Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Gdyby IV-ligowy klub nie ogłosił bankructwa, Danii nie byłoby w półfinale. Rewolucja

Kacper Sosnowski
Reprezentacji Danii najpewniej nie byłoby w półfinale Euro, gdyby przed laty IV-ligowy klub Lyngby nie ogłosił bankructwa. To wtedy Kasper Hjulmand - dziś selekcjoner kadry, wówczas początkujący trener - wpadł na pomysł, jak wymyślić duńską piłkę na nowo.

Kasper Hjulmand od zawsze był człowiekiem, który zadawał wiele pytań i miał sporo siły i cierpliwości, aby szukać na nie odpowiedzi. Zawsze też próbował innowacji. Prawdopodobnie to on był pierwszym trenerem w Danii, który filmował treningi z lotu ptaka. Z racji, iż był to 2002 r. i drony bardziej kojarzyły się ze statkami z Gwiezdnych Wojen, a nie sklepowym towarem, Hjulmand sam zamocował kamerę na dachu jednej z trybun stadionu Lyngby. Ważniejszym doświadczeniem dla ambitnego 30-latka było bankructwo jego klubu i przesunięcie do IV ligi. Kto wie, czy właśnie od tego nie zaczęła się reforma duńskiej piłki, która - co pokazuje trwające Euro - ma się znakomicie. I w której Hjulmand, jako selekcjoner reprezentacji, odgrywa kluczową rolę.

Zobacz wideo Do kogo my się właściwie mamy porównywać? Austria i Dania daje lekcję Polsce

U-21 bez porażki od dwóch lat

Degradacja Lyngby sprawiła, że Hjulmand zaczął sobie stawiać pytania o duński futbol. Fundamentalne. Z Keldem Bordinggardem, przyjacielem z kursu trenerskiego spędzali długie godziny, szukając przyczyn przeciętności tamtejszej piłki. W końcu zdecydowali się bardziej oficjalnie zbadać temat. Sprawdzić co dzieje się w duńskich akademiach piłkarskich, jak funkcjonują i czego wymagają trenerzy. A potem zestawić to z tym, co dzieje się w Hiszpanii, Włoszech i Niemczech. I wszędzie tam, gdzie stawia się na futbolową edukację i pracę u podstaw.

Tak się złożyło, że Bordinggard został akurat asystentem selekcjonera reprezentacji Mortena Olsena, który postanowił pomóc młodym i ambitnym trenerom. Tak przez kilka lat powstawał dokument "Nowa Droga", na podstawie którego w 2006 r. rozpoczęto w Danii reformę dziecięcej piłki.

Ale to nie tak, że współtworzona przez Hjulmanda koncepcja przynosi efekty, bo prowadzona przez niego kadra gra właśnie o finał Euro. Drużyna do lat 21? Nie przegrała meczu w regulaminowym czasie od dwóch lat. Na niedawnych mistrzostwach Europy zdobyła komplet punktów w grupie z Francją, Rosją i Islandią i awansowała do ćwierćfinału imprezy. A po jej trenera sięgnęła właśnie Barcelona. O tym, że młodzież Danii ma się dobrze, świadczy też fakt, że ich drużyna jeździła na cztery kolejne turnieje o mistrzostwo Europy.

Britain Fans Return Photo GalleryGromy na UEFA po decyzji ws. Euro 2020! "Niesprawiedliwa sytuacja"

Mało? Dodajmy więc, że w ostatnim sezonie średnia punktów, którą zdobywały w każdym meczu zespoły Danii od kategorii U-16 do U-21, to dwa. Do pierwszej reprezentacji młodzież też wchodzi z przytupem. W kadrze Hjulmanda jest 10 piłkarzy poniżej 25. roku życia. Dziewięciu z nich gra we Włoszech, Francji, Niemczech, Hiszpanii czy Anglii, czyli najlepszych rozgrywkach w Europie. Co więcej, większość odeszła z rodzimej ligi przed 20. rokiem życia. Czy to wynik "Nowej Drogi"?

Bez punktów, zwycięstw i tabel

Wprowadzony kilkanaście lat temu nowatorski program zabierał akcent z futbolu jako rywalizacji, a kładł na zabawę i sam trening. To dlatego w grupach do 13. roku życia nie tylko zrezygnowano z turniejów, ale też z odnotowywania wyników meczów i tworzenia tabel. Choć na początku było to trudne do zaakceptowania, a rewolucjoniści zaczęli tworzyć własne ligi, by podtrzymać klasyczną rywalizację, szybko przekonano się do zalet systemu, w którym wynik schodzi na dalszy plan.

Jeśli do tej pory w każdym meczu trenerzy drużyn młodzieżowych mieli presję wyniku (był system spadków awansów, premii za wygrane), kierowali się prostymi rozwiązaniami – nastawionymi na tu i teraz. A młodzi kandydaci na piłkarzy bali się popełniać błędy, byli skrępowani, szukali prostoty, co hamowało kreatywność.

"Odrzucenie wyników meczów pozwoliło na eksperymentowanie i odważniejszą grę, a rodzice przestali wywierać presję na dzieci i trenerów" – pisał w magazynie trenerskim FIFA Keld Bordinggaard, asystent Olsena, a obecnie trener młodzieży w Bayerze Leverkusen.

Temat rodziców też stał się ważnym elementem projektu. Zakazano im - co oczywiste - nie tylko kierować obelg do dzieci, ale i głośno podpowiadać. "Dziecko powinno samodzielnie szukać rozwiązań, zarówno na treningu, jak i w meczach" - twierdzą reformatorzy duńskiej piłki. Rodziców uczulono, by nie dociekali wyniku meczu, uczęszczali z dziećmi na treningi, ale obserwowali je z odległości. Dla opiekunów dzieci duńska federacja przewidziała też nawet proste szkolenia, które uczą drobnych zadań trenerskich np. elementów rozgrzewki.

Licencje podniosły poziom szkolenia

Zamiast klasycznych turniejów, Duńczycy organizują tzw. festiwale meczów. Jeśli jedna z drużyn odstaje, może wprowadzić na boisko dodatkowego piłkarza. Wyniki meczów istotne są tylko organizatorów - służą im jako wskaźnik poziomu drużyny. To dlatego, że mecze na takich piłkarskich spotkaniach układane są według koncepcji, by każda drużyna grała 50 proc. spotkań z rywalem o podobnych umiejętnościach, oraz po 25 proc. meczów z rywalami mocniejszymi i słabszymi.

Britain Fans Return Photo GalleryEksperci alarmują: "bomba biologiczna na Euro 2020". Przepis na katastrofę

Flemming Berg, dyrektor ds. rozwoju duńskiej federacji, wskazuje na jeszcze jeden istotny element mający wpływ na szkolenie dzieci. W 2008 r. w Danii wprowadzono nowy format licencjonowania akademii. Wprowadzono standardy, wymogi, usystematyzowano wytyczne - również te dotyczące licencji trenerskich. Jeśli jakaś szkoła nie otrzymała kategorii A lub B, nie mogła brać udziału w młodzieżowych imprezach, a także pozbawiona była szansy na zarobienie pieniędzy z transferów. Wymagania mocno podniosły jakość pracy, a publikowany punktowy ranking akademii tylko zachęca je do poprawiania poziomu i rywalizacji.

W pracy Duńczyków z dziećmi wybija się jeszcze jedna rzecz. Najmłodsi trenują w grupach trzyzespołowych na mniejszej przestrzeni, starsi w pięciozespołowych, a mecze jedenastoosobowe na normalnym boisku przewidziane są dopiero dla 14-latków. Wszystko po to, by mniejsi mieli jak najwięcej kontaktu z piłką i mogli rozwijać technikę. W dodatku do 13. roku życia wszyscy trenują w małych, lokalnych szkołach. - Dzieci grają w piłkę, aby dobrze się bawić, spędzać czas z przyjaciółmi i co najważniejsze, aby się rozwijać. Po co w tak młodym wieku wyciągać dzieciaki z ich normalnego otoczenia? Przecież nie ma gwarancji, że kiedyś zostaną zawodowymi piłkarzami - opisywał to Berg.

"Piłka nożna dzieci w Danii musi być najlepsza na świecie"

Władze federacji zauważyły, że w ciągu sześciu lat (od 2013 do 2019 r.) liczba dzieci poniżej 12. roku życia w duńskich szkółkach piłkarskich zmniejszyła się o 12 tys. (ze 142 tys.). To z powodu - jak twierdzą władze federacji - nowych technologii pochłaniających dzieci. Pole walki o młodego piłkarza i piłkarkę się poszerza.

"Piłka nożna dzieci w Danii musi być najlepsza na świecie" - przekonywał kilka miesięcy temu w tekście na łamach "Jyllands-Posten" Jesper Moeller, prezes federacji. "Nie chodzi o trofea i zdobyte bramki, bo na tym poziomie one nic nie znaczą. Naszym celem jest wychowanie zdrowych i szczęśliwych dzieci. Im przyjemniej będzie im w akademii, tym bliższy będzie ich związek z piłką nożną" - podsumował.

Oczywiście ten bliższy związek z piłką, złapanie bakcyla na futbol i oblężenie dziecięcych akademii mogą zapewnić też dobre wyniki pierwszej reprezentacji, która na Euro radzi sobie kapitalnie. O finał imprezy zagra w środę z Anglikami. Wydaje się, że Kasper Hjulmand, który niegdyś pomagał w tworzeniu "Nowej Drogi", cały czas na przyszłość duńskiej piłki ma realny wpływ.

Więcej o: