"Oszukany". Polski klub jest na skraju upadku, a do akcji wkracza Artur Boruc

800 tys. zł. Tyle brakuje w budżecie drugoligowej Pogoni Siedlce, która po wycofaniu się inwestora znalazła się na skraju upadku. Ratować klub próbują teraz kibice - w tym także ci znani, jak choćby Artur Boruc, który karierę zaczynał właśnie w Pogoni Siedlce.

Problemy Pogoni Siedlce zaczęły się w sierpniu 2020 roku. Do klubu przyszedł wtedy Sławomir Kiełbus - przedsiębiorca, który na co dzień mieszka w Stanach Zjednoczonych. To on postanowił zainwestować swoje pieniądze, co trwało przez siedem miesięcy, bo biznesmen w lutym tego roku poinformował o wstrzymaniu finansowania.

Zobacz wideo Ojrzyński: Widać, że niektórzy piłkarze nie dorośli do tej sytuacji

Projekt stadionu piłkarskiego, który w swoich zasobach przechowuje MOSiR Zielona GóraKolejne polskie miasto chce mieć stadion piłkarski. "Jesteśmy białą plamą"

Inwestor Pogoni Siedlce mówi, że został oszukany

Kiełbus, jak przypomina teraz TVP Sport, przestał dogadywać się z przedstawicielami Agencji Rozwoju Miasta Siedlce zarządzającej obiektami, z których korzysta klub.

- Ze strony Agencji mieliśmy po prostu działania na szkodę klubu, a nie współpracę. Z perspektywy czasu myślę, że prezes Paweł Truszkowski wziął nas za konkurencję i chciał nas zniszczyć. Nie mógł dopuścić, by przyszedł ktoś kreatywny i zrobił coś na obiektach oraz pokazał, ile pieniędzy można zaoszczędzić dla miasta poprzez odpowiednie organizowanie imprez. Wspominałem nieraz, że nie chcę zarobić złotówki na klubie. Wszystko miało iść na Pogoń. Od samego początku to mówię i jeśli ktoś śledzi moje wypowiedzi, to zdaje sobie z tego sprawę. Wyszliśmy z układem, żeby 70 proc. zysków z imprez szło na Agencję - wyjaśniał biznsesmen we wrześniowym wywiadzie dla SportSiedlce.pl.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl" - gdzie "Gazeta.pl"

TVP Sport informuje, że Kiełbus podpisał z klubem dokument, w którym zadeklarował wsparcie kwotą 1,1 mln zł. I tyle wpłacił, ale w tym roku miał dołożyć kolejny milion. - Zostałem oszukany przez prezydenta Andrzeja Sitnika, który powiedział, że klub jest czysty, że nie ma zadłużenia. Okazało się, że klub miał około milion złotych zadłużenia. ZUS, nieopłacone kontrakty trenera i jednego z piłkarzy - powiedział Kiełbus we wspomnianym wywiadzie dla SportSiedlce.pl.

"Mam powiedzieć, że nie wybuduję chodnika lub nie dofinansuję żłobka?"

Prezydent Siedlec jednak się broni. Miesiąc temu w rozmowie z Polskim Radiem RDC przypomniał, że rok w rok na konto Pogoni z magistratu wpływa dwa miliony złotych w dotacjach i ponad milion w formie wynajmu obiektów. - Na więcej nas nie stać - mówił Sitnik.

- Co ja mam teraz powiedzieć? Że nie wybuduję chodnika lub nie dofinansuję żłobka? Mamy zbilansowany budżet, aby komuś dać, trzeba komuś zabrać - dodawał prezydent i podkreślał, że Pogoń to samodzielna jednostka. - Miejski klub piłkarski to jest stowarzyszenie, które ma swój zarząd i statut. Prezydent miasta nie może ingerować w funkcjonowanie tego stowarzyszenia.

Jacek Zieliński o zatrudnieniu w Cracovii: Chcemy grać efektywnieJacek Zieliński wrócił do ekstraklasy i tłumaczy swój pomysł. Tyle mogę powiedzieć"

Pogoń po zawieszeniu finansowania przez Kiełbusa wpadła jednak w poważne kłopoty finansowe, bo jej budżet na 2021 rok zakładał, że inwestor regularnie będzie wspierał klub. W tej chwili brakująca kwota to około 800 tys. złotych. Przypomina o niej teraz TVP Sport, ale także kibice, którzy na portalu zrzutka.pl zorganizowali zbiórkę, by ratować klub. Zaangażowali się w nią m.in. Arkadiusz Malarz czy Artur Boruc, obecnie bramkarz Legii, który swoją karierę zaczynał właśnie w Pogoni Siedlce i który teraz jako jeden z pierwszych wsparł akcję.

Pogoń po 16 kolejkach zajmuje 13. miejsce w drugiej lidze, ma pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Jeśli nie uda jej się zebrać wspominanych pieniędzy, celem na zimę - jak informuje TVP Sport.pl - będzie próba rozwiązania kontraktów z zawodnikami, którzy zarabiają najwięcej i dogranie sezonu juniorami.

Więcej o: