Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wielkie pieniądze miały zrobić z nich najsilniejszą ligę na świecie. Dziś kluby bankrutują

Wielkie pieniądze miały sprawić, że liga chińska stanie się jedną z najsilniejszych na świecie. Tamtejszy rząd i federacja piłkarska zrozumiały jednak, że nie wszystko można kupić. Dziś kluby z Chin albo bankrutują, albo są na skraju upadku.

Kiedy w grudniu 2015 r. chińska spółka Suning Appliance Group kupiła klub z miejscowości Jiangsu, wydawało się, że w kraju rośnie kolejny potentat. Zaledwie miesiąc później Jiangsu Suning za blisko 80 mln euro kupił Alexa Teixeirę z Szachtara i Ramiresa z Chelsea. Za transfer pierwszego Chińczycy zapłacili aż 50 milionów euro, przebijając ofertę Liverpoolu.

Zobacz wideo Niespodziewany kandydat do gry w kadrze. "Nigdy nie strzeliłem dwóch goli w meczu" [SEKCJA PIŁKARSKA #79]

Transfery długo nie przekładały się na sukces sportowy. Do niedawna największym osiągnięciem Jiangsu Suning był finał Pucharu Chin, do którego zespół awansował w 2016 r., przegrywając w dwumeczu z Guangzhou Evergrande. O Suning robiło się głośniej tylko, gdy klub planował kolejne wielkie transfery. W lecie 2019 r. Chińczycy prowadzili rozmowy z Garethem Balem, jednak transakcja ostatecznie nie doszła do skutku.

Marzenia właścicieli Jiangsu Suning spełniły się pod koniec roku, gdy klub pierwszy raz w historii wywalczył mistrzostwo Chin. Był to pierwszy i - jak się okazało - ostatni sukces tej drużyny. Kilka dni temu, ledwie trzy miesiące po wywalczeniu tytułu, Jiangsu Suning ogłosiło upadek.

Media: Raphael Varane odejdzie z Realu Madryt. 70 mln euroMedia: Raphael Varane odejdzie z Realu Madryt. 70 mln euro

Bankructwo mistrza kraju przykuło uwagę światowych mediów, jednak to tylko część kłopotów, które trawią tamtejszy futbol. Liga chińska, która za sprawą pieniędzy miała zostać światową potęgą, znalazła się na zakręcie. Piłkarze, którzy widzieli w niej projekty ciekawsze od europejskich, dziś omijają ją szerokim łukiem, a ci, którzy w niej jeszcze zostali, szykują się do rychłego wyjazdu.

Przepłacone gwiazdy

Minęło już ponad 10 lat od momentu, w którym obecny prezydent Chin Xi Jinping ogłosił wieloletni plan budowy potężnej ligi oraz reprezentacji. Chińczycy zainwestowali ogromne pieniądze w zagraniczne know-how, sprowadzając gwiazdy i trenerów z europejskich lig, a jednocześnie postawili na nowoczesny system szkolenia dzieci i młodzieży. Inwestowano zarówno publiczne pieniądze, jak i te z międzynarodowych, prywatnych firm.

To dlatego w ostatnich latach Chińczyków stać było na m.in. na zatrudnienie Carlosa Teveza, Oscara, Javiera Mascherano, Marouane'a Fellainiego, Axela Witsela, Stephana El Shaarawy'ego, Alexandra Pato, Paulinho, Ezequiela Lavezziego, Yayę Toure, Marka Hamsika, Hulka i Yannicka Carrasco. W tamtejszych klubach pracowali też Felix Magath, Rafa Benitez, Fabio Capello czy Luiz Felipe Scolari.

Potencjał ligi chińskiej wydawał się nieograniczony. Tamtejsze kluby nie liczyły się z kosztami, z łatwością przebijając oferty europejskich klubów. Futbol w Chinach miał stać się popularniejszy, bardziej dochodowy, a sukcesy reprezentacji miały służyć komunistycznej władzy i jej propagandzie.

Luquinhas i Kamil JóźwiakJest decyzja ws. protestu Legii Warszawa. "Luquinhasowi nie trzeba dużo, żeby się przewrócił"

Do Chińczyków dotarło jednak, że wszystkiego nie da się kupić. Niebotyczne pieniądze trafiały na konta gwiazd, a liga nie przynosiła zakładanych zysków. Kluby, które poprzez sprowadzanie wielkich nazwisk miały przykuwać uwagę lokalnych społeczności, niemal całkowicie się od nich odcięły. Liga chińska, zamiast dynamicznie się rozwijać, topiła pieniądze, wysyłając je na konta rozkapryszonych gwiazd. A piłkarze z Zachodu widzieli w niej studnię bez dna. Szaleństwo liczone w setkach milionów euro postanowiła zatrzymać tamtejsza federacja piłkarska. Niemałe znaczenie miała też pandemia koronawirusa.

Drastyczne obostrzenia finansowe

W 2017 r. chińska federacja piłkarska w porozumieniu z rządem postanowiła sprawić, by budżety klubów uniezależniły się od potężnych dotacji i stały się bardziej zrównoważone i profesjonalne. W tym celu ustanowiono aż 100-procentowy podatek od każdego transferu spoza Chin powyżej 6 mln euro. Rząd chciał tym samym sprawić, by pieniądze nie wypływały z kraju strumieniem, a liga jednocześnie zabroniła klubom przepłacania za piłkarzy.

Na najbliższy sezon, który rozpocznie się w kwietniu, ustanowiono też maksymalną pensję dla zawodników w wysokości 3 mln euro rocznie. To tyle, ile w 2017 r. zarobił przez miesiąc Tevez, który czas w Shanghai Shenhua nazwał wakacjami. - Nadmierne wydatki zdestabilizowały tę ligę. Średnie wydatki klubów w 2019 r. wyniosły 150 mln euro. Około 110 mln euro szło do kieszeni piłkarzy. 75 proc. wynagrodzeń przeznaczonych było dla zawodników zagranicznych - mówił sekretarz generalny chińskiej federacji Louis Liu.

Zbigniew BoniekZbigniew Boniek jednoznacznie ocenia efekty swojej pracy w PZPN. Żałuje tylko jednego

Finansowe obostrzenia zrewolucjonizowały chiński rynek transferowy. Zimą zeszłego roku kluby z tego kraju wydały łącznie zaledwie 28 mln euro, co było najniższą kwotą od 2011 r. Aż dziewięć z 16 klubów nie wydało na wzmocnienia choćby eurocenta. Chociaż wprowadzony limit płac nie obowiązywał aktualnych kontraktów, to widmo radykalnej obniżki płacy sprawiło, że gwiazdy zaczęły wracać do Europy. Tak było z Odionem Ighalo, który przeniósł się z Shanghai Shenhua do Manchesteru United czy Carrasco, który wrócił do Atletico Madryt z Dalian Pro. 

By zrozumieć, jak ogromne zmiany wprowadziło ustanowienie płacy maksymalnej, wystarczy spojrzeć na najwyższe pensje w lidze chińskiej w 2020 r.:

  1. Oscar - 23,4 mln euro
  2. Cedric Bakambu - 19,5 mln euro
  3. Hulk - 16,64 mln euro
  4. Graziano Pelle - 15,08 mln euro
  5. Paulinho - 14,04 mln euro
  6. Eder - 13 mln euro
  7. Marouane Fellaini - 12,48 mln euro
  8. Marko Arnautović - 11,96 mln euro
  9. Alex Teixeira - 10,92 mln euro
  10. Talisca - 9,36 mln euro

Upadek chińskich klubów

Właściciele klubów zaniepokoili się jeszcze przed wprowadzeniem finansowych obostrzeń. Zainwestowane środki przyniosły skutek odwrotny od zamierzonego, a na horyzoncie nie widać było poprawy. Ograniczenie możliwości finansowych klubów sprawiło, że przestały one być konkurencyjne dla Europejczyków i stało się jasne, że liga chińska nie stanie się dochodowym biznesem. 

Gwoździem do trumny większości tamtejszych klubów okazała się decyzja federacji, która zabroniła właścicielom reklamowania ich firm w nazwach drużyn. Rząd nie rzucił się klubom na ratunek, bo i on stracił cierpliwość. Chińscy giganci byli krótkowzroczni, nie budowali zrównoważonych klubów, które miały opierać się nie tylko na przepłacanych gwiazdach, ale też na kibicach i szkoleniu.

Robert Lewandowski i Serge Gnabry w meczu z FC KoelnPrezes giganta przyznał, że popełnił błąd ws. Lewandowskiego. Kolejnego Polaka weźmie od razu

Zniechęcone firmy zaczęły wycofywać się z klubów. To dlatego z długiem w wysokości 75 mln euro upadło Jiangsu Suning. Po tym jak Tianjin Teda musiało zmienić się w Tianjin Tigers, jeden z najstarszych klubów w kraju również stanął na krawędzi po odejściu właściciela - Teda Holding. W lutym, z powodu długów, z azjatyckiej Ligi Mistrzów wyrzucony został Shandong Luneng.

Dane Chińczyków są szokujące. Tylko w poprzednim sezonie aż 11 klubów zostało wyrzuconych z profesjonalnych krajowych rozgrywek z powodu problemów finansowych, a pięć kolejnych wycofało się dobrowolnie. Chińskie kluby, które niedawno wydawały pieniądze na lewo i prawo, dziś walczą o przetrwanie.

"Musimy zacząć od nowa"

Do problemu odniósł się chiński rząd, który wydał oświadczenie za pośrednictwem państwowej agencji informacyjnej Xinhua. "Nadszedł czas, by szanować prawa rynku i piłki nożnej. Musimy mocniej postawić na szkolenie młodzieży i nastawić się na pracę przez lata" - napisano.

"Musimy zacząć od nowa. Nie możemy zagubić się w przeszłości czy wyrzutach sumienia. Aby rozwiązać nasz problem, musimy zniszczyć to, co było złe i zacząć budowę od zera. Chiński futbol, jego promocja i to, w którą stronę podążał, wymaga ponownej oceny. Czeka nas nowe otwarcie po szybkim i dzikim rozwoju".

Krzysztof Piątek podjął decyzję, trener Herthy jest zachwycony jego ambicjąKrzysztof Piątek podjął decyzję, trener Herthy jest zachwycony jego ambicją

Na razie nie wiadomo jak chińska rewolucja w futbolu przełoży się na zagraniczne inwestycje. Chociaż Inter zmierza po pierwsze od 2010 r. mistrzostwo Włoch, to w mediach pojawiają się plotki, że Suning Appliance Group, która jest współwłaścicielem klubu, może sprzedać swoje akcje. 

Podobne problemy dotyczą klubów angielskich. Lai Guochuan, czyli właściciel West Bromwich Albion, od dawna szuka chętnego, któremu mógłby sprzedać klub. Chińska firma budowlana GC-Fosun drastycznie ogranicza zaś plany wobec stadionu Wolverhampton Wanderers.

Czy Chińczycy zaczną też wycofywać się z Europy? Tego nie wiadomo. Pewne jest jednak, że taka decyzja w niektórych klubach mogłaby doprowadzić do trzęsienia ziemi porównywalnego do tego, które dzieje się w chińskich klubach. Te okazały się kolosami na glinianych nogach.