Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Szorstkie diamenty". Południowy Londyn to fenomen na miarę paryskich przedmieść

Dawid Szymczak
Południowy Londyn staje się podobnym fenomenem jak paryskie przedmieścia, gdzie na betonowych boiskach od lat wyrastają największe piłkarskie talenty. Aż 15 proc. piłkarzy grających w Premier League pochodzi z południa stolicy. A Jadon Sancho, Bukayo Saka i Reece James mogą w niedzielę zostać mistrzami Europy.

Lata temu londyńscy taksówkarze zwykli odmawiać kursów na południe od Tamizy. Bo dzielnice nieciekawe, bo niebezpiecznie, bo imigranci, bo bieda, bo można stamtąd nie wyjechać. Demonizowali miejsce, z którego od kilku lat wyjeżdżają - hurtowo - doskonali piłkarze.

Zobacz wideo

Na razie w kadrze jest ich trzech, ale już na kolejnych mistrzostwach Europy Anglię mogą reprezentować starzy sąsiedzi z Croydon, Kennington i innych południowych dzielnic. Gareth Southgate powołał już Sancho, Sakę i Jamesa, a w kolejce ustawiają się kolejni: Callum Hudson-Odoi, Emile Smith Rowe, Tammy Abraham, Joe Gomez, Ryan Sessegnon, Reiss Nelson, Eddie Nketiah i Ruben Loftus-Cheek. Anglicy mogą przebić Francuzów, którzy w 2018 r. zdobywali mistrzostwo świata, mając w kadrze ośmiu piłkarzy wychowanych na przedmieściach Paryża.

Polski wychowawca N'Golo Kante odsłania kulisy paryskiej piłki. Polski wychowawca N'Golo Kante odsłania kulisy paryskiej piłki. "Bywa niebezpiecznie"

15 proc. piłkarzy Premier League pochodzi z 10-milowego odcinka południowego Londynu

To podobna historia. Wielkie blokowiska, dużo imigrantów, poza piłką niewiele rozrywek. Wylęgarnia przestępców i znakomitych piłkarzy. Niedaleko stacji metra Elephant & Castle odbywają się najbardziej zacięte mecze. Boisko ze sztuczną murawą jest otoczone bandami i metalową siatką. Bramki wtopione w ogrodzenie. Piłka cały czas jest w grze, nigdy nie wychodzi na aut. Mecze nigdy się nie kończą, są jupitery pozwalające grać do nocy. Wygrany zostaje - to najważniejsza zasada. Wygrany jest na osiedlu kimś. Kto lepiej drybluje, ten rządzi. Konkurencja jest niezwykła. Mnóstwo dzieci, które chcą zostać piłkarzami. Większość nie ma w domu konsol i swojego pokoju. 

Londyn to oczywiście Chelsea, Arsenal, Tottenham, West Ham, Fulham i kilka innych znanych klubów. To miasto wielkich stadionów, stolica kończącego się Euro. Ale wkład Londynu w cały angielski futbol na tym się nie kończy. To miasto setek parków i tysięcy klatek, w których chłopcy mogą grać w piłkę. Południowe dzielnice owiane były złą sławą. Pochodzący stamtąd Ian Wright, znakomity napastnik Arsenalu, wspominał miejsce swojego dzieciństwa jako siedlisko zła, rasizmu i narkotyków. Jako brutalne środowisko, w którym silniejszy zawsze miał rację. Ale południowy Londyn się zmienia. Rozkwita. Zalali go hipsterzy, artyści i pisarze. Deweloperzy wybudowali nowe osiedla. - To jest właśnie Londyn - mówi Charlie MacDonald, wychowany na południu były piłkarz Charlton Athletic, gdy oprowadza reporterów "New York Times". - Tutaj nowoczesny przeszklony budynek i ładna okolica, a wystarczy pięć minut spaceru, by przenieść się w zupełnie inne miejsce. Wydaje ci się, że cofnąłeś się w czasie o trzydzieści lat. To tam rodzi się nowa generacja angielskich piłkarzy. 

Harry Kane w meczu Anglia - Dania na Euro 2020Anglia płonie przed finałem. Szpitale w gotowości, głos zabrała nawet królowa

Wright podkreśla jednak, że dziś dzieci imigrantów nie mają tak trudno, jak miał on. Dzisiaj południowy Londyn jest progresywny, zmienia się za sprawą programów społecznych, powstało wiele dobrych szkół, mieszkańcy się bogacą. Tylko na boiskach reguły wciąż są podobne. Byłeś faulowany? Wstawaj i ośmiesz przeciwnika wyszukanym zwodem.

Według "The Guardian" 15 proc. piłkarzy Premier League pochodzi z 10-milowego odcinka południowego Londynu. Sama dzielnica Croydon - stanowiąca dom dla 0,6 proc. angielskiej populacji - wyprodukowała 5 proc. zawodników do najwyższej ligi. Oni wszyscy mijali się kiedyś przy boiskach zamkniętych w metalowych klatkach. Te klatki mają swoją reputację. Wiadomo, że w Tabard Gardens i Damilola Taylor Center spotykają się najzdolniejsi zawodnicy. Rozgrywki niezorganizowane w ciągu tygodnia, w weekendy podlegają określonym zasadom. Wtedy na turnieje przyjeżdżają drużyny z całego Londynu i skauci z całej Anglii, choć największe londyńskie kluby przeczesują ten teren bardzo dokładnie. Organizują przy tym szereg programów społecznych w myśl zasady, że nawet jeśli w danej grupie nie trafią na uzdolnionego piłkarza, to mogą zainteresować dzieci futbolem i odciągnąć ich od pokus ulicy.

- To dobre miejsce dla utalentowanych chłopców. Klatki uczą wszystkiego, co niezbędne do gry w piłkę: zapewniają nieustanny kontakt z piłką, uczą techniki, odwagi, bo grają ze sobą chłopcy w różnym wieku, więc nie można się bać większych od siebie. Klatki to ciągła rywalizacja. Są idealnym odtworzeniem piłki ulicznej, która umarła w wielu miejscach - uważa Gary Issott, dyrektor akademii Crystal Palace, która prosto z klatek zgarnęła do siebie Nathaniela Clyne’a, Victora Mosesa i Wilfrieda Zahę.

- Mówimy już o czymś takim, jak styl południowego Londynu - mówi "NYT" Carsel Hylton, skaut Millwall. - Sztuczki, drybling, efektowne mijanie rywali, umiejętności techniczne, wyrażanie siebie przez grę w piłkę, to cechy charakterystyczne. Tych chłopców nikt nie hamuje. Robią na boisku, co chcą. Później idą do akademii dużego klubu i trenerzy mówią o nich "szorstkie diamenty", bo z piłką potrafią zrobić wszystko, ale trzeba ich obudować taktyczną wiedzą i dyscypliną. Ich talent nigdy nie podlega dyskusji. Tacy piłkarze jak Sancho, Hudson Odoi czy Smith Rowe są ekscytujący, bo grają bardzo instynktownie. Nigdy nie można w nich tego zabić - dodaje.  

Dlaczego utalentowani piłkarze rodzą się akurat w południowym Londynie?

Zdaniem Harry’ego Hudsona, byłego szefa akademii Crystal Palace, który w 2011 r. założył własną szkółkę z siedzibą w Croydon, spory wpływ ma na to demografia tego obszaru. - To kulturowy tygiel. Mieszanka ludzi, którzy przecinają się na boiskach i każdy z nich gra nieco inaczej. Kiedyś szkoliliśmy w Anglii piłkarzy typowych dla tego obszaru: dobrych technicznie, inteligentnych, dokładnie podających, doskonale przyjmujących piłkę, ale bez wielkiego polotu. Takimi piłkarzami byli np. David Beckham i Paul Scholes. Gra Sancho i Saki nie ma z nimi nic wspólnego - uważa Hudson. - Południe Londynu to różnorodność. A poza tym, w tej części miasta konkurencja jest największa. Na jedno miejsce w mojej akademii ubiega się 25 chłopców. Kto chce kiedyś grać zawodowo, od małego musi robić więcej od innych. Determinacja jest kluczowa. Ci chłopcy najczęściej nie pochodzą z bogatych domów, a widzą, jak żyją piłkarze. To ich motywuje.

Madonna Buder - najstarsza kobieta na świecie, która ukończyła Iron ManaJej dokonania przekraczają ludzką wyobraźnię. 91-letnia zakonnica rekordzistką świata w Ironmanie

- W południowym Londynie zawsze żyło dużo dzieci, więc siłą rzeczy wielu wyrastało na niezłych piłkarzy. Ale kilkanaście lat temu pojawili się tam znacznie lepsi trenerzy i zaczęli przyjeżdżać skauci z całej Anglii. Również z Liverpoolu, Leeds czy Manchesteru, którzy wcześniej się tutaj nie zapędzali. Ten czas rozkwitu południowego Londynu zbiega się z momentem, w którym wielkie angielskie kluby postawiły na swoje akademie - wyjaśnia Hudson. - Uważam, że piłkarze mogą dorastać wszędzie. Najważniejsze, by w porę trafili na kogoś, kto w nich uwierzy i pomoże się rozwijać. Oddolna scena, na której chłopcy bawią się piłkę, cieszą wolnością i brakiem presji, jest do tego idealnym polem. Reiss Nelson i Eddie Nketiah długo grali amatorsko, więc omijał ich stres wielkich szkółek.

- Tak, południowy Londyn przypomina przedmieścia Paryża, które po triumfie na mundialu w Rosji dziennikarze nazwali wylęgarnią talentów. Jest tylko jedna różnica. We Francji jeszcze chętniej daje się szansę młodym piłkarzom. Mają 17 lat i grają w pierwszych drużynach swoich klubów. U nas najwięksi nie mogą pozwolić sobie na szlifowanie piłkarzy w pierwszych składach. Żeby grać, muszą być gotowi - wskazuje Harry Hudson.

- Mówi się, że w południowym Londynie rodzą się dzieciaki z naturalnym talentem do gry w piłkę. Co to jest naturalny talent? Co to znaczy? - pyta Dave Godley, trener w akademii Watfordu, który prowadził młodego Jadona Sancho. - Tak samo mówili o Diego Maradonie albo o Ronaldinho. "Och, oni urodzili się, by być piłkarzami". Nieprawda. Zobaczcie filmy dokumentalne o nich. Oni po prostu cały czas grali w piłkę. Non stop. Zawsze mieli piłkę przy nodze. Prowadzili ją w drodze do szkoły, trzymali pod stopą, gdy jedli obiad, wciąż ją dotykali i kopali. Całe dzieciństwo spędzili z piłką. Z Jadonem było identycznie. I o nim też mówili, że ma naturalny talent.

Więcej o: