Francuzi wygwizdani w Paryżu, meczu nigdy nie dokończono. "Absolutny bałagan, wstyd"

Paweł Matys
- To był absolutny bałagan, wstyd dla naszego kraju - mówił Frank Leboeuf o meczu Francji z Algierią z 6 października 2001 roku. To miał być symbol pojednania pomiędzy oboma krajami. Zamiast tego meczu nigdy nie dokończono.

Początek konfliktu Francji z Algierią można upatrywać w historii kolonialnej Francuzów. Algieria była bowiem jedną z najważniejszych francuskich kolonii. Oficjalne uznanie niepodległości Algierii nastąpiło w kwietniu 1962 roku. W dalszym ciągu między Francją, a Algierią były nieporozumienia. Oba kraje cały czas patrzyły na siebie z niechęcią.

Zobacz wideo "Wokół kadry Sousy zrobiło się spokojniej. Te mecze trzeba wygrać"

Gianluigi Donnarumma wygwizdany przez kibicówWłosi wygwizdali swojego bohatera Euro 2020. "Nie jesteś tu mile widziany"

Pamiętny mecz miał być symbolem pojednania

W 1998 roku Francuzi zdobyli mistrzostwo świata, w finale wygrywając z Brazylią 3:0. Kibice kochali swoją drużynę, w której wielu zawodników pochodziło z różnych stron świata. Liderem Francuzów był fenomenalny Zinedine Zidane, który ma algierskie korzenie. Wtedy wydawało się, że wreszcie między krajami dojdzie do pokoju. Na Polach Elizejskich, obok flagi Francji, wywieszono nawet flagę Algierii. Co ciekawe, algierską flagę państwową zaprojektowała i uszyła Francuzka Emilie Busquant, partnerka życiowa ojca algierskiego nacjonalizmu Messali Hadja, z którym nigdy nie wzięła ślubu, bo oboje byli przeciwni mieszczańskim przesądom. Mówiło się nawet, że kolory francuskie nie są: czerwono, białe, niebieskie, ale już czarne, białe i "arabskie".

Idylla potrwała jednak krótko. W 2000 roku Jacques Chirac, prezydent Francji po spotkaniu z rządzącym w Algierii - Abdelazizem Boutefliką zgodził się na rozegranie meczu towarzyskiego Francja - Algieria. Odbył się on 6 października 2001 roku na Stade de France. Był to pierwszy od czterdziestu lat mecz między tymi drużynami! Spotkanie miało być symbolem pojednania między tymi narodami. Duża liczba zawodników z imigranckich środowisk w drużynie Francji (np. filar obrony Marcel Desailly urodził się w Ghanie, a Christian Karembeu pochodzi z Nowej Kaledonii) dała optymistom nadzieję, że piłka nożna może zostać wykorzystana do uzdrowienia gorzko podzielonego społeczeństwa.

Zidane w koszulce Algierii

Były nawet oczekiwania, że Zidane drugą połowę w akcie solidarności zagra w koszulce reprezentacji Algierii i że dojdzie do symbolicznego pojednania narodów splecionych kolonialnym węzłem. Media francuskie również pisały wiele artykułów na temat tego pojedynku, podkreślały, że jest on bardzo ważny. Choć były też głosy, że mecz nie powinien się odbyć, bo niespełna miesiąc wcześniej, 11 września był atak na World Trade Center w Nowym Jorku.

- Spotkanie to nie było zorganizowane dla prostej „miłości do sportu". Algieria wychodziła z niezwykle trudnego okresu, gdy Francja weszła w nowy cykl polityczny - mówił Mehdi Meniri, algierski obrońca.

Było wiadomo, że mecz jest postrzegany jako spektakl polityczny i nie za bardzo myślano o bezpieczeństwie widzów czy samych zawodników.

- Organizatorzy nie zrozumieli, że mecz będzie rozgrywany na niezwykle niestabilnym politycznie tle. 6 października to data o dużym znaczeniu historycznym. Tego dnia 1961 roku Maurice Papon, francuski szef policji ustanowił bardzo restrykcyjną godzinę policyjną dla każdego pochodzenia algierskiego mieszkającego na przedmieściach Paryża. Tak więc zorganizowanie meczu w dniu, który reprezentuje długą historię dyskryminacji tak wielu kibiców Algierii, było nie tylko nieczułe, ale także wiązało się z ryzykiem wywołania niepokojów społecznych - czytamy na stronie varsity.co.uk, niezależnej gazecie Uniwersytetu Cambridge.

Obecny stadion Polonii powstał w 1928 roku300 mln złotych! Fortuna dla Polonii Warszawa. Ale jest warunek

W dni spotkania pojawiły się informacje, że może dojść do ewentualnych ekscesów. Przed meczem nic nie zapowiadało jednak katastrofy. Raz, dwa, trzy! Viva Algieria - słychać było na francuskich ulicach. Panowała rodzinna atmosfera. Widać było np. wielu ojców w koszulkach Algierii i ich synów w koszulkach Francji.

"Marsylianka" wygwizdana, Zidane dostał groźby

Od początku spotkania wiadomo było jednak, że nie wszystko idzie zgodnie z planem organizatorów. Tłum widzów (na stadionie było ponad 78 tysięcy kibiców) buczał, jak grano "Marsyliankę".

- Kiedy usłyszeliśmy, że Stade de France wygwizduje Marsyliankę, nie mogliśmy uwierzyć własnym uszom. Wszyscy spojrzeliśmy na siebie i zastanawialiśmy się: „Co się dzieje? Co oni robią?" Algierski hymn nie był wygwizdany i był szacunek dla tego kraju. Mogło to sprawić, że byliśmy na boisko nieco bardziej agresywni, ale z drugiej strony algierscy piłkarze byli naprawdę smutni i przygnębieni pod koniec gry, naprawdę byli świadomi znaczenia tych wydarzeń - mówił potem znakomity francuski obrońca Lilian Thuram.

Zidane podczas spotkania był wygwizdywany, a potem przyznał, że przed meczem otrzymał groźby, że nie może zagrać w tym spotkaniu. Na stadionie były też obraźliwe transparenty na temat jego rodziny. Zresztą buczenie było również niemal za każdym razem, jak Francuzi byli przy piłce.

Thuram: Kibice wszystko zepsuli

W 76. minucie spotkania, w momencie jak Francuzi prowadzili 4:1 (gole zdobyli Vincent Candela, Emmanuel Petit, Thierry Henry, Robert Pires - Djamel Belmadi) mnóstwo kibicówwbiegło na murawę. Sędzia postanowił przerwać mecz i już go nie wznowiono ze względów bezpieczeństwa.

- Mecz ten był dla mnie bardzo ważny po tym, co się ostatnio działo między Francją, a Algierią. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się do siebie zbliżyć. Jednak kibice wszystko zepsuli. Kiedy zobaczyłem ich skaczących, łapanych przez ochroniarzy, byłem wściekły. Złapałem fana za ramię i zapytałem, czy ma pojęcie, co wyprawia. Spojrzał tylko wielkimi oczami i przeprosił. Oni nic nie rozumieją. Ludzie będą musieli znowu walczyć, żeby wyjaśnić, że nie każdy młody czarnoskóry czy Algierczyk jest jak ci, którzy zrobili ten bałagan - powiedział wściekły Lilian Thuram, który do szatni był odprowadzany przez swoich kolegów.

Dane grozy wypłynęły z FC Barcelony. Katastrofa. Nikt nic nie wiedziałDane grozy wypłynęły z FC Barcelony. Katastrofa. Nikt nic nie wiedział

- To był absolutny bałagan, wstyd dla naszego kraju. Nie graliśmy meczu piłki nożnej, ale w grę polityczną dla ludzi, którzy chcieli opowiedzieć historię - dodał francuski środkowy obrońca Frank Leboeuf.

Więcej o: