Ponad 6500 powodów Kataru do wstydu. "Nowoczesne niewolnictwo" zbiera śmiertelne żniwo

Od 2011 roku ponad 6500 imigrantów straciło życie przy pracach związanych z organizacją mistrzostw świata w Katarze - alarmuje "The Guardian". Organizacje pozarządowe oskarżają rząd o obojętność na życie pracowników, a norweskie kluby jako pierwsze nawołują do bojkotu imprezy.

Kontrowersje wokół mundialu w Katarze ciągną się latami. Już w 2015 roku "Washington Post" informował, że w Katarze zmarło około 1200 imigrantów, którzy budowali stadiony. W opublikowanym rok wcześniej przez Międzynarodową Konfederację Związków Zawodowych (ITUC) raporcie, czytamy o fatalnych warunkach zatrudnienia imigrantów z najróżniejszych krajów – Kenii, Filipin, Sri Lanki, Nepalu, Indii i innych.

Zobacz wideo Brzęczek miał odmłodzić kadrę? Boniek: To nie był jego cel

System zatrudnienia imigrantów w Katarze zakłada pełną kontrolę pracowników przez pracodawców. Robotnicy nie mogą zmienić pracy bez uzyskania odpowiedniej zgody aktualnego pracodawcy, nie mogli też tak sobie wyjechać z kraju – do tego potrzebna była specjalna wiza. Jedna z pracownic wyznała, że jej pracodawca zażądał wysokiego depozytu w zamian za zgodę na wyjazd z Kataru, który pracownikom przysługuje raz na rok. Prawo dotyczące wiz potrzebnych do wyjazdu zostało zniesione w styczniu 2020 roku, jednak organizacje pozarządowe informowały, że mimo tego dochodzi nawet do aresztowań pracowników, którzy opuszczają Katar bez zgody pracodawcy.

Składasz skargę? Spodziewaj się deportacji w ciągu 12 godzin

Innym przykładem była historia Filipińczyka, który zatrudnił się w branży transportowej. Wyznał on, że podpisał kontrakt, według którego miał zarabiać 484 dolary miesięcznie. Na miejscu dowiedział się, że ten kontrakt jest nieważny i nakazano podpisać mu nowy, tym razem 376 dolarów. W międzyczasie został pozbawiony paszportu. Odmówił podpisania umowy, ale jednak zaczął pracować, bo zmusiły go do tego jego długi. Jak twierdzi, złożenie skargi w odpowiednich instytucjach skutkuje deportacją w ciągu 12 godzin.

Konfiskata paszportów, niskie płace, praca po kilkanaście godzin dziennie w nawet 50-stopniowym upale, fatalne warunki zakwaterowania. O BHP nawet nie ma co wspominać. Jeden z pracowników wymienionych w raporcie ITUC ujawnił, że gwóźdź trafił go w oko. Nie dostał żadnych okularów do ochrony. Walka o odszkodowanie jest uciążliwa. Pracownikowi sześć miesięcy zajęło kompletowanie dokumentów. Za tłumaczenie musiał zapłacić sam. W raporcie są również wspomniane tragiczne losy kobiet pracujących w katarskich domach – niewywiązywanie się z umów, bicie, a nawet próby gwałtu.

Przez te lata niewiele się zmieniło. Rok temu "Guardian" informował, że pandemia koronawirusa nie wpłynęła jakkolwiek na prace imigrantów. Mimo że w kraju zabroniono zgromadzeń, to roboty trwały nadal. Ponownie nie zapewniono pracownikom żadnych środków ochrony. Zalecano trzymać dystans społeczny, ale na budowie to niemożliwe. Na miejsce pracy robotnicy dostają się w zatłoczonych busach. A kiedy z niej wracają, mieszkają po 10 osób w jednym pokoju.

- Martwię się wirusem, ale pracuję, bo potrzebuję pieniędzy – mówił "Guardianowi" budowlaniec z Kenii. – Maskę musiałem kupić sobie sam. Ci, co ich nie mają, zasłaniają się kawałkiem materiału – wtóruje mu Nepalczyk. Podobne komentarze pojawiały się w sieci. – Jak my niby mamy zachować dystans na budowie? Nikogo nie obchodzi nasze bezpieczeństwo. Myślicie, że nie chcemy żyć? Że nie chcemy zobaczyć naszych rodzin? – pytał jeden z internautów.

Teraz brytyjska gazeta informuje o szokujących danych dotyczących śmiertelności wśród imigranckich robotników. Z analizy wynika, że od 2011 roku co najmniej 6500 osób z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu czy Sri Lanki zmarło w Katarze. Opierając się na źródłach rządowych "Guardian" wyliczył, że każdego tygodnia umiera 12 osób z tych krajów. Przypomnijmy – to tylko dane z wyżej wymienionych państw. Nie uwzględniają one imigrantów z innych państw, jak Filipiny czy Kenia, bo do tych danych nie udało się dotrzeć. Nie uwzględniono także ostatnich miesięcy 2020 roku i pierwszych 2021. – Znaczna część imigrantów, którzy zmarli od 2011 roku była w Katarze tylko dlatego, że ten został gospodarzem mistrzostw świata – mówi Nick McGeehan, dyrektor grupy adwokackiej specjalizującej się w prawach pracowniczych w tym regionie.

"Przyczyny naturalne", czyli upał, przemęczenie i zaniedbania

Najczęstszą przyczyną śmierci imigrantów podawaną przez władze katarskie jest śmierć z przyczyn naturalnych. Rzecz jasna ciężko w to uwierzyć, zwłaszcza rodzinom zmarłych imigrantów. Wielu z nich wyjechało do obcego kraju po to, żeby zapewnić byt swoim najbliższym. Ci są z kolei pozbawieni członka rodziny, dochodu, a rekompensaty nie otrzymują. Przyczyną tego jest właśnie podawanie powodu zgonu jako "przyczyny naturalne". Rzadko kiedy dochodzi do sekcji zwłok zmarłych pracowników. A kiedy nie da się jednoznacznie wskazać związku pracy ze zgonem, to nie trzeba potem wypłacać odszkodowania rodzinie. W 2019 roku Guardian informował, że taką "przyczyną naturalną" jest m.in. praca w 50-stopniowym skwarze przez wiele godzin bez odpoczynku. Upały w Katarze to powód, dla którego turniej przeniesiono z miesiąców letnich na zimowe, aby temperatura nie przeszkadzała piłkarzom.

W 2019 roku jedną z ofiar był Hindus, Madhu Bollapally. Przyjechał do Kataru w 2013 roku. Od tamtej pory rodzina go nie widziała. W 2019 roku jego kolega znalazł go leżącego w bezruchu na podłodze. 43-latek zmarł. Jako powód podano "zawał serca z przyczyn naturalnych". Jego rodzina – żona i 13-letni w momencie wyjazdu ojca syn – otrzymali odszkodowanie. 114 tysięcy rupii (około sześciu tysięcy złotych). Rodzina do dzisiaj nie może pojąć, jak zmarł ich bliski. Był zdrowy, nie miał problemów.

Mohammad Miah z Bangladeszu zmarł we wrześniu zeszłego roku na skutek zaniedbań w zapewnieniu pracownikom bezpiecznych warunków zamieszkania. Na skutek deszczu woda dostała się do pomieszczenia, w którym mieszkał. Niestety, woda weszła w kontakt z odkrytymi, niezabezpieczonymi kablami. Kiedy Miah wdepnął w kałużę, poraził go prąd. Nie udało się go uratować. Agencji rekrutującej do pracy w Katarze zobowiązał się zapłacić ponad 350 tysięcy rupii (niespełna 20 tysięcy złotych), aby zostać zatrudnionym. Dług przeszedł na zrozpaczonych i biednych rodziców, którzy do tej pory nie otrzymali żadnej rekompensaty.

Mniejsze pieniądze zapłaciła rodzina 20-letniego Nepalczyka, ale ta historia również skończyła się tragicznie. Ghal Singh Rai po zaledwie tygodniowym pobycie w Katarze odebrał sobie życie. – Brakuje transparentności w wyjaśnianiu tych zdarzeń. Katar musi poprawić swoje standardy bezpieczeństwa i higieny pracy – mówi May Romanos z Amnesty International.

Według informacji "Guardiana" około 70 procent zmarłych z Indii, Nepalu czy Bangladeszu traci życie z przyczyn naturalnych. Dalej wymienia się wypadki drogowe, samobójstwa, wypadki w miejscu pracy, występuje nawet mały odsetek morderstw.

Rząd: Liczba zgonów proporcjonalna do siły roboczej. Human Rights Watch: "Za nic mają życie pracowników".

- Głęboko żałujemy wszystkich tych tragedii i zbadaliśmy każdy incydent, aby wyciągnąć wnioski. Zawsze zachowywaliśmy przejrzystość w tym temacie i kwestionowaliśmy nieprawdziwe stwierdzenia dotyczące liczby pracowników, którzy zmarli przy naszych projektach – to komentarz komitetu organizacyjnego mistrzostw. Również katarski rząd nie widzi nic nadzwyczajnego w tych danych. Według władz liczba zgonów jest proporcjonalna do wielkości siły roboczej. Dodaje, że statystyki obejmują pracowników umysłowych, którzy zmarli z przyczyn naturalnych po wielu latach życia w Katarze. Dodano, że wszyscy obywatele i cudzoziemcy mają dostęp do bezpłatnej opieki medycznej na wysokim poziomie, a w ciągu ostatniej dekady nastąpił spadek śmiertelności wśród imigrantów.

- Dzięki bardzo rygorystycznym środkom bezpieczeństwa i higieny pracy częstotliwość wypadków na budowach związanych z mistrzostwami świata była niska w porównaniu do innych projektów budowlanych na świecie – to z kolei komentarz FIFA.

- Wezwaliśmy Katar do zmiany prawa dotyczącego sekcji zwłok, aby wymagać śledztw w sprawie wszystkich nagłych i niewyjaśnionych zgonów, a także do przyjęcia przepisów, które będą wymagać, aby wszystkie akty zgonu zawierały medycznie udokumentowaną przyczynę śmierci. Katar nadal ociąga się w tak kluczowej sprawie, mając za nic życie pracowników – mówi Hiba Zayadin, działaczka z Human Rights Watch.

Skandynawowie chcą bojkotu

Do bojkotu turnieju w Katarze namawiają norweskie kluby, a także tamtejsi kibice. Jako pierwszy oficjalny komunikat wydał Tromsoe IL. – Nie akceptujemy korupcji, nowoczesnego niewolnictwa i masowych zgonów w imię futbolu. Tromsoe IL zaapeluje do norweskiego związku piłki nożnej o wsparcie bojkotu – napisano w komunikacie. Pod tym stanowiskiem podpisało się kilka kolejnych klubów, a niedawno dołączył do nich Rosenborg, 26-krotny mistrz kraju. Również norwescy kibice próbują wywrzeć presję na tamtejszej federacji piłkarskiej. Jakakolwiek decyzja będzie mogła zostać jednak podjęta dopiero za rok, kiedy dojdzie do walnego zgromadzenia. Natomiast w Danii powstała petycja nawołująca do bojkotu mistrzostw. Na razie podpisało ją około siedmiu tysięcy osób. Jeżeli do 8 czerwca podpisze ją 50 tysięcy obywateli, wtedy będzie musiała ona zostać przedyskutowana przez tamtejszy parlament.

Katar został ogłoszony organizatorem mistrzostw świata w grudniu 2010 roku. Wybór ten w późniejszych latach wzbudził kontrowersje ze względu na ujawnione kulisy wyboru tego kraju. Według informacji "France Football" katarscy szejkowie kupili prawa do organizacji imprezy w zamian za obietnice zainwestowania w Paris Saint-Germain. Mimo wielu apeli o odebranie Katarowi prawa do organizacji mistrzostw kraj ten pozostał gospodarzem imprezy. Ta została zaplanowana w terminie od 21 listopada 2022 do 18 grudnia 2022.

Więcej o:
Copyright © Agora SA