbol"

Zauważa jednak inną ważną kwestię: wizerunkową. - Dla Paryża i "France Football" zwycięstwo Messiego mogło być kluczowe. Piłkarze ich kadry nie osiągnęli aż tyle, żeby się o nią bić. Najbliżej był N'Golo Kante, ale już nawet Kylian Mbappe byłby kontrowersyjnym wyborem. Karima Benzemę jednak trochę przeceniają. A Messi stał się trochę takim francuskim oknem na futbol i być może dlatego wygrał.

- Nie mogę pozbyć się wrażenia, że to ma spory wpływ na otoczkę wydarzenia, być może także wyniki. Przecież gra we Francji, przeszedł do tego kraju, wykonując największy ruch swojej kariery. Ale do tej pory tak naprawdę nic spektakularnego przez to się nie wydarzyło. PSG ma z tego większy zysk marketingowy, niż sportowy. Ze Złotej Piłki przez to mogła się zrobić taka francuska fiesta - podkreśla Punti.

A skoro piłkarska fiesta, to wciąż z Messim. Tylko jego nazwisko ma taką siłę przebicia. - Messi na zawsze pozostanie Messim. Mieszkam w Barcelonie i nawet teraz, gdy nie ma tu zbyt wielu turystów przez pandemię, najczęściej widzianą przez mnie koszulką FC Barcelony jest ta Messiego. Wydaje mi się, że w klubowym sklepie nadal najlepiej sprzedają się nadruki z jego nazwiskiem. Jego popularność jest niepodważalna.

- Kiedyś pojechałem do Nowego Jorku i wszedłem coś zjeść do jednego z fast foodów. Zobaczyłem reklamę, która dotyczyła równości i jednoczenia ludzi na świecie. Jedna z osób miała na sobie koszulkę Messiego. Była pretekstem do zjednoczenia osób o odmiennym kolorze skóry, czy innej religii i poglądach. W tym wciąż jest gigantem, to dlatego wyróżnia go też wiele jurorów z krajów, gdzie nie śledzi się piłki nożnej non stop i powstają dziwne rankingi najlepszych zawodników. Ta nagroda zwyczajnie mi do Messiego w tym roku nie pasuje - podsumowuje Jordi Punti.

Więcej o: