Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłkarskie jaja w Kolumbii. Ten mecz przejdzie do historii. "Zawartość premium, za którą chcę płacić"

Siedmiu zawodników Rionegro Aguilas musiało zagrać ligowy mecz z Boyaca Chico, bo zostali oni zdziesiątkowani przez koronawirusa. Liga nie zgodziła się przełożyć meczu, a nadawca rozgrywek ocenzurował protest siódemki, która wyszła na boisko. Rywale natomiast męczyli się do 57. minuty, trener-właściciel dokonał podwójnej zmiany jeszcze przed upływem kwadransa, potem wpuścił na boisko swojego syna. To wszystko odbyło się w lidze kolumbijskiej. - To jest zawartość premium, za którą chcę płacić - pisał relacjonujący całe zdarzenie brytyjski dziennikarz.

Drużyna Rionegro Aguilas została zdziesiątkowana przez koronawirusa i kontuzje. Z kadry drużyny wypadło aż 22 piłkarzy. Na spotkanie z Boyaca Chico trener miał do dyspozycji siedmiu graczy, czyli dokładnie tyle, ile musi pojawić się na boisku, aby mecz mógł zostać rozegrany. Klub poprosił władze ligowe, aby ich najbliższe spotkanie z Boyaca Chico zostało przełożone na inny termin.

Zobacz wideo "Dostaliśmy futbol na najwyższym poziomie. W El Clasico było wszystko"

Telewizja ocenzurowała protest piłkarzy

Te były nieubłagane i zarządziły rozegranie meczu mimo wszystko. I tak w niedzielę na boisko wyszło siedmiu piłkarzy Rionegro Aguilas. W siedmioosobowej kadrze znalazło się dwóch bramkarzy, a jeden z nich zagrał w polu. Na mecz wyszedł w stroju bramkarskim, na co zainterweniował sędzia nakazując mu zmianę trykotu. Dlatego początek meczu się lekko opóźnił. Wcześniej piłkarze Rionegro ustawiając się w rzędzie zaprezentowali dwa transparenty o treści "Życie przede wszystkim" i "Fair play". Kibice nie mogli się dowiedzieć o tym z telewizji. Ta transmitowała mecz, ale nie pokazała tego protestu piłkarzy. – Przed meczem Winsports, oficjalny nadawca, nie przeprosił za tę p********ą żenadę – napisał relacjonujący całe wydarzenie Carl Worswick, brytyjski dziennikarz mieszkający w Kolumbii.

Smutny Robert Lewandowski w materiale Łączy Nas PiłkaNiemcy podali najnowsze informacje ws. kontuzji Roberta Lewandowskiego. Kiedy wróci do gry?

Komiczny mecz. Nie mieli pomysłu na sforsowanie siedmioosobowej obrony

Mogłoby się wydawać, że mecz zakończy się absolutną demolką zespołu, w którym na boisku pojawiło się zaledwie siedmiu piłkarzy. Tak się jednak nie stało, bo okazało się, że rzadkiej sztuki dokonał trener Boyaca Chico. Otóż niespecjalnie trafił on ze składem na mecz i już po 14 minutach dokonał podwójnej zmiany, która miała zwiększyć siłę ognia jego zespołu. W pierwszej połowie nic to nie dało. – Śmiejemy się z członkami produkcji ESPN Argentina, którzy przy okazji biorą udział w szkoleniach dla techników – napisał argentyński dziennikarz Paolo Arenas, publikując nagranie z meczu. Widać na nim, jak nieporadnie rozgrywają piłkę piłkarze Boyaca Chico, mając naprzeciw siebie tylko siedmiu obrońców. Wyglądało to komicznie i aż ciężko powiedzieć, czy może chcieli oszczędzić przeciwników, czy po prostu nie mieli pomysłu, aby sforsować obronę zdziesiątkowanego rywala.

Aguilas przetrwali całą pierwszą połowę bez utraty gola. Ich bramkarz (ten, który stanął między słupkami) nie miał nawet zbyt wiele pracy, bo Chico oddali zaledwie cztery celne strzały. Dwa razy na bramkę uderzali nawet gospodarze. John Perez próbował dwukrotnie zaskoczyć bramkarza rywali uderzeniem z własnej połowy, ale bez powodzenia.

Trener-właściciel posłał syna na boisko

W drugiej połowie padły w końcu bramki. Pierwsza jednak nie została uznana. W 50. minucie goście trafili do siatki, ale sytuacja została poddana weryfikacji VAR. Trwała ona aż cztery minuty i po tym czasie sędzia anulował gola dla Chico. Jednak w 57. minucie było już 1:0 i Eduardo Pimentel, trener gości, a jednocześnie właściciel Boyaca Chico, posłał na boisko Jacobo Pimentela. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa, piłkarz jest synem trenera. – Zapewniam, że normalnie Jacobo nie dostałby kontraktu w żadnym innym zespole pierwszej czy drugiej ligi w Kolumbii – przekonywał Worswick odpisując jednemu z kibiców, który nie widział w tym zdarzeniu nic zdrożnego.

Piłkarz Legii jedno, a trener drugie. W Piłkarz Legii jedno, a trener drugie. W "chcieliśmy" Michniewicza trudno uwierzyć po takim meczu

W 68. minucie padła druga bramka, a w 77. minucie trzecia, tym razem z rzutu karnego. – Jeszcze jeden gol i zobaczymy "kontuzjowanego" zawodnika Rionegro – przewidywał Worswick. I nie pomylił się. – Mecz przerwany. Zawodnik Rionegro upada na ziemię i zostaje ściągnięty z boiska. Z sześcioma piłkarzami na murawie mecz nie może toczyć się dalej. Co za p********a strata czasu nas wszystkich – grzmiał Worswick. Mecz ostatecznie zakończył się walkowerem. Chico wygrali 3:0 i dzięki temu zwycięstwu zrobili mały krok w stronę utrzymania się w lidze.