Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Jak strzelisz, to cię zaje*****. Powiedziałem, że wyjadę z ligi, bo to nie ma sensu"

Artur Wichniarek udzielił wywiadu dla "newonce.sport", w którym opowiedział między innymi o czasach swojej gry w Widzewie Łódź. Przytoczył pewną historię, która miała miejsce przed meczem z Lechem Poznań i przez którą zdecydował się wyjechać do Niemiec.

Artur Wichniarek obecnie pracuje jako ekspert w Polsacie Sport. W czasach kariery piłkarskiej występował w takich klubach jak Widzew Łódź, Arminia Bielefeld czy Lech Poznań, którego był wychowankiem. W Niemczech wyrobił sobie markę, zdobywając dwa razy z rzędu koronę króla strzelców 2. Bundesligi w sezonach 2000/01 i 2001/02. Na swoim koncie ma także 18 występów w barwach reprezentacji Polski, w których zdobył cztery bramki. 

Zobacz wideo Tak słabego sportowo Lecha kibice dawno nie widzieli [Naszym Okiem]

Włoski dziennikarz przekonuje: Długa lista chętnych po Aleksandra BuksęMedia: Aleksander Buksa blisko transferu do ćwierćfinalisty Ligi Mistrzów

Wichniarek wspomina czasy gry w Widzewie. "Grożono mi"

W barwach Widzewa Artur Wichniarek występował tylko przez rok w latach 1998-1999. Do Łodzi przeniósł się z Lecha Poznań, którego był wychowankiem. Poznańscy kibice nie mogli wybaczyć swojemu napastnikowi, że zdecydował się odejść do jednego z największych ligowych rywali. Były piłkarz przytoczył w wywiadzie dla newonce.sporthistorię, która miała miejsce przed jego powrotem na Bułgarską w nowych barwach. To właśnie wtedy podjął decyzję o odejściu z Widzewa i przenosinach do Niemiec. 

- Powiem szczerze, moment, gdy powiedziałem, że muszę wyjechać i mam dosyć to był przedostatni mecz sezonu bodajże 1998/99. Graliśmy z Lechem i grożono mi, że jak strzelę bramkę, to mi się nic nie stanie, bo szanują mnie jako piłkarza, ale wiedzą, gdzie moja siostra chodzi do szkoły - wyznał Wichniarek. - Idę przez ciemny tunel na starej Bułgarskiej i ktoś mnie łapie za szyję i mówi: "K***a, nic nie jest załatwione. Jak strzelisz, to cię zaje*****". Gość stał przy budynku klubowym. Czyli musi mieć wjazd na stadion. Czyli to nie jest jakiś no name. W komentarzu po meczu dla Canal+ powiedziałem, że taka sytuacja nie może mieć miejsca, że wyjadę z tej ligi, bo to nie ma sensu - dodał. 

Przyznał także, że granie w tamtym spotkaniu było bardzo ciężkim przeżyciem. - Grało mi się niekomfortowo. Przegraliśmy z Lechem, z którym walczyliśmy o awans do eliminacji Ligi Mistrzów. Wiadomo, jakie były wtedy czasy. Ja z ręką na sercu, mogę powiedzieć, że nie dołożyłem się, by sędzia dobrze sędziował. To jest temat bardzo nieprzyjemny. Nie ma co go rozgrzebywać, bo ten proceder chyba się skończył - zakończył Wichniarek.

Zawodnik Pogoni Szczecin przyznał się do uzależnienia. Rusza proces w jego sprawieRusza proces piłkarza Pogoni Szczecin. Przyznał się do uzależnienia

Więcej o: