Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Odmiana Delta zaatakowała na Euro 2020. Tysiące kibiców zagrożonych

Duńskie władze sanitarne nie mają wątpliwości. Trzech kibiców groźny koronawirusowy wariant Delta musiało złapać na stadionie podczas meczu z Belgią. To dlatego na badania zaproszono 4 tys. osób siedzących w zagrożonych sektorach. Patrząc też na to, co dzieje się w Rosji i Anglii, trudno być optymistą, że kluczowa faza Euro przebiegnie bez covidowych problemów.

Prawdopodobnie minie kilka tygodni, zanim Duńska Agencja ds. Bezpieczeństwa Pacjentów zorientuje się, jak bardzo wariant Delta rozprzestrzenił się podczas trzech meczów Euro rozegranych dotychczas w Kopenhadze. Atmosfera na stadionie Parken, 23 tysiące widzów (60 proc. pojemności) oglądających kolejno mecz z Finlandią, Belgią i Rosją robiły wrażenie i w pewien sposób zachwycały. Pewne jest jednak, że mimo awansu Duńczyków do 1/8 finału, kilku, a może kilkunastu czy kilkudziesięciu kibiców mistrzostw Europy może nie wspominać z uśmiechem na ustach.

Zobacz wideo Czym zdenerwował trener Szwedów Jakuba Kwiatkowskiego? Kulisy otrzymania żółtej kartki

Na razie duńskie służby potwierdziły, że 17 czerwca na meczu z Belgią, odmianą Delta koronawirusa zainfekowały się na stadionie trzy osoby. Objawy pojawiły się u nich trzy, cztery dni po tym meczu.

Te trzy osoby, które się nie znają, prawdopodobnie zostały zarażone niezależnie od siebie. Na trybunach siedziały w trzech różnych sektorach. Anette Lykke Petri, dyrektor Duńskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Pacjentów sugeruje, że na Parken było "jedno lub więcej źródeł infekcji". Sugeruje, że do zakażeń raczej nie doszło podczas siedzenia na trybunach.

- Prawdopodobne jest, że ci kibice zainfekowali się, stojąc blisko osoby lub osób roznoszących infekcje w kolejkach do toalety, do napojów lub w drodze na stadion, czy wychodząc z niego - mówi Petri. Dyrektorka zdaje sobie sprawę, że na trzech duńskich infekcjach po meczu z Belgią może się nie skończyć.

- Oczywiste jest, że jeśli tak wielu ludzi było tak blisko siebie i mamy do czynienia z bardzo zaraźliwym wariantem, istnieje możliwość zainfekowania większej liczby osób - dodaje i zapewnia, że jej instytucja będzie chciała to zweryfikować.

To dlatego na testy PCR zaproszono kibiców z sektorów 1-7 położonych na trybunie C, na których przebywały zainfekowane osoby. To w sumie 4 tys. widzów. Duńskie ustalenia nieco zachwiały dotychczasowymi badaniami ekspertów, że na stadionach piłkarskich, ryzyko infekcji jest praktyczne żadne. Na Sport.pl opisywaliśmy wnioski z badań Holendrów, którzy przy użyciu specjalnej aparatury sprawdzali, jak na trybunach zachowują się cząsteczki cieczy. Według nich kluczowy w powstrzymywaniu rozprzestrzeniania się wirusów był przepływ powietrza i wentylacja, a nie odległość między kibicami. Tyle że holenderskie badania nie obejmowały tego, co dzieje się wokół trybun.

Duńczycy od końcowego epidemiologicznego bilansu Euro, są jeszcze dalecy. Tym bardziej że 22 czerwca grali w Kopenhadze z Rosją, a ostatni mecz Euro organizują za kilka dni. 28 czerwca do Kopenhagi zjadą się kibice Hiszpanii i Chorwacji. Drużyny z tych krajów będą tam bić się o ćwierćfinał imprezy. Na razie Duńska Agencja Bezpieczeństwa Pacjentów wskazała, że w związku z trzema meczami Mistrzostw Europy, w Danii doszło do 29 przypadków infekcji koronawirusem. W tej sytuacji trudno się dziwić, że inni gospodarze Euro, nie uchylają lub wręcz przymykają furtki dla kibiców.

"Mecze piłkarskie z udziałem widzów są nieuzasadnione"

Dla Szwedów środowe zwycięstwo nad Polską 3:2 i wygranie grupy E, oznacza, że gros ich kibiców nie zobaczy na żywo meczu 1/8 finału z Ukrainą. Gdyby Szwedzi zajęli drugie miejsce, kibicowską sytuację mieliby lepszą. Graliby w Kopenhadze. Los zesłał ich jednak do Glasgow, gdzie na wjeżdżających do kraju czeka 10-dniowa kwarantanna. Piłkarze są z niej zwolnieni, ale fani nie, wiec w praktyce niemal nikt ze Szwecji się na Wyspy nie wybierze.

- Robienie meczów fazy play-off w kraju, do którego nikt nie ma wstępu, to złe zaplanowanie imprezy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że na nasze spotkanie przyjedzie kilku Szwedów na stałe mieszkających w Glasgow - komentował szwedzki piłkarz Albin Ekdal.

W podobnej sytuacji co Szwedzi i Ukraińcy są zresztą kibice z Austrii i Włoch. Oni także nie zobaczą starcia w 1/8 finału ich drużyn w Londynie, bo na przyjezdnych do Anglii też nakładana jest 10-dniowa kwarantanna. To wynik znacznego wzrostu infekcji w tym kraju, spowodowanego głównie odmianą Delta. Dynamikę wzrostu widać choćby po ostatnich dniach. 22 czerwca w Anglii było 9 tys. nowych infekcji, 23 czerwca 12,5 tys., a 24 czerwca odnotowano tam najwyższą od początku lutego liczbę zakażeń przekraczającą 16 tysięcy!

W Monachium czeka nas tęczowy mecz?Niemcy chcą zgotować Węgrom tęczową bitwę. To nie będzie zwykły mecz

Obserwujący tę tendencję ekspert Socjaldemokratycznej Partii Niemiec ds. zdrowia Karl Lauterbach już kilka dni temu powiedział RTL, że "mecze piłkarskie z udziałem widzów są nieuzasadnione". Socjaldemokrata doradzał przeniesienie rozgrywek do innego kraju, choć negował, by spotkania przejęli Niemcy.

- To miłe, że teraz na przykład w Monachium na trybunach znów może zasiąść 14 tysięcy kibiców. Kiedy jednak widzę całkowicie zapełnione stadiony w innych krajach europejskich, mam pewne wątpliwości, czy jest to właściwa odpowiedź na obecną sytuację – skomentował z kolei kanclerz Niemiec Angela Merkel odwołując się do obrazków z Węgier czy Danii.

W takich okolicznościach cały czas toczą się też negocjacje między UEFĄ a władzami Wielkiej Brytanii, by z obowiązku kwarantanny zwolnić gości VIP, sponsorów i działaczy zaproszonych na mecze do Londynu. To tam oprócz 1/8 finału odbędą się też oba półfinały i finał mistrzostw Europy. Jeśli europejska federacja piłkarska wiele z Anglikami nie wskóra, to możliwe, że będzie chciała przenieść najważniejszą cześć euro do Budapesztu. Na Węgrzech nie ma limitów na piłkarskich stadionach, a wjazd do tego kraju legitymuje negatywny wynik testu na koronawirusa. 

Chętni na finał Euro są też Włosi, o czym poinformował ostatnio premier tego kraju.

Szwedzkie infekcje w Petersburgu i rosyjski strach przed Deltą

Innym miastem Euro trapionym przez koronawirusa jest obecnie Sankt Petersburg, gdzie swoje mecze (ze Słowacją i Szwecją) grała Polska. To obecnie w Rosji drugi po Moskwie ośrodek z najwyższą liczbą infekcji. Na stolicę przypada ok. 10 z 17 tys. nowych dziennych zarażeń. Na Petersburg "tylko" tysiąc, ale zdaniem zachodnich mediów przez Euro te dane mogą być zaniżane. Tym bardziej że Petersburg wyprzedza  Moskwę pod względem koronawirusowych zgonów. 

"Wenecja Północy" zrodziła się z obsesji i szaleńczych ambicji. Polacy w najgłębszej korupcyjnej studni

Obecnie notuje się ich tam ok. 100 dziennie. Jak pisał nasz wysłannik na Euro do Petersburga Bartłomiej Kubiak "Rosjanie nie czują strachu przed koronawirusem i nie chcą się szczepić", ale władze miasta na wykresy muszą jakoś reagować. Już w połowie czerwca wprowadziły zakaz organizowania imprez masowych, zamknięto też część restauracji i barów. Strefa kibica w mieście nie prowadziła sprzedaży napojów i posiłków (w Moskwie całkowicie ją zamknięto). Obecnie w Petersburgu nieczynne są też parki rozrywki i baseny, ale Euro idzie tam dalej swoim rytmem. Przyjezdni wjeżdżają tam z negatywnym testem na COVID, niektórzy poddawani są dodatkowym badaniom i wypełniają deklarację (o wjeździe na własną odpowiedzialność). Przykład, że o infekcje nie jest trudno, mieli dwaj szwedzcy fani, tuż przed meczem z Polską. Koronawirusa potwierdzono bowiem testami u osób ze stowarzyszenia "Żółta fala". Jak przyznawali sami kibice w dobrze zintegrowanej grupie 2 tys. osób przybyłych do Petersburga, trudno liczyć na to, że będą to jedyne dwa przypadki COVID-u u Szwedów.

To, że Rosjanie traktują sytuację w kraju poważnie, mogą świadczyć nakazy szczepień m.in. dla urzędników miejskich i pracowników usługowych z 10 regionów federacji. Wariant Delta, choć ciągle badany, uważany jest za szczególnie niebezpieczny, ponieważ może być 50 proc. bardziej zaraźliwy niż wariant Alpha, (zwany wariantem brytyjskim) i wiąże się z większym ryzykiem hospitalizacji.

Do końca Euro pozostało 15 meczów rozgrywanych w 11 miastach. Do Petersburga piłkarze przyjadą 2 lipca. ME zakończą się 11 lipca w Londynie. Polska z imprezy odpadła przy fazie grupowej. 

Więcej o: