Eksperci alarmują: "bomba biologiczna na Euro 2020". Przepis na katastrofę

Wpuszczenie 60 tys. kibiców na Wembley jest "całkowicie nieodpowiedzialne" - zaznacza WHO. Komisja Europejska pisze o gotowym "przepisie na katastrofę". Czy Londyn, jak rok temu Bergamo może zostać nowym rozsadnikiem koronawirusa? Eksperci są podzieleni, a futbolowe święto nabiera rozmachu. We wtorek i we środę półfinały Euro.

Nigdzie na świecie wyścig między szczepieniami a pandemią koronawirusa, nie jest oglądany tak uważnie jak tutaj. Anglia, po Izraelu czy Malcie ma w Europie najwięcej w pełni zaszczepionych obywateli (ponad 50 proc.) i jest też pierwszym krajem, w który czwarta fala pandemii uderza z tak dużą siłą.

Zobacz wideo U Włochów na boisku jak we włoskiej kuchni. Wszystko smakuje

"Mamy największą epidemię Delty w dobrze zaszczepionym kraju" - podsumował to Mark Woolhouse, profesor epidemiologii chorób zakaźnych na Uniwersytecie w Edynburgu, odnosząc się do najnowszych danych. Liczba nowych zakażeń utrzymuje się w Anglii na poziomie niewidzianym tu od stycznia. Każdy z ostatnich pięciu dni przynosił ponad 20 tys. nowych infekcji dziennie. Na szczęście dzięki szczepieniom, na razie w górę nie poszedł wskaźnik zgonów. W Anglii z powodu COVID-u dziennie umiera tylko kilkunastu pacjentów. Angielski rząd nie wycofuje się na razie z luzowania restrykcji, a dla półfinałów i finału Euro, otworzył Wembley w 66 procentach. To oznacza, że mecze Włochów z Hiszpanami (6 lipca) i Anglii z Danią (7 lipca), będzie mogło zobaczyć po 60 tys. widzów, którzy na stadionie nie będą musieli nosić masek. Te od lipca na otwartych przestrzeniach nie są już na Wyspach wymagane. W momencie, gdy Wielka Brytania sama ogranicza swoim obywatelom możliwość podróży do Unii Europejskiej i stosuje dla przyjezdnych 10-dniową kwarantannę, lekkość w zwolnieniu z tego obowiązku tysięcy gości VIP, którzy przylecą do Londynu i tłumy fanów na Wembley spotkały się z krytyką wielu ekspertów.

Wzrost infekcji COVID w Anglii,Wzrost infekcji COVID w Anglii, graf. MK

Zobacz wideo

"Recepta na katastrofę"

"Uważamy tę decyzję za receptę na katastrofę" - napisała w swym liście Komisja ds. Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego, dodając, że szerokie otwarcie bram Wembley w obecnej sytuacji jest "zagrożeniem dla zdrowia i oczywistym, niepotrzebnym ryzykiem". Apel komisji, by zmniejszyć liczbę kibiców, nic nie dał. Do władz angielskich swoje komunikaty kierowało też WHO. "Wiemy, że w kontekście rosnącej transmisji, masowe zgromadzenia mogą działać jak przekaźniki koronawirusa" – powiedziała Caterine Smallwood, zajmująca się w WHO sprawami pandemii. Premier Badenii-Wirtembergii Winfried Kretschmann, już podczas niedawnego meczu Niemców z Anglikami (na Wembley było wówczas 42 tys. widzów) określił plan na półfinały jako "cyniczny".

− To jest absolutnie niewłaściwy sygnał − zauważył Kretschmann, który przypomniał też, że na meczach na Węgrzech czy w Danii stadiony były "pełne do granic możliwości", a widzowie nie trzymali dystansu, ani nie nosili masek. Jego zdaniem, to było nieodpowiedzialne, bo każde za takich wydarzeń na stadionie może zamienić się w ognisko zapalne wirusa. − Ta lekkomyślność wprawiła mnie w osłupienie − powiedział polityk.

"Wszystko zależy od organizacji i ludzi"

Przypomnijmy, że Węgrzy zdecydowali się na pełne otwarcie trybun na Euro, choć przy zachowaniu pewnych wytycznych. Kibice, którzy mieli bilety, mogli wejść na obiekt w Budapeszcie tylko z dokumentem poświadczającym ochronę przed koronawirusem (wraz z dowodem tożsamości). U cudzoziemców zielone światło dawały zaświadczenia o szczepieniu przeciw Covid-19 lub negatywny wynik testu PCR. Anglicy poszli podobną drogą, choć lekko poluzowali wytyczne. Wpuszczają na trybuny osoby w pełni zaszczepione, lub te, które pokażą negatywny wynik szybkiego testu antygenowego. To badanie jest tańsze, szybsze i nieco mniej skuteczne.

Trener Duńczyków apeluje do brytyjskiego rządu. Trener Duńczyków apeluje do brytyjskiego rządu. "Obudźcie się"

- Wszystko zależy od tego jak Anglicy zorganizują te mecze i jak kibice będą przestrzegali sanitarnych zaleceń - mówi Sport.pl wirusolog prof. Włodzimierz Gut. - Wiem, że Anglicy nie słyną z dyscypliny, więc może być różnie. - Jeśli jednak wpuściliby na te mecze tylko osoby szczepione, to nie widziałbym większego problemu. Wtedy prawdopodobieństwo infekcji byłoby bardzo niskie – zaznacza. Profesor dodaje, że obecne wzrosty infekcji w Anglii spowodowany jest zwolnieniem programu szczepień przez szczepionkowych sceptyków.

- Anglicy mają wzrosty, bo dalej już nie chcą się szczepić. Oczywiście nie mają przyrostów sięgających 60 tys. jak w styczniu, ale jednak wzrost infekcji jest zauważalny. Potrzebna jest dalsza kampania szczepień, choć system Anglików do tej pory funkcjonował bardzo dobrze. Natomiast czy będą jakieś sportowe zawody, czy nie to w Anglii w najbliższym czasie i tak może dochodzić to kolejnych infekcji - ocenił Gut, sugerując, że nie sama piłka jest problemem tylko ludzie.

Euro jak Bergamo? Super rozrzutnik wirusa

Eksperci w przypadku meczów Euro zwracają jednak uwagę na inny aspekt kibicowania. Caterine Smallwood zaznaczyła, że niepokoju nie wywołują jedynie tłumy na stadionach, ale też mieszanie się i wspólna zabawa kibiców, która ma miejsce poza sportowymi arenami.

"Musimy przyjrzeć się, jak ludzie się tam dostają? Czy podróżują w zatłoczonych autobusach? Co się dzieje po meczach? Czy wchodzą do zatłoczonych barów i pubów? Jeśli dojdzie do bliższego kontaktu wśród osób, które nie są w pełni zaszczepione, to rośnie ryzyko nowych przypadków infekcji" - przypomniała ekspertka WHO, podkreślając, że wariant Delta jest dużo bardziej zaraźliwy od wariantu alfa. Ciekawie w kontekście rosnących liczby infekcji są też dane Biura Statystyk Krajowych Wielkiej Brytanii, które wykazały, że w ostatnim tygodniu czerwca już tylko 68 proc. dorosłych osób dystansowało się społecznie, podczas gdy w połowie kwietnia było to 85 proc. Znoszenie restrykcji, czas wakacji, czy trwające święto piłki nożnej rozprężeniu sprzyjają.

Stadio Olimpico w Rzymie przed meczem otwarcia Euro 2020.Włosi apelują: Nie przyjeżdżajcie tutaj. Nie umierajcie. To się nie może powtórzyć

Hans Kluge, dyrektor WHO na Europę zapytany wprost, czy Euro w 11 państwach może pełnić funkcję "super rozrzutnika wirusa" powiedział: Mam nadzieję, że nie… ale nie można tego wykluczyć. Po tej wypowiedzi wiele mediów przypomniało spotkanie z 19 lutego 2020 r. na stadionie San Siro w Mediolanie. To tam Atlanta grała z Valencią w Lidze Mistrzów, a eksperci z WHO przyznali później, że był to "mecz zero", który przyczynił się do szybkiego rozprzestrzenienia koronawirusa po północnych Włoszech, czy Hiszpanii. Zatłoczone pociągi i autobusy wiozące kibiców, wspólna zabawa w restauracjach i pubach, kolejki do toalet, wspólne picie piwa. Jedna trzecia mieszkańców Bergamo była na stadionie w Mediolanie. Jak oceniali potem eksperci, to nie był przypadek, że w to właśnie w Bergamo było potem najwięcej zakażeń, a osoby z Walencji przywiozły wirusa do Hiszpanii. - Ten mecz był biologiczną bombą - mówił Fabiano Di Marco, szef oddziału pulmonologii w szpitalu im. Papieża Jana XXIII w Bergamo, który nieco ponad rok temu przeżywał trudne chwile.

Rośnie liczba zakażonych po wyjeździe na Euro

Obecna sytuacja jest oczywiście inna, bo inna jest świadomość epidemiologicznego problemu, są na koronawirusa testy, szczepionki, spada umieralność. COVID tak jak w marcu 2020 roku już nikogo tak nie zaskoczy. Jednak imprezy sportowe czy też mecze piłkarskie dalej mogą być na cenzurowanym. Szczególnie w kontekście ostatnich informacji płynących z krajów, które na ME udział brały.

Z trwającym Euro szkocki departament zdrowia połączył 1991 przypadków nowych infekcji koronawirusem. Dwie trzecie z zakażonych osób to fani, którzy 18 czerwca pojechali do Londynu na mecz Szkocji z Anglią. Ale tylko niecałe 400 osób było na trybunach Wembley. Reszta zakaziła się, imprezując na mieście. Szkockie infekcje potwierdzono też po meczach Euro w Glasgow.

- Mamy rosnąca liczbę przypadków koronawirusa u mężczyzn, w szczególności młodych. Wiemy, że to osoby, które brały udział w Euro, szczególnie w imprezach wewnątrz pomieszczeń - tłumaczył dyrektor kliniczny rządu Szkocji prof. Jason Leitch.

Szkockie władze nie były jedynymi, które sugerują, że Euro przyczyniło się do nowych infekcji. Duńska Agencja ds. Bezpieczeństwa Pacjentów wciąż usiłuje badać, jak wariant Delta koronawirusa rozprzestrzenił się podczas czterech meczów Euro rozegranych dotychczas w Kopenhadze.

Kibice Szkocji na Leicester Square w LondynieWylęgarnia wirusa na Euro 2020. Tysiące kibiców zagrożonych

Na razie duńskie służby potwierdziły, że 17 czerwca na meczu z Belgią zainfekowały się trzy osoby, a kilka dni później po starcu z Rosją koronawirusa wykryto u 16 kolejnych. Duński sanepid wezwał na testy tysiące osób.

Prawie sto przypadków koronawirusa wykryto też u fińskich fanów, którzy wrócili do ojczyzny z Petersburga po meczu z Belgią 21 czerwca. W rosyjskim mieście była wówczas 20-krotnie wyższa częstotliwość zachorowań na koronawirusa niż w całej Finlandii. Sytuacja w Rosji pogarsza się zresztą z każdym dniem, głównie przez rozwój tam najbardziej zaraźliwego wariantu wirusa.

- Jeśli chcemy rozprzestrzenić wariant Delta w całej Europie, to mecze są sposobem, aby to zrobić - ocenił w rozmowie z AFP epidemiolog Antoine Flahault. Już do samego końca Euro 2020 rozgrywane będzie w Londynie. Oprócz dwóch meczów półfinałowych (wtorek, środa), 11 lipca zaplanowano tam finał imprezy. 

Więcej o: