Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Marek Koźmiński punktuje rywala do funkcji prezesa PZPN. Jest deklaracja ws. Sousy

- Nikt mi nie powie, że funkcja prezesa PZPN to nie jest funkcja reprezentacyjna. Uważam, że środowisko potrzebuje właśnie dyskusji, a nie sloganów na kartce papieru - mówi Sport.pl kandydat na prezesa PZPN, Marek Koźmiński. Zastanawia się, dlaczego jego rywal Cezary Kulesza unika otwartej debaty i przypomina, że przez ostatnie dziewięć lat jako wiceprezes PZPN udzielał się rzadko.

Marek Koźmiński to jeden z dwóch kandydatów na funkcję prezesa PZPN. W sobotę opublikowaliśmy na Sport.pl rozmowę z jego kontrkandydatem, Cezarym Kuleszą, którą można przeczytać tutaj >>

Kacper Sosnowski: Zna się pan z Cezarym Kuleszą od wielu lat choćby z jednych korytarzy w PZPN oraz z rady nadzorczej Ekstraklasy. Po tym jak obaj stanęliście do walki o fotel prezesa federacji, zmieniły się jakoś wasze relacje zawodowe?

Marek Koźmiński: Ja bym powiedział, że na linii Koźmiński - Kulesza relacje prywatne są dobre, ale nie ma żadnych relacji zawodowych. Ubolewam nad tym, bo nie przypominam sobie, by Czarek był aktywny na forum PZPN. Przez te dziewięć lat jego działalność była raczej nikła. Jeśli byśmy zajrzeli w stenogramy z posiedzeń zarządu związku, gdzie wszystko jest odnotowywane, to trudno by znaleźć sprawę, w której on zabrał głos i zajął jakieś stanowisko. Nie przypominam sobie też jakieś naszej konkretnej merytorycznej kwestii, którą razem rozstrzygaliśmy.

Zobacz wideo Bitwa o fotel prezesa PZPN. "Jestem zniesmaczony unikaniem debaty"

To dlatego był pan też bardziej chętny na telewizyjną debatę, którą w pewnym momencie zaproponowała nawet TVP, a którą pan Kulesza odrzucił?

- To był pomysł mediów, aby zestawić w telewizyjnym studiu dwóch kandydatów i ustami sześciu, ośmiu dziennikarzy z różnych redakcji popytać kandydatów o ważne sprawy. Posłuchać, jak się do nich odniesiemy. Jak będziemy reagowali pod presją? Jak potraktujemy trudne pytania?

Funkcja prezesa PZPN, to nie jest funkcja sprawowana tylko zza biurka. To funkcja reprezentacyjna, która wymaga radzenia sobie z problemami, dyskusji ze środowiskiem. Pełniąc tę funkcję, trzeba mieć odwagę wyjść do ludzi. Dlatego te wszystkie odmowy Czarka mnie zastanawiają. Ja się odważyłem odpowiadać na trudne pytania kilku dziennikarzy, tuż po nieudanym dla nas Euro. Nie było to proste czy miłe, ale z tym światem trzeba się konfrontować.

Czyli nie rozumie pan argumentu prezesa Kuleszy, że taka debata to byłby "telewizyjny talk show", niepotrzebny polskiej piłce?

- Show to moglibyście zrobić wy, a nie kandydaci na prezesa. My odpowiadalibyśmy na pytania. Próbowalibyśmy rozstrzygnąć różne kwestie. Czy to byłby frontalny atak na jednego bądź drugiego, czy merytoryczne lub rozrywkowe pytania, zależałoby od dziennikarzy, ale myślę, że taki program nie byłby raczej "Tańcem z gwiazdami". Poza tym nikt mi nie powie, że funkcja prezesa PZPN to nie jest funkcja reprezentacyjna. Uważam, że środowisko potrzebuje właśnie dyskusji, a nie sloganów na kartce papieru.

Przez środowisko rozumie pan kibiców, czy bardziej działaczy?

- Rozumiem też dotarcie do wielu działaczy, bo to oni wybierają swoich reprezentantów, delegatów na wyborczy zjazd PZPN. Tych delegatów jest potem 118, ale reprezentują oni tysiące osób. Nie rozumiem, czemu mój oponent najpierw powiedział publicznie, że do czasu skończenia Euro dla Polaków nie chce wyborczych dyskusji, a już 24 czerwca spotkał się z dziesięcioma baronami. Przecież Polska swój mecz grała 23 czerwca wieczorem. To co on zakładał?

Peter Schmeichel broni Wojciecha Szczęsnego po meczu ze Słowacją. 'Był perfekcyjnie ustawiony'Legenda wydała jednoznaczny wyrok ws. Szczęsnego na Euro 2020

A wynik Polski na tym Euro jest też w tej kampanii jakimś argumentem wykorzystywanym przeciw panu? Przecież to się wydarzyło, kiedy w PZPN pracowało dwóch wiceprezesów i pan Koźmiński, i pan Kulesza.

- Wrócę do tego, co mówiłem na początku. Nie wydaje mi się, że słowo pracował w stosunku do Czarka jest właściwe. Jeszcze raz radzę zajrzeć do tych stenogramów PZPN z dziewięciu ostatnich lat.

To skoro kampania wyborcza jak widzę twa w najlepsze, to może Pan powiedzieć, co podczas niej pan robi?

- Kilka dni temu byłem w Rzeszowie. Spotkałem się z prezesem Mieczysławem Golbą, w Lublinie i okolicach odwiedziłem tamtejszych delegatów i dwóch prezesów klubów, a wieczorem wylądowałem w Warszawie, porozmawiałem z prezesem Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej panem Sławomirem Pietrzykiem i kilkoma prezesami klubów. Następnego dnia była wizyta w jednym mieście w województwie Łódzkim, potem kilka godzin w Radomiu. Taka to jest działalność. Trzeba się spotykać, porozmawiać, przekonywać do swojego pomysłu i działań, czy pomysłu swojej grupy.

Czyli pan też - wzorem Cezarego Kuleszy - może publicznie podziękować sporej grupie osób za spotkania? Nawiązuje do tweeta pana oponenta z podziękowaniami dla dziesięciu prezesów wojewódzkich związków piłki nożnej.

- Traktuję to jako fałszywy przekaz dla środowiska dotyczący pozyskanych głosów. Do tego dodaję jeszcze mapę z rozkładem głosów poparcia, która ukazała się na waszym portalu, nieprawdziwą i tendencyjną, skonstruowaną pod pewną tezę. To jest próba wpłynięcia przekazaniem pewnych iluzorycznych informacji na środowisko przez sztab Czarka. Stworzenie wrażenia, że my już jesteśmy tak silni, że przekonaliśmy do siebie tak wiele osób. Według mojej wiedzy, niestety dla Czarka ta mapa jest totalną nieprawdą. Osoby z kilku okręgowych związków zaznaczone tam, że popierają Czarka, same do mnie zadzwoniły i mocno się temu przekazowi dziwiły.

To jakby wyglądała ta mapka na podstawie pana informacji?

- Według mojej wiedzy, jeśli chodzi o wojewódzkie ZPN-y = byłby remis. Jest pół na pół. Byłyby też na mapie dwa związki, które się jeszcze wahają: zachodniopomorski i podkarpacki. Byłem tam w ostatnich dniach i rozmawiałem z delegatami.

W tych rozmowach z baronami bardziej liczy się to, co kandydat na prezesa PZPN im obieca, czy to, co już zrobił, jakim był działaczem, człowiekiem?

- Dla mnie w 70 procentach za człowiekiem przemawiają czyny. To co się już zrobiło, z czym się mierzyło. Pozostałe 30 proc. to program, bo program i obietnice, to często rzucanie haseł: ja to wam zrobię, to wam dam, będzie dobrze. Dlatego taka konfrontacja dwóch osób, które publicznie zdałyby sprawozdanie z tego co zdziałały, ogłosiły swoje postulaty, byłaby wartościowa. Inaczej takie wybory i w mediach i u działaczy, polegają bardziej na odnoszeniu się do swoich sympatii.

Kibice Szkocji na Leicester Square w LondynieWylęgarnia wirusa na Euro 2020. Tysiące kibiców zagrożonych

A zdziwił się pan, że pierwszym programowym hasłem pana Kuleszy jest "szkolenie", czyli obszar bliski panu?

No dobrze, ale kto w Polsce w praktyce zajmuje się szkoleniem piłkarzy? Kluby. Gdzie przez ostatnie lata był Czarek? No w klubie. No to może jednak spraw ze szkoleniem nie da się zrzucić na mnie? Jeszcze raz podkreślę. PZPN daje narzędzia, pokazuje formy szkolenia, robi programy. Jeśli kogoś szkoli, to głównie trenerów. To jak funkcjonują piłkarze, to wynik pracy klubów. Wszystkie Akademie Młodych Orłów i pokrewne inicjatywy, mogą pokazywać jak trenować czy selekcjonować piłkarzy, prezentować różne formy treningów, ale nie są szkoleniem. Hasło "szkolenie" brzmi tu jak slogan. Nie chcę, żeby to zabrzmiało tak, że Koźmiński umywa ręce od szkolenia, bo to absolutnie nie jest prawdą. Ja tylko pokazuje, jak to funkcjonuje w praktyce.

Czasem się uśmiecham jak osoby, z którymi rozmawiam w terenie mówią: no bo ty i Boniek przez te dziewięć lat to, to i tamto. To ja pytam, a Kuleszy przez te dziewięć lat to w PZPN-ie nie było i to na eksponowanym stanowisku? No też był. Potakują głowami. Ja się tych dziewięciu lat nie wstydzę. Oczywiście kilka rzeczy można było zrobić lepiej, inaczej, bo nikt nie jest omnibusem i na te poprawki też jestem chętny. Dlatego właśnie jeżdżę, rozmawiam, przyjmuję niektóre rzeczy na klatę. Nie unikam mediów, nawet po trudnym Euro, gdzie dużo wygodniej jest się schować.

To też ma pokazać środowisku, że warto postawić na pana?

Uważam, że prezes największego związku w Polsce nie może funkcjonować na zasadzie unikania kontaktów, że musi się spotykać z ludźmi, często z zagranicy, potrafić z każdym porozmawiać. Jak ktoś przychodzi do PZPN-u, to nie chce rozmawiać z pełnomocnikiem, przedstawicielem, czy nawet dyrektorem, tylko każdy pyta o prezesa. Sam zastanawiam się, czym jest i jak odczytywać ucieczkę przed mediami pana Kuleszy?

TVP podało komentatorów pierwszego półfinału Euro 2020: Włochy - HiszpaniaTVP podało komentatorów pierwszego półfinału Euro 2020: Włochy - Hiszpania

Pana program, czy też najważniejsze przesłanie, to?

To jest tak, że inne rzeczy są ważne dla baronów, inne dla prezesów klubów 1. ligi, a jeszcze inaczej patrzą na pewne sprawy prezesi klubów Ekstraklasy. Przesłanie jest jednak zasadnicze. Na dziś, chciałbym, by odpowiednie osoby wybrane do ścisłego kierownictwa PZPN, pełniące funkcje członków zarządu odpowiedzialnych za poszczególne departamenty, realnie sprawowały w tych departamentach władzę, żeby miały osoby do współpracy i prężnie działały. Chcę, żeby zarząd był organem, który przez wszystkich swych członków zarządza polską piłką. Chodzi o podzielenie się władzą z ludźmi, którzy na swoje funkcje zostali wybrani. Mieliśmy dziewięć lat dobrych i silnych rządów prezesa Zbigniewa Bońka, a teraz jestem pewny, że środowisko potrzebuje tej współodpowiedzialności i poczucia sprawczości.

To ja zapytam jakich ludzi, dyrektorów i kierowników chciałby pan jako ewentualny prezes mieć wokół siebie?

Nie jest to tajemnicą. W roli wiceprezesa PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego widzę Radosława Michalskiego. Paweł Wojtala na pewno byłby dobrym wiceprezesem do spraw szkolenia. Andrzej Padewski zająłby się sprawami organizacyjno-finansowych. Dobrym sekretarzem generalnym na następne pięć lat jest Maciej Sawicki, który ma ogromne kontakty i wiedzę.

A dobrym trenerem reprezentacji Polski na drugą część eliminacji MŚ 2022 będzie...

Uważam, że Paulo Sousa ma dobrą relację z drużyną, że włożył w naszą grę sporo optymizmu, oczywiście popełnił błędy, ale ten ich nie popełnia, kto nic nie robi. Kuriozalne błędy w wielu meczach popełniała sama reprezentacja, grała w kratkę. Miała słabe początki meczów, ale też ich dobre momenty. Spotkanie ze Szwecją trudno jest ocenić jednoznacznie, oczywiście określa je wynik, ale było podczas tego meczu sporo pozytywów, fajnej gry, więcej naszych sytuacji bramkowych, dominacji, ale były też wpadki w obronie. Co do trenera Sousy, to zgodzę się z tezą, że miał na to Euro mało czasu.

W styczniu dwa dni przed zwolnieniem Brzęczka chyba w sobotę o 8:30 rano zadzwonił do mnie Zbigniew Boniek, byłem na urlopie. Powiedział, że chce pożegnać się z selekcjonerem. Spytałem, dlaczego nie zrobił tego w listopadzie, jak analizowaliśmy jego pracę i zakończyły się kwalifikacje. W styczniu taki ruch uważałem za ryzykowny, pokazujący, że zmarnowaliśmy 50 dni. Do tego doszły potem problemy pandemiczne. Paulo Sousa nie mógł normalnie jeździć i oglądać piłkarzy, Te jego późne zatrudnienie nabrało wtedy jeszcze większej wagi. Teraz każdy oceniając Sousę zaznacza: miał mało czasu, uczył się. Nie zgadzałem się wtedy z Bońkiem w jego sposobie działania. Był jednak prezesem, zrobił, co uważał za słuszne. Teraz Sousa powinien dokończyć, co zaczął.

Edward Krychowiak o czerwonej kartce syna: Mogę tylko przeprosić kibicówOjciec Krychowiaka nie mógł dłużej milczeć. Mówi o wulgarnych i złośliwych opiniach

Czy 6 lipca będzie ważnym momentem poprzedzającym wybory? To wtedy rozstrzygnie się, kto zostanie wiceprezesem PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego. Wygra albo pana kandydat (Radosław Michalski), albo ten proponowany przez Kuleszę (Adam Kaźmierczak). Próba sił?

Na pewno będzie to ważna data, bo zostanie wybrany wiceprezes. Po drugie baronowie będą się w jakimś tam stopniu określać. Z drugiej strony to nie będzie dzień, który zdecyduje, kto wygra sierpniowe wybory. Bo jak głosy się rozłożą dziewięć do siedmiu czy osiem do ośmiu, czy siedem do dziewięciu, to nic to nie będzie znaczyło. Czym innym będzie też lipcowe głosowanie na wiceprezesa, czym innym sierpniowe na prezesa PZPN. Teraz każdy baron ma jeden głos, w sierpniu każdemu okręgowi przypisana jest inna liczba głosów. Podlasie ma np. dwa głosy, a Małopolska czy Dolny Śląsk mają po pięć.

A jak jest z pana poparciem w klubach Ekstraklasy i 1.ligi? To druga największa grupa głosujących.

Nie chciałbym tu za bardzo się zdradzać. Wiem, że druga strona ma taktykę medialnych wrzutek, czyli wpuszczania informacji z kim się rozmawiało, czego to się nie załatwiło. Ja też dużo z prezesami rozmawiam, byłem we wszystkich klubach. Wiem, gdzie nie warto już nawet pukać i mam przekonanie z kim warto jeszcze rozmawiać.

A z kim jest już pozamiatane?

Jeśli chodzi o piłkę zawodową, to powiedzmy, że mamy grupę białostocko-warszawską z Legią Warszawa, dla której liczy się tylko pójście do narożnika spychanie całej reszty i pokazywanie swojej ważności, co przejawia się w różnych aspektach, od finansowego począwszy. Czasem jak byłem na spotkaniach Ekstraklasy, ciężko mi było zrozumieć, jak trudno jest tam podjąć rozwiązania, które byłyby dobre i aprobowane przez 16 klubów, a nie były wynikiem narzucenia woli jednej czy dwóch drużyn.

A głosy z grupy sędziowskiej, trenerskiej, futsalowej i piłki kobiecej? Ich jest w sumie tylko osiem na 118, ale mogą okazać się cenne.

To są grupy, które mają zupełnie inne interesy, co jest zrozumiałe. Futsalowcom zależy na rozwijaniu ich dyscypliny, a piłce kobiecej, na wspieraniu ich rozgrywek. Jeśli chodzi o piłkę kobiecą to mam czyste sumienie, bo uważam, że związek przez te dziewięć lat zrobił ogromny krok i przyczynił się do jej rozwoju. A z drugiej strony zapytam, ile klubów Ekstraklasy chciało mieć przez te lata kobiecą drużynę piłkarską? Jeden. No to teraz możemy wrócić do tego, czym delegaci mogą się kierować przy wyborze prezesa, że to, co się naobiecuje, nie powinno być kluczowe. Fundamentem powinna być historia dwóch kandydatów, to co już zrobili dla piłki, jakimi są osobami.

Więcej o: