Pierwszy taki mecz piłkarski na świecie. Wytoczono wojnę "cichemu zabójcy"

Jakub Seweryn
- Życzeniem Billa jest to, żeby żaden zawodnik i żadna inna rodzina w przyszłości nie musiała się zmagać z tym, z czym on musi codziennie przeżywać - mówiła Judith Gates, żona byłego piłkarza Middlesbrough Billa Gatesa i współorganizatorka wyjątkowego meczu charytatywnego. Na stadionie Brewery Field należącym do klubu Spennymoor Town odbyło się pierwsze spotkanie piłkarskie, w którym niedozwolona była gra głową.

Spotkanie zostało zorganizowane przez organizacje Head for Change i Team Solan. Byli zawodnicy pochodzący z północno-wschodniej części Anglii zagrali na cześć jednego ze swoich poprzedników – byłego obrońcy Middlesbrough Billa Gatesa. W meczu rozgrywanym na Brewery Field główkowanie było w pierwszej połowie dozwolone jedynie w polu karnym, a po przerwie już całkowicie zabronione. Wszystko dlatego, że jak wskazują badania, gra głową jest jedną z przyczyn poważnych chorób neurologicznych. 

Zobacz wideo "Wokół kadry Sousy zrobiło się spokojniej. Te mecze trzeba wygrać"

Wspomniany Gates jest jednym z byłych piłkarzy, u których na stare lata została zdiagnozowana demencja lub choroba Alzheimera czy nawet rzadkie choroby neuronu ruchowego, jak stwardnienie zanikowe boczne. W ostatnich latach swojego życia na te schorzenia cierpieli m.in. Jack Charlton, Willie Maddren, Nobby Styles czy też legendarny Niemiec Gerd Mueller. Aktualnie z demencją lub chorobą Alzheimera zmagają się także m.in. legendy Manchesteru United Bobby Charlton i Denis Law czy też były reprezentant Polski Jan Furtok.

Mecz w Mołdawii"Nasz futbol przestanie istnieć". Takie rzeczy dzieją się w Europie. To koszmar

"Cichy zabójca"

Żona Gatesa, Judith, przewodniczy organizacji Head for Change, która skupia się na uświadamianiu społeczeństwa, jak bardzo szkodliwa może być gra głową dla zdrowia zawodnika. W wielu przypadkach działa jak "cichy zabójca". Efektów nie widać od razu, uszkodzenie mózgu następuje powoli - po kilku, kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu latach i może się objawiać albo demencją lub chorobą Alzheimera, która pozwala dożyć do sędziwego wieku, albo nawet stwardnieniem zanikowym bocznym (ALS) - niezwykle agresywnym zanikiem mięśni, który powoduje śmierć w zaledwie kilka lat. 

- Bill grał dla Middlesbrough przez 13 lat w latach 60. i 70. Był środkowym pomocnikiem, znanym z bardzo dobrej gry w powietrzu i niestety dzisiaj za tę reputację płaci. To, co wygląda na coś absolutnie niewinnego w danym momencie, prowadzi później do tego, że człowiek „zanika" z dnia na dzień – opowiadała dr Judith Gates w rozmowie z „The Athletic". - Bill zaczął mieć problemy z pamięcią około 10 lat temu. W 2014 roku zdiagnozowano u niego łagodne upośledzenie funkcji poznawczych, a trzy lata później, po szczegółowych badaniach w Ameryce Północnej, powiedziano nam, że cierpi na przewlekłą encefalopatię urazową (CTE).

Zdaniem żony byłego piłkarza Middlesbrough, na stan zdrowia jego męża bardzo duży negatywny wpływ miała gra głową na treningach i w meczach piłki nożnej.

- Bill często opowiadał mi o treningach w Middlesbrough. Jednym z kluczowych czynników jest to, że główkował piłkę setki razy dziennie, a po powrocie z domu często miewał bóle głowy, migreny czy problemy z komunikowaniem się z otoczeniem. To był spory problem. Nie zlekceważył go i zaczął rozważać zakończenie kariery. Zrobił to już w wieku 30 lat, a to dlatego, że te bóle głowy i migreny stawały się coraz gorsze. To była dla niego bardzo trudna decyzja, gdyż Middlesbrough miało awansować do najwyższej ligi i on chciał niezwykle być dalej związany z tym klubem. Bóle głowy były jednak nie do zniesienia – mówiła Gates.

Willie Maddren, który był kolegą klubowym Gatesa, zmarł 20 lat temu w wieku 49 lat na chorobę neuronu ruchowego (MND). Dla Middlesbrough rozegrał 293 mecze, a później w latach 80. był także trenerem tej drużyny. Jego żona Hilary również nie ma wątpliwości, że jedną z przyczyn ciężkiej choroby męża była gra w piłkę nożną.

- Niejednokrotnie miewał migreny jako rezultat główkowania piłki lub zderzenia głowami. Moim zdaniem to nawet nie jest problem uderzania piłki, ale częstych zderzeń głowami w trakcie pojedynków główkowych. Willie często kontynuował grę, pomimo migreny, mimo że często nie wiedział, gdzie jest piłka czy niektórzy zawodnicy. Ale nie dałby się zdjąć z boiska, to było dla niego oczywiste – mówiła Maddren w rozmowie ze „Sky Sports".

Paulo Sousa i Jan TomaszewskiJan Tomaszewski żąda natychmiastowego zwolnienia Paulo Sousy. "Zrozum pan"

Czas powiedzieć: „Stop!"

Middlesbrough to tylko jeden przykład klubu, którego byli piłkarze po zakończeniu kariery zmagali się z chorobami neurologicznymi. W całym kraju sytuacja wygląda jednak podobnie. Najnowsze badania wykazały, że byli piłkarze od 3 do 5 razy częściej umierają z powodu takich schorzeń niż przeciętni ludzie.

David Mills, który grał razem z Gatesem i Maddrenem, przypomina, że w latach 60. i 70. w angielskiej piłce poświęcało się niezwykle dużo uwagi grze głową, zarówno w trakcie treningów, jak i meczów.

- Jako młodzi ludzie nie myśleliśmy o naszym zdrowiu. Główkowanie było po prostu częścią gry, całkiem ważną w tamtych czasach. Każda drużyna starała się posiadać silnych fizycznie środkowych napastników i pomocników. Piłka bardzo często latała w powietrzu, nad naszymi głowami. Było wiele dośrodkowań, wiele zagrań głową, ale to było dla nas normalne. Nikt wówczas nie miał wiedzy, jaką posiadamy obecnie, jakie mogą być tego konsekwencje – tłumaczył Mills.

Jak informuje "Sky Sports", FA postanowiło rozpocząć rozszerzone badania na ten temat, z kolei angielski związek piłkarzy nawołuje do nałożenia ograniczeń gry głową w trakcie treningów.

- Życzeniem Billa jest to, żeby żaden zawodnik i żadna inna rodzina w przyszłości nie musiała się zmagać z tym, z czym on musi codziennie przeżywać. Naszą motywacją jest to, że chcemy być częścią skutecznego rozwiązania. Chcemy ochronić zawodników i ochronić grę. Mamy obowiązek chronienia obecnych i przyszłych piłkarzy. Musimy pewne rzeczy zatrzymać. Czas powiedzieć „Stop!" - zapowiadała Judith Gates.

- Piłkarze są pięciokrotnie bardziej narażeni na demencję, podczas gdy obrońcy są pięciokrotnie bardziej narażeni na jakąkolwiek chorobę neurodegeneracyjną. Mamy na to dowody. Jeśli trener klubowy decyduje się to lekceważyć, powinien brać odpowiedzialność za narażenie swoich piłkarzy na niebezpieczeństwo. Mąż mówi mi teraz, że gdyby w czasach swojej gry o tym wiedział, w mgnieniu oka przestałby grać w piłkę – wyjaśniała założycielka organizacji Head for Change.

Obecny stadion Polonii powstał w 1928 roku300 mln złotych! Fortuna dla Polonii Warszawa. Ale jest warunek

Przewinienie po 20 sekundach. "Trudno było się przestawić"

Oprócz Head for Change, drugim organizatorem meczu w Spennymoor był Mark Solan - założyciel fundacji Solan Connor Fawcett Cancer. Charytatywne mecze piłkarskie na Brewery Field Solan organizuje co roku, tym razem miało to miejsce już po raz piąty.

- Straciłem swoją babcię z powodu demencji i gdy usłyszałem, że Judith chce zorganizować taki mecz, skontaktowaliśmy się, porozmawialiśmy i udało się – opowiadał Solan w rozmowie z „The Athletic". - Około dwóch tygodni przed meczem zadaliśmy sobie pytanie, jak możemy uczcić Billa. Wtedy wyszła inicjatywa „niegłówkowania". To nie był kompletny zakaz, gdyż nie możemy oczekiwać, że Premier League nagle stwierdzi wszystkim: „Okej, główkowanie jest od teraz zakazane". Ale oni są w stanie nałożyć pewne ograniczenia, czy to w trakcie treningu, czy w trakcie meczów. Chcemy wprowadzać to stopniowo.

W spotkaniu wzięli udział m.in. byli piłkarze Middlesbrough Danny Graham, Andrew Taylor, Stuart Parnaby, Tony McMahon, Craig Hignett, a także inni byli zawodnicy z tego regionu, jak Steve Howey, Gavin McCann i Tommy Miller.

- Bill rozpoczął ten mecz i otrzymał duży aplauz. To było miłe dla niego, że został doceniony jako osoba ze Spennymoor i Middlesbrough. Został przyjęty fantastycznie – opowiadał Mark Tinkler, były piłkarz Leeds i Hartlepool. - A później się rozpoczęło... Pierwsze 20 sekund, piłka leci do mnie górą i oczywiście strąciłem ją głową do kolegi. Sędzia wówczas sędzia odgwizdał rzut wolny! Trudno się do tego przyzwyczaić, to działa instynktownie.

- W takiej grze, gdy nie możesz główkować, trzeba było się przestawić. Trzeba było bardziej zaufać własnym stopom, głosowi, ustawieniu i przeglądem sytuacji. Grając do bramkarza, trzeba było mieć inną opcję niż jego daleki wykop z pola karnego. Atakowanie bocznymi rejonami boiska może zwalniać grę, ponieważ trudniej jest wówczas dotrzeć w pole karne, pozwala obrońcom na głębsze wycofanie się. To im raczej pomaga – relacjonował Tinkler.

Innym uczestnikiem meczu na Brewery Field był Gavin McCann, który w przeszłości reprezentował barwy Evertonu, Sunderlandu, Aston Villi, Boltonu, a nawet reprezentacji Anglii. - Trudno było się do tego dostosować, główkowaliśmy przecież od zawsze. Od pojedynków powietrzych miałem złamany nos, rozciętą głowę, zderzałem się też z bramkarzami – nie ukrywał McCann.

- Ironią losu było to, że pierwszy gol w tym meczu padł po przepięknej główce. To przypominało bardziej grę w pięcioosobowych składach. Gra jest szybsza, musisz mądrzej się ustawiać, przejmować piłkę, a zamiast główkować to przyjmować na klatkę piersiową. Gdy jednak obrońcy się cofną, będzie bardzo dużo miejsca na rozgrywanie piłki. Sam jestem ciekaw, jak obecni profesjonalni piłkarze by sobie poradzili w takich warunkach – zastanawiał się jednokrotny reprezentant Anglii.

Strzelecka niemoc Lewandowskiego. Pierwsza taka sytuacja od prawie dwóch latHiszpanie o Robercie Lewandowskim: Niemoc i "negatywny" rekord

Cel: uświadamianie i obalanie mitów

Po zakończeniu tego nietypowego meczu przyszedł czas na wyciągnięcie odpowiednich wniosków. Gavin McCann zwrócił uwagę na brak świadomości czyhającego, niewidocznego zagrożenia dla piłkarzy. - Martwi to, że nie wiemy, co będzie z naszą generacją piłkarzy. Mam nadzieję, że obecnie zawodnicy będą zwracać na to większą uwagę, np. na główkowanie w trakcie treningu. To niezbędne – nie ukrywał.

- Trenowałem latami w Boltonie i mam wrażenie, że młodzi piłkarze nie są świadomi tego zagrożenia. To uświadamianie powinno być zadaniem trenerów. W wieku, w którym kończysz szkołę, chcesz zaimponować. Wydaje ci się, że jesteś niezwyciężony. A po latach widzisz tego skutki – dodał McCann.

Jako że relację z meczu zamieściły największe brytyjskie media, Judith Gates ma nadzieję na pobudzenie dyskusji dotyczącej szkodliwości gry głową.

- Zobaczyliśmy, jak wygląda mecz na takich zasadach. Mam nadzieję, że te informacje nieco ożywią naszą dyskusję, nie tylko w gabinetach, ale też w klubach, pubach, szatniach i na boiskach na całym świecie. Jest kilka mitów, które musimy pokonać – zaznaczyła żona Billa Gatesa.

- Po pierwsze, takie powtarzające się uderzenia, nawracające kontuzje głowy mogą być równie, a nawet bardziej niebezpieczne od jednorazowego wstrząśnienia mózgu, po którym ludzie tracą przyjemność. Wszystko przez to, że dzieje się to regularnie przez długi czas. Bill wykonywał ponad sto główek dziennie na treningach, co kumulowało uszkodzenia. Druga rzecz to piłki. Mówiło się, że stare skórzane piłki z lat 70. były problemem, ale obecne piłki są takiej samej wagi, bo takie są przepisy FIFA. Pojawiał się argument, że stara piłka chłonęła wodę i stawała się cięższa, ale z drugiej strony przez to, że nowe piłki są przed tym chronione, uderzają w głowę z większą prędkością. Ten problem więc pozostaje – tłumaczyła.

- Nie chodzi o to, żeby totalnie zakazać główkowania w piłce nożnej. Nie na tym nam zależy, to FIFA, FIFPro i inne organizacje tworzą przepisy gry. Można jednak zachować balans pomiędzy ochroną zawodników a ochroną gry. Chcielibyśmy być częścią tej toczącej się dyskusji – podsumowała Gates.

Źródła wypowiedzi: The Athletic, Sky Sports.

Więcej o: