Skandal we Włoszech! Ten cios zakończył karierę trenera. "Znikam" [WIDEO]

Do niecodziennego zdarzenia doszło w siódmej lidze włoskiej. Trener Giovanni Alosi uderzył pięścią w twarz sędziego Andreę A Felisa po tym, jak został ukarany czerwoną kartką. Szkoleniowiec zdecydował się zakończyć pracę przy piłce nożnej. - Definitywnie znikam - powiedział w rozmowie z "La Repubblicą".

Miał to być normalny mecz w jednej z niższych lig włoskich. Oleggio Castello mierzyło się z Carpignano w jednej z kolejek siódmej ligi włoskiej (Prima Categoria) w grupie Piemontu. W trakcie spotkania trener Carpignano, Giovanni Alosi, regularnie krytykował decyzje sędziego Andrei Felisa. W drugiej połowie meczu arbiter ukarał Alosiego czerwoną kartką.

Zobacz wideo Włosi zachwycają na Euro 2020. "Ta reprezentacja jest najlepszą wizytówką włoskiego futbolu"

Skandaliczne zachowanie Giovanniego Alosiego. Uderzył sędziego pięścią w twarz

Giovanni Alosi nie mógł pogodzić się z czerwoną kartką i postanowił samodzielne wymierzyć sprawiedliwość sędziemu za jego złe decyzje. Włoch zaczął znów krytykować arbitra, a później uderzył go pięścią w twarz. Andrea Felisa nie mógł podjąć innej decyzji i przedwcześnie odgwizdał zakończenie spotkania przez naruszenie nietykalności cielesnej, co oznaczało walkowera 3:0 dla Oleggio Castello.

Giovanni Alosi od razu zdał sobie sprawę, że zdecydowanie przesadził z reakcją i od razu po zdarzeniu postanowił zakończyć swoje działania przy piłce nożnej. "Odchodzę z futbolu po 40 latach. Nie przejmuję się tym, czy władze mnie zawieszą na rok, na dwa czy na zawsze. Definitywnie znikam ze świata piłki. Nie szukam usprawiedliwienia, bo to, co zrobiłem, nie ma nic wspólnego z wartościami piłki nożnej. Nie można dopuszczać do takich sytuacji. Bardzo się tego wstydzę, nie poznaję siebie" - powiedział Alosi, cytowany przez "La Repubblicę".

Trener Carpignano rozmawiał z sędzią kilka minut po zajściu i przeprosił go. Felisa obiecał Alosiemu, że nie pozwie go do sądu, a szkoleniowiec w ramach pokuty będzie udzielać się charytatywnie. Sędziego publicznie wsparł Luca Marelli, były arbiter, a obecnie komentator DAZN. "Nie ma tu żadnego uzasadnienia. Żaden błąd nie może być odwołany za tak obrzydliwy i niebezpieczny gest. Czekamy na długą dyskwalifikację (co najmniej pięć lat)" - napisał Marelli w mediach społecznościowych.

Więcej o: