"Najbogatszy klub świata" na krawędzi bankructwa. A taki piękny miał być jego stadion

Michał Kiedrowski
Guangzhou Evergrande pięć i pół roku temu został ogłoszony "najbogatszym klubem świata". Dziś nie tylko nie nosi tej nazwy, ale jego wartość analitycy wyceniają na okrągłe zero.

Guangzhou Evergrande został ogłoszony najbogatszym klubem świata przez chińską agencję Xinhua. Podstawą tej wyceny była wartość giełdowa drużyny, która należała do firmy deweloperskiej o tej samej nazwie i koncernu Alibaba, który specjalizuje się głównie w handlu internetowym. Według Xinhua wartość klubu Guangzhou Evergrande wyniosła 3,35 miliarda dolarów. W tym samym czasie według szacunków biznesowego magazynu "Forbes" najbogatszym klubem piłkarskim był Real Madryt warty 3,26 miliarda. 

Zobacz wideo

Nawet PSG nie dorówna im pod względem potencjału inwestycji

Wartość chińskiego klubu okazała się mirażem. Guangzhou Evergrande przy około 30 mln dolarów rocznego przychodu, przynosił od 150 do 300 mln dolarów strat rocznie. Niemniej jednak siła przeświadczenia o rosnącej potędze chińskiego futbolu była tak mocna, że jeszcze w 2018 r. serwis Soccerex, organizujący biznesowe spotkania ludzi futbolu, umieścił Guangzhou Evergrande na czwartym miejscu wśród najbogatszych klubów świata. "Żaden klub, nawet PSG, nie są w stanie dorównać Guangzhou pod względem potencjału inwestycji" - napisano w uzasadnieniu.

Lewandowski zwycięzcą wszech czasów! Ustanowił rekord Ligi Mistrzów!Lewandowski zwycięzcą wszech czasów! Ustanowił rekord Ligi Mistrzów!

A te inwestycje były naprawdę imponujące. Nie chodzi tylko o transfery piłkarzy jak ten Jacksona Martineza z Atletico Madryt za 46 mln dolarów, ale także zatrudnianie trenerów o uznanych nazwiskach jak Marcelo Lippi – trener mistrzów świata z 2006 r., czy Felipe Scolari – szkoleniowiec mistrzów świata z 2002 r. oraz inwestycje w ośrodek treningowy za 150 mln dolarów. Perłą w koronie Guangzhou Evergrande miał być stadion na 100 tys. widzów. Trzeci największy stadion na świecie. Jego budowa miała pochłonąć 1,7 miliarda dolarów. 

Ale przepiękny obiekt o kształcie kwiatu lotosu, który ma zostać ukończony do grudnia 2022 r., już nie jest własnością Guangzhou Evergrande. Według nieoficjalnych informacji stadion przejęła już lokalna firma państwowa. Prawdopodobnie podobny los czeka cały koncern deweloperski, który niedawno został ogłoszony "najbardziej zadłużoną firmą świata". Chińska firma ma zwrócić wierzycielom 300 miliardów dolarów. Gdyby doszło do niekontrolowanego jej upadku, zatrzęsłyby się od tego nie tylko Chiny, ale cała światowa gospodarka, bo Evergrande pożyczało pieniądze na rynkach całego świata. 

Władze Chin nie zamierzają oficjalnie interweniować w celu ratowania dewelopera. Jednak mówi się, że lokalnie państwowe firmy są namawiane przez centralne władze do przejmowania części aktywów spółki. 

Chińskie władze postanowiły zaorać swoją piłkarską Superligę

Na podobny los – czyli pomoc państwa – liczą piłkarze Guangzhou FC, bo oficjalnie klubu Guangzhou Evergrande już nie ma. Chińskie władze postanowiły bowiem zaorać swoją Superligę piłkarską. Dosłownie. Wprowadzono drakońskie przepisy, które nakładały na kluby gigantyczne opłaty za zagraniczne transfery - 100 procent od sumy powyżej 6 mln dolarów. Narzucono klubom dyscyplinę finansową, by nie wydawały więcej, niż zarabiają.

LucescuKamery pokazały reakcję trenera rywali po golu Lewandowskiego. "Bezcenne"

 "Gwoździem do trumny większości tamtejszych klubów okazała się decyzja federacji, która zabroniła właścicielom reklamowania ich firm w nazwach drużyn – pisał przed startem sezonu Konrad Ferszter w Sport.pl. - Zniechęcone firmy zaczęły wycofywać się z klubów. To dlatego z długiem w wysokości 75 mln euro upadło Jiangsu Suning – mistrz kraju. Po tym jak Tianjin Teda musiało zmienić się w Tianjin Tigers, jeden z najstarszych klubów w kraju również stanął na krawędzi po odejściu właściciela – Teda Holding. W lutym, z powodu długów, z azjatyckiej Ligi Mistrzów wyrzucony został Shandong Luneng. Tylko w poprzednim sezonie aż 11 klubów zostało wyrzuconych z profesjonalnych krajowych rozgrywek z powodu problemów finansowych, a pięć kolejnych wycofało się dobrowolnie". 

Do problemu odniósł się chiński rząd za pośrednictwem państwowej agencji informacyjnej Xinhua:  "Nadszedł czas, by szanować prawa rynku i piłki nożnej. Musimy mocniej postawić na szkolenie młodzieży i nastawić się na pracę przez lata. Musimy zacząć od nowa. Nie możemy zagubić się w przeszłości czy wyrzutach sumienia. Aby rozwiązać nasz problem, musimy zniszczyć to, co było złe i zacząć budowę od zera. Chiński futbol, jego promocja i to, w którą stronę podążał, wymaga ponownej oceny. Czeka nas nowe otwarcie po szybkim i dzikim rozwoju". 

W piłce nożnej Chiny też skręcają na lewo

Myliłby się jednak ten, kto uwierzyłby, że chińskie władze chcą budować siłę swojej ligi na zasadach znanych z Europy Zachodniej. Wręcz przeciwnie. Władze chcą, aby mniejszościowymi właścicielami klubów stały się lokalne władze. Pisał o tym w dwa tygodnie temu serwis Bloomberg. Według jego analityków Dana Wanga i Daniela Fana koncern Evergrande tracił na swojej piłkarskiej aktywności od 155 mln do 310 mln dolarów. "Obecną wartość tej działalności oceniamy na zero" – napisali analitycy. A mówimy przecież o klubie, który w poprzedniej dekadzie osiem razy był mistrzem Chin i dwa razy wygrał azjatycką Ligę Mistrzów. 

Lewandowski wyładował frustrację na rywalu. Tak Niemcy ocenili LewandowskiegoLewandowski wyładował frustrację na rywalu. Tak Niemcy ocenili Lewandowskiego

Upadek chińskiej Superligi to tylko fragment większego obrazu i nie chodzi w nim wcale o piłkę nożną. Chińczycy nie zrezygnowali wcale z planu stania się wielką potęgą piłkarską. Już teraz 27 mln uczniów uczęszcza do klas o profilu piłkarskim. Do 2025 r. ma być ich 50 mln. Chiny chcą zorganizować mundial w 2034 r. i być wtedy do najmniej azjatycką potęgą. Światowym mocarstwem piłkarskim chcą być około 2050 r. 

Natomiast upadek Superligi to echo gospodarczego skrętu w lewo sekretarza generalnego chińskiej partii komunistycznej, faktycznego przywódcy kraju Xi Jinpinga, któremu nie spodobała się rosnąca siła miliarderów i wyprowadzanie milionów dolarów za granicę. Stąd kłopoty chińskich inwestorów w Interze Mediolan i innych europejskich klubach. Serwis Bloomberg pisze o tym pod znamiennym tytułem:

Nawet piłka nożna nie uratowała chińskich miliarderów przed represjami ze strony Xi

I cytuje w artykule słowa byłego premiera Australii, znakomitego sinologa Kevina Rudda, który twierdzi, że "zwrot w lewo" Xi Jingpina oznacza większą rolę państwa w gospodarce. – Chodzi zasadniczo o redystrybucje dochodów – mówi Rudd i dodaje. – Jest to również dość bezpośredni atak na nadmierne poziomy dochodów – nazwijmy to – chińskiej klasy miliarderów. 

Pierwszą potężną ofiarą Xi był szef Alibaby Jack Ma, który skrytykował chińską politykę gospodarczą. Natychmiast władze rozpoczęły wobec jego firmy postępowanie antytrustowe i ukarały ją później gigantyczną karą 2,8 miliardów dolarów. Sam Jack Ma przebywał przez pewien czas w areszcie domowym.

Rudd uważa, że motorem zmiany, którą wprowadza Xi Jinping, jest marksizm-leninizm, który jest "w dużym stopniu częścią jego własnego światopoglądu".

Zawirowania wokół Superligi mocno odbiły się na pozycji chińskiej reprezentacji. Jak mówi szef chińskiego związku piłkarskiego: – Wydatki naszych klubów są 10 razy wyższe niż w koreańskiej K-League i trzy razy wyższe niż w japońskiej J-League, ale nasza drużyna narodowa jest daleko za tymi krajami. Tak bańka, którą napompowano, ma wpływ nie tylko na obecny chiński futbol, ale także będzie miała negatywne skutki w przyszłość.

Więcej o: