Największa niespodzianka tego roku. A w składzie dwóch Polaków. "Nie mieliśmy czasu trenować"

Dawid Szymczak
Lokomotiw Moskwa w kilka tygodni zmienił się nie do poznania: jesienią tracił po pięć goli z Krasnodarem i Dynamem Moskwa, skończył rundę na ósmym miejscu, a dziś goni rekord zwycięstw z rzędu i pierwszy w tabeli Zenit. Grzegorz Krychowiak strzela gola za golem, został wybrany piłkarzem kwietnia, a Maciej Rybus w ostatnim meczu dorzucił asystę. Jeszcze przed Euro mogą zdobyć dwa puchary.

- Do końca sezonu zostały nam trzy mecze w lidze i finał Pucharu Rosji. Na początek bardzo ważne spotkanie z liderem Zenitem Sankt Petersburg, które może dużo zmienić. Jesteśmy na drugim miejscu, tracimy sześć punktów, więc zadanie jest trudne, ale jeśli w niedzielę wygramy, to walka potrwa do końca. Jesteśmy w formie - przekonuje Grzegorz Krychowiak, reprezentant Polski i środkowy pomocnik Lokomotiwu.

Zobacz wideo Jakim trenerem jest Julian Nagelsmann? "U niego każdy piłkarz musi być elastyczny"

Wraz z korkami od szampanów wystrzeliła forma Lokomotiwu

Pod koniec zeszłego roku nikt nawet nie pomyślałby, że takie rozważania będą miały sens. Lokomotiw był na ósmym miejscu w tabeli, niezwykle męczył się nawet ze słabszymi zespołami, a od mocnych - Krasnodara i Dynama Moskwa - boleśnie obrywał (0:5 i 1:5). Kibice narzekali, że piłkarzom brakuje motywacji. W Lidze Mistrzów - w silnej grupie z Bayernem Monachium, Atletico Madryt i Salzburgiem - mimo ostatniego miejsca, spisywali się całkiem przyzwoicie. Dwa razy zremisowali z Hiszpanami, z Bayernem przegrywali nieznacznie (1:2 i 0:2). Za to w lidze patrzyło się na nich z trudem: snuli się po boisku, atakowali bez przekonania, kibice analizowali statystyki - środkowi pomocnicy biegali mniej niż w poprzednim sezonie, środkowi obrońcy popełniali więcej indywidualnych błędów, spadła liczba podań na połowie przeciwnika i pojawiły się spore problemy z kreowaniem sytuacji. "Nie chce im się" - brzmiała najpopularniejsza diagnoza.

Ale wraz z korkami od szampanów wystrzeliła forma Lokomotiwu. W 2021 roku wygrali wszystkie jedenaście meczów. Strzelili cztery gole z Rostowem, pięć z Tambowem, wygrali 3:0 z CSKA w półfinale Pucharu Rosji, pokonali 2:0 Spartak Moskwa. Awansowali na drugie miejsce i wciąż odrabiają straty do Zenita. Uszczelnili defensywę i coraz lepiej wyglądają z przodu. Bilans bramek w tym roku to 31:5. Od 26 lat Lokomotiw nie miał tak długiej serii zwycięstw. Jeśli wygra ostatnie trzy ligowe mecze i dojdzie do czternastu wygranych z rzędu, wyrówna rekord Zenita sprzed dwóch dekad. A to wszystko zaczęło się w Marbelli na kilkunastodniowym obozie przygotowawczym. 

Trudny sezon: prezes oskarżony o defraudację 150 mln, zmiana trenera, bunt kibiców i szalona intensywność 

Zanim jednak o wielkiej zmianie i eksplozji formy - cofnijmy się o osiem miesięcy. Już latem wielu kibiców spodziewało się, że to będzie bardzo trudny sezon. W maju odszedł trener Jurij Siomin, który z przerwami pracował w Lokomotiwie 20 lat, ale nie potrafił dogadać się z nowym prezesem Wasilijem Kiknadze. Poszło o władzę: Siomin miał za dużo do powiedzenia, Kikandze chciał ograniczyć jego wpływy. Poprzedni prezes Lokomotiwu - Ilija Gerkus - pozwalał mu decydować o wielu sprawach, w których normalni trenerzy nawet nie zabierają głosu. Siomin miał tak mocną pozycję, że zdarzało mu się na konferencjach prasowych otwarcie krytykować działania klubu. Gerkus nie reagował: dobre wyniki Siomina były rekompensatą, a poza tym nie chciał mieć wroga w legendzie klubu. W końcu jednak Gerkus musiał odejść - oskarżony o zdefraudowanie 150 milionów rubli (niemal 2 mln euro), marnotrawienie klubowych pieniędzy i przeprowadzanie nieprzemyślanych transferów. W Lokomotiwie zaczęło się nowe rozdanie - nowy prezes sprowadził nowego trenera, Marko Nikolicia. Kibicom się to nie spodobało. Byli wyznawcami Siomina, nie chcieli nikogo innego.

Grzegorz Krychowiak podsumował pierwsze zgrupowanie Paulo Sousy. Grzegorz Krychowiak podsumował pierwsze zgrupowanie Paulo Sousy. "Tutaj coś takiego widziałem"

"Zwolnienie Siomina uważamy za jedną z najbardziej nikczemnych i nieuzasadnionych decyzji w historii Lokomotiwu. Ta decyzja jest sprzeczna z logiką, tradycją i historią. W związku z tym oświadczamy, że dalsza interakcja i współpraca z tzw. zarządem klubu nie jest już możliwa. Żądamy rezygnacji" - pisali w oświadczeniu kibice Lokomotiwu.

Fani martwili się nie tylko zmianą trenera, ale też przyszłością klubu. W czasie pandemii koronawirusa, państwowe koleje, które wspierają klub, podobnie jak inne gałęzie transportu, ucierpiały finansowo. Dlatego musiały ciąć koszty. Najłatwiej było im zrezygnować ze wspierania Lokomotiwu, a to doprowadziło do odejścia kilku bardzo dobrze opłacanych piłkarzy - m.in. Aleksieja Miranczuka. Mówiło się, że sprzedany może zostać także Grzegorz Krychowiak, po którego latem zgłaszał się Zenit Sankt Petersburg, ale Polak ostatecznie został w klubie. I jest jednym z najważniejszych piłkarzy. 

Dlaczego zimowy obóz był tak ważny? "95 procent swojej gry, 5 procent dopasowania do rywala"

Nikolić przejął zespół zaledwie pięć dni przed czerwcowym wznowieniem rozgrywek i mimo niesprzyjającej atmosfery wokół klubu zdołał awansować do Ligi Mistrzów. Od początku nowego sezonu jego zespół jednak zawodził. Kibice narzekali. Zarzucali wspomniany już brak ambicji i motywowanie się tylko na mecze w Champions League. Chcieli powrotu Siomina. A gdy na koniec roku Lokomotiw w jednym tygodniu przegrał 0:5 z Krasnodarem i 2:3 z przeciętym Khimki, wydawało się, że Nikolić rzeczywiście może tego nie przetrwać. Już wcześniej brakowało mu wsparcia prezesów. Ci przez święta jeszcze raz wszystko przemyśleli i postanowili jednak dać mu szansę. Mógł polecieć z drużyną do Hiszpanii na swój pierwszy obóz przygotowawczy. Latem takiej szansy nie miał, bo jeden sezon się skończył, a drugi zaczął. Właściwie nie było żadnej przerwy. Grzegorz Krychowiak mówił w rozmowie ze Sport.pl, że dwa sezony zlały mu się w jedną całość.

- To nie jest żadna wymówka dla słabych wyników, ale ich wyjaśnienie. Byłem nowym trenerem. Nie miałem swojego obozu przygotowawczego, tych kilku tygodni poświęconych tylko na pracę i testowanie różnych wariantów w sparingach. Przez pandemię tego nie było. Trzeba było gonić, więc kalendarz był napięty. Awansowaliśmy do Ligi Mistrzów i od tej pory graliśmy dwa mecze tygodniowo. Znów nie było czasu na budowę systemu. Wiecie co jesienią decydowało o wyjściowym składzie? Zdrowie piłkarzy. Mieliśmy tak dużo kontuzji, że grał ten, kto był w stanie - opowiadał "Sport.ru" trener Marko Nikolić.

Polska ewenementem na skalę Europy. Polska ewenementem na skalę Europy. "Tylko pięć-sześć krajów płaci od nas więcej"

- Jeśli ktoś powie, że grał wcześniej w takim harmonogramie, będzie kłamał. Kiedyś grałeś we wtorek w Lidze Mistrzów, w niedzielę w lidze i następny mecz miałeś dopiero w kolejny weekend. Później znów był tydzień z dwoma meczami. W tym roku mecze Ligi Mistrzów były co tydzień. Wyjątkiem była przerwa między III a IV rundą kwalifikacji. Ale w tym czasie też mało kto odpoczął, bo odbyły się trzy mecze reprezentacyjne, czego również wcześniej nie doświadczyliśmy. Przy takim kalendarzu musisz mieć szeroki i stabilny skład. Latem i na początku Ligi Mistrzów taki mieliśmy. Później kilku zawodników odeszło, innych wyeliminowały kontuzje. Nasze działania przez pół roku określiłbym jednym słowem: improwizacja - mówił Nikolić.  

W wywiadzie ze "Sport.ru" serbski trener odniósł się też do przywoływanych przez kibiców statystyk, które miały być dowodem braku motywacji u jego piłkarzy. - Jak możesz robić dużo sprintów, jeśli przeciwnik broni się bardzo nisko przez cały mecz? Po prostu nie ma miejsca na sprinty. Kibice porównywali nasze statystyki z meczów z Bayernem i Atletico z meczami przeciwko zespołom z dołu tabeli ligi rosyjskiej. Były niemal dwukrotnie niższe. Ale absolutnie nie chodziło o naszą motywację. W ligowych meczach po prostu nie mieliśmy miejsca, żeby dużo biegać. Z kolei z Bayernem i Atletico to my zdobywaliśmy przestrzeń kontratakami - tłumaczył.

- Dochodzi coś jeszcze. W normalnych okolicznościach mecze wyglądają w ten sposób, że 95 proc. gry to nasze zasady, a 5 proc. to dopasowanie do rywala po analizie jego gry. Ale jesienią nie było w naszej grze tych 95 proc. Nie mieliśmy swoich zasad, swojego stylu gry. Nie mieliśmy czasu nad nimi pracować, bo 80 procent naszych jesiennych treningów to była regeneracja. Bazowaliśmy więc na analizie i - powtórzę to słowo - improwizacji. Na koniec roku byliśmy na ósmym miejscu. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek był ósmy. Powiedziałem moim piłkarzom na początku przygotowań w Marbelli, że to poniżej moich ambicji. Też byli rozczarowani i zawiedzeni. Ale wiedzieliśmy, jak to zmienić. 

Grzegorz Krychowiak: Muszę mieć siłę, żeby w 70. minucie przebiec sprintem 30-40 metrów i znaleźć się pod bramką

- Pierwsza część sezonu pokazała nam, że jesteśmy uzależnieni od treningu. Kiedy ćwiczyliśmy we właściwym tempie, wyniki były niezłe. Gdy tylko jakość treningów spadała, wyniki również były coraz gorsze. Na obozie wreszcie mieliśmy czas trenować, więc byłem pewien, że po nim nasza gra się poprawi. I tak się stało: pierwszy trening był znakomity, kolejne też. Poprawę było widać już w sparingach, piłkarze nabierali pewności siebie. Postęp był za duży, by nie przełożył się na ligę - mówił Nikolić w "Sport.ru".

Po obozie Lokomotiw zmienił ustawienie, kilku zawodników gra na innych pozycjach, inni dostali nowe zadania. Nikolić mówi, że kluczowi dla nowego systemu są środkowi pomocnicy. I chwali Krychowiaka: - To szóstka, ósemka, dziesiątka. Wszystko zależy od potrzeb. Teraz częściej może grać przy polu karnym przeciwnika.

- Właściwie przez pół roku graliśmy mecze co trzy dni. Ale cofnąłbym się jeszcze dalej i zaczął od tego, że przed sezonem nie mieliśmy żadnego obozu. Dostaliśmy tylko pięć czy sześć dni wolnego i już ruszaliśmy z kolejnym sezonem. Nawet nie odczułem, że jeden się skończył i zaczął drugi. Zlewało mi się to w całość. A później rzeczywiście mecze były co trzy dni. Przyjechałem na pierwsze zgrupowanie kadry już z siedmioma rozegranymi meczami, reszta piłkarzy miała po jednym. Ten bardzo intensywny początek i szybkie rozpoczęcie sezonu w lidze rosyjskiej negatywnie odbiło się pod koniec roku. Widać to było po naszych wynikach. Dopiero w styczniu mogliśmy trochę odpocząć i pojechaliśmy na obóz. Zawsze mówię, że jeśli jesteś dobrze przygotowany fizycznie, to wszystko idzie w odpowiednim kierunku. Umiejętności i jakość - swoją drogą. Ale muszę po prostu mieć siłę, żeby w 70. minucie przebiec sprintem 30-40 metrów i znaleźć się pod bramką. Dopiero później dochodzi do uderzenia. I albo jest celne, albo nie. Ostatnio na szczęście sporo jest tych celnych - mówi nam Grzegorz Krychowiak.

'Druga połowa'Krychowiak zagrał w filmie, Pazura został trenerem reprezentacji Polski

Jego forma układa się podobnie jak forma całego zespołu. Słaba końcówka poprzedniego roku i świetne występy w 2021. Lokomotiw był na ósmym miejscu, a Krychowiak miał dwa gole. Teraz Lokomotiw jest wiceliderem, a Polak ma już jedenaście goli, najwięcej w karierze. - Ani zespół nie zależy ode mnie, ani ja od zespołu. To idzie w parze. W niektórych meczach ja pomogę drużynie i trochę ją pociągnę, ale zazwyczaj sam potrzebuję wsparcia zespołu, żeby wykorzystywać sytuacje i strzelać gole. Nie ma się co oszukiwać, nie jestem piłkarzem, który weźmie piłkę, okiwa pięciu i strzeli. Cała drużyna zrobiła postęp, więc naturalnie każdy wypada lepiej indywidualnie - tłumaczy.

Lokomotiw od kilku miesięcy stwarza też znacznie większe zagrożenie po stałych fragmentach gry. Przyczyn też należy szukać w Marbelli. - Moje drużyny zawsze były mocne w tym elemencie, ale znów: potrzebowałem czasu, żeby przećwiczyć kilka wariantów w ataku i ustabilizować zespół w naszym polu karnym. W rundzie jesiennej straciliśmy tylko jednego gola po rzucie rożnym. Bardzo dobrze znałem Radomira Anticia, jedynego trenera, który pracował z Realem Madryt, Barceloną i Atletico. Był mistrzem stałych fragmentów. Miał dom w Marbelli, teraz mieszka tam jego żona, więc zawsze, gdy jadę tam na obóz, myślę o nim. Antić opierał rzuty rożne na fałszywych ruchach zawodników. Nie wstydzę się przyznać, że bardzo wpłynęło na mnie jego Atletico z sezonu 1995/1996, gdy wygrali ligę i Puchar Hiszpanii zdobywając mnóstwo bramek po stałych fragmentach gry. Jeśli porównasz ich schematy z naszymi, zobaczysz podobieństwa - zapewnia Nikolić.  

Ralf Rangnick doradzą Lokomotiwu Moskwa

W Lokomotiwie cieszą się dobrymi wynikami, ale spoglądają do przodu. Jedni z obawą - bo z kilkoma ważnymi zawodnikami szefowie klubu wciąż nie podpisali nowych kontraktów i coraz więcej mówi się o odejściu Nikolicia, który jest rozczarowany biernością prezesów. Drudzy z nadzieją - bo doradcą klubu został Ralf Rangnick, niemiecki trener i dyrektor sportowy, który przez ostatnie lata pracował w stajni Red Bulla. Jak podaje niemiecka prasa, jego zadaniem jest "stworzenie koncepcji sportowo-strukturalnej". Rangnick ma opinię doskonałego organizatora, w przeszłości pomógł rozwinąć m.in. Hoffenheim i RB Lipsk. Był mentorem Juliana Nagelsmanna, Ralpha Hasenhuettla, Adiego Huettera.

Lokomotiw jest na drugim miejscu w tabeli, premiowanym grą w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Doszedł też do finału Pucharu Rosji, w którym zagra z Samarą, liderem drugiej ligi. Zespół Krychowiaka i Macieja Rybusa jest więc zdecydowanym faworytem. - Już w niedzielę gramy z Zenitem bardzo ważny mecz. Chcemy go wygrać i sprawić małą niespodziankę w walce o mistrzostwo Rosji. Jesteśmy też w finale Pucharu Rosji, więc do końca sezonu chcemy się bić o oba tytuły - mówi Krychowiak.

Więcej o: