Szokujące doniesienia ws. podsłuchu w PZPN! Związek otrzymał raport

PZPN otrzymał raport firmy specjalistycznej, która odkryła w sobotę podsłuch w gabinecie prezesa Cezarego Kuleszy. Stwierdza on, że urządzenie pozwalało na podsłuch z odległości nawet dwóch kilometrów. Co więcej, okazuje się, że zostało ono zamontowane w okolicach wyborów nowego prezesa związku!

Przed tygodniem w mediach gruchnęła wieść o znalezieniu aktywnego i działającego urządzenia do podsłuchu w gabinecie prezesa PZPN Cezarego Kuleszy. Jako pierwszy napisał o tym dziennikarz śledczy Piotr Nisztor.

Zobacz wideo Jednoznaczna opinia eksperta. Polska okradziona i to nie raz

Urządzenie zostało znalezione przez specjalistyczną firmę podczas rutynowej kontroli w siedzibie związku. W związku z tym w sobotę w budynku pojawiła się jednostka dochodzeniowo-śledcza policji, która przesłuchała pierwszych świadków, a także zdjęła z urządzenia oraz miejsca, w którym zostało zamontowane (obudowa grzejnika) odciski palców, co może okazać się kluczowe w kontekście znalezienia osoby odpowiedzialnej za podsłuch. 

Ze względu na to, że urządzenie jest radiowe, prawdopodobnie nie będzie można dojść, kto podsłuchiwał prezesa PZPN, ale niewykluczone, że uda się wykryć osobę odpowiedzialną za podłożenie podsłuchu - na podstawie odcisków palców lub analizy zapisu monitoringu. 

Mimo że zarówno prezes Cezary Kulesza i jego współpracownicy do całej sprawy podchodzą bardzo spokojnie, podkreślając, że nie mają nic do ukrycia, jak udało się dowiedzieć Sport.pl, Polski Związek Piłki Nożnej w sobotę złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. To oznacza, że śledztwo w kwestii podsłuchów w PZPN dopiero się rozpoczyna.

Euforia Cezarego Kuleszy po zwycięstwie nad Albanią. 'Mamy to, *****!'Kulesza wparował do szatni Polaków i przekazał cztery słowa. "Przepraszam"

Podsłuch zamontowano w okolicach wyborów!

Według informacji portalu WP SportoweFakty, na podstawie analizy poboru energii oraz poziomu zużycia baterii udało się ustalić, że urządzenie zamontowano w okolicach wyborów na prezesa PZPN, które odbyły się 18 sierpnia! Dokładniej moment podłożenia podsłuchu szacuje się na dni 9-22 sierpnia, niemniej jednak taki przedział czasowy, zawierający moment zmiany warty w polskiej piłce, gdy na stanowisku prezesa Cezary Kulesza zastąpił Zbigniewa Bońka, z pewnością tylko spotęguje lawinę spekulacji na ten temat.

Portalowi Sport.pl udało się dotrzeć do raportu firmy specjalizującej się w kontrolach antypodsłuchowych budynków oraz pojazdów, która przeprowadziła również tę w siedzibie PZPN. Raport potwierdził, że znalezione urządzenie jest radiowe, było włączone i zostało zamontowane w obudowie grzejnika, choć nie było widoczne gołym okiem. 

Zasięg urządzenia to około 1-2 kilometrów, zależnie od stanu baterii oraz warunków pogodowych, a umieszczenie go na granicy dwóch pomieszczeń, pod oknem miało sprawić, aby ów zasięg był jak największy. Bardziej interesująca jest jednak jego bardzo duża czułość - pozwalała ona nie tylko na podsłuchiwanie nawet cichych szeptów z gabinetu prezesa PZPN, ale też rozmów z dwóch innych pomieszczeń, w tym sekretariatu. 

Oto fragment raportu:

Fragment raportu firmy specjalizującej się w kontrolach antypodsłuchowychFragment raportu firmy specjalizującej się w kontrolach antypodsłuchowych własne

Albania - Polska. Karol Świderski (z lewej) i Tymoteusz Puchacz chronią głowy, albańscy kibice rzucają w nich m.in. plastikowymi butelkami.Tak wyglądała reakcja prezydenta Albanii na skandaliczne sceny. Prezes PZPN wszystko widział

Kulesza zlecił audyt

Po znalezieniu podsłuchu, w siedzibie PZPN wykonano większą kontrolę, która ujawniła szereg nieprawidłowości i dziur w systemie bezpieczeństwa. Jak podał portal WP SportoweFakty, chodzi na przykład o to, że dostęp do siedziby związku nadal miały osoby, które już w nim nie pracowały, ale nadal miały aktywne identyfikatory, dzięki czemu mogły dostać się do środka. Podobnie sprawa miała się z adresami mailowymi. Dosyć dużym zaniedbaniem było też to, że dyski, które mogły być odkupione przez ludzi odchodzących ze związku, nie były formatowane. To oznacza, że dane PZPN-u mogły z łatwością trafić w niepowołane ręce.

Najciekawszą kwestią jest jednak to, kto miał dostęp do biura Cezarego Kuleszy. Okazuje się, że grono takich osób może być dosyć spore. Bo okazało się, że nie wiadomo, kto miał dostęp do kluczy zapasowych (z pierwszego zestawu kluczy skorzystać mogło tylko kilka osób).

W związku z tym Cezary Kulesza zlecił audyt, który ma wykazać wszystkie nieprawidłowości i kto jest za nie odpowiedzialny. PZPN ma również otrzymać rekomendacje, co należy poprawić w zakresie bezpieczeństwa.



Więcej o: