Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Były bramkarz Anglii został youtuberem. Ogląda go więcej ludzi niż ligę, w której gra

Ben Foster, bramkarz Watfordu, na swoim kanale YouTube otwiera zamknięte zazwyczaj drzwi piłkarskiego świata: bierze kamerę GoPro do szatni, podczas meczów kładzie ją w swojej bramce, więc słychać, jak napastnicy rywali wyzywają się od "samolubnych gówien". Ale pokazuje też zwykłe życie - setki kilometrów przejechanych na rowerze, tłuste frytki i plujące alpaki. Bez żadnego nadęcia i gwiazdorzenia. Filmy mają miliony wyświetleń, kibice je pokochali. Gorzej, gdy Foster popełni w meczu błąd - wtedy obrywa podwójnie.

Przykład z początku roku: Watford grał ze Swansea, a Foster jak zwykle umieścił kamerkę w narożniku bramki, by nagrać ciekawe zdarzenia ze swojego pola karnego i zabawne okrzyki rywali. Kilka tygodni wcześniej napastnik Luton wykrzyczał swojemu koledze, że jest "samolubnym gównem", gdy ten uderzył, zamiast mu podać. Foster dodał to do swojego vloga i uzbierał 400 tysięcy wyświetleń. Inne jego filmy mają ich jeszcze więcej, a już ten z meczu ze Swansea jest absolutnym hitem. To dlatego, że tuż przed przerwą Jamal Lowe strzelił Fosterowi gola, podbiegł do linii bramkowej i wskazał palcem prosto w obiektyw GoPro. Po meczu bramkarz Watfordu zapytał kibiców, czy powinien umieścić ten moment w kolejnym vlogu. Dyskusja była gorąca: tak - bo to zabawne, nie - bo Watford tamten mecz przegrał, więc śmiać się nie wypada. 

Zobacz wideo Kłopoty Milika w Napoli. "Wolę w kadrze niegrającego Milika niż grającego regularnie Piątka"

- Nazywam się Ben Foster, jestem mężem i ojcem dwójki wspaniałych dzieci. Lubię jeździć na rowerze. Na życie zarabiam, grając w piłkę. Tak to wygląda. Musiałem nauczyć się rozdzielać to kim jestem, od tego co robię w pracy - powiedział w wywiadzie dla "ESPN" i mimowolnie sformułował główne przesłanie swojego kanału "Cycling GK". Foster ma bowiem do piłki nożnej spory dystans i próbuje nim zarazić kibiców. Dlatego też, chociaż przegrał mecz ze Swansea po dwóch golach Lowe, umieścił go w filmie, gdy podbiegał do kamerki.

Ten vlog już jest najpopularniejszym ze wszystkich - przez tydzień został wyświetlony prawie milion razy. Kanał Fostera ma cztery razy więcej widzów (370 tys.) niż kanał Championship, a jego filmy średnio ogląda sto razy więcej osób niż skróty meczów na oficjalnym koncie Watfordu. To medialne zjawisko raz jeszcze dowodzi, że w sporcie szukamy osobowości i dobrych historii. A najlepiej, jeśli przy tym, ktoś uchyli nam zamknięte zazwyczaj drzwi. Foster jest klepany po plecach, ale tylko jeśli nie popełnia błędów w bramce. Jeśli mu się przytrafiają, od razu słyszy, że rozprasza go ta mała kamerka.

 

Ben Foster zaprasza do swojego świata

Foster ma 37 lat, sam przewiduje, że pogra jeszcze dwa-trzy sezony, skończy karierę i wsiądzie na ukochany rower, by dziennie wykręcać jeszcze więcej kilometrów. Jego pierwszym wielkim klubem było Stoke, z którego po kilku latach trafił do Manchesteru United. Był 2005 rok, eksperci powtarzali, że za kilka lat będzie najlepszym angielskim bramkarzem, a sir Alex Ferguson szykował go na następcę Edwina Van Der Sara: sadzał na ławce, w mniej ważnych wpuszczał na boisko i wypożyczał na zaplecze Premier League. Ale z czasem okazało się, że Ben nie osiągnie tak wysokiego poziomu, by zostać następcą Holendra, więc został sprzedany do Birmingham, a stamtąd do West Bromu. Źle mu nie było: grał w Premier League, był powoływany do reprezentacji Anglii, zagrał z nią na mundialu w 2014 roku. Od trzech sezonów broni w Watfordzie, ale dopiero w 2020 roku porządnie przedstawił się kibicom. 

Lewandowski dołączył do firmy 4FLewandowski z nowym kontraktem reklamowym. "Zaskoczenie. Zamyka sobie drzwi"

Kanał wymyślił podczas wiosennego lockdownu, a trzy miesiące temu ruszył z nagrywaniem. Pokazuje swoją codzienność: rowerowe wycieczki, odwiedziny u alpak, życie na wsi - z setką gęsi, czterema lamami, sześcioma strusiami, dwoma pawiami. Zaprasza do piłkarskiej szatni, zabiera do samolotu, proponuje grę na telefonie. Wprowadza widzów do zespołu: przedstawia kolegów z drużyny, pokazuje, jak zachowują się na co dzień, nagrywa chrzty nowych piłkarzy, lubi chwilę porozmawiać z pracownikami klubu - spytać co u pana opiekującego się murawą, jak się wiedzie pani piorącej stroje, co słychać u kierowcy autobusu. Nie gwiazdorzy. Nie zabierze was na zakupy do galerii handlowej. Prędzej na jakąś farmę albo do stajni. Zwykłe, proste życie. Ale jest też to uchylanie drzwi do piłkarskiej szatni - w czasach, gdy futbol odsłonił już niemal wszystko, miejsca wciąż nieodkrytego. A tam sporo jest żartów z kolegami, niekiedy spory i kłótnie. Nie wiem, jak taguje swój kanał Ben Foster, ale kluczowe słowo to 'dystans': spory do siebie, niewielki do widza. 

- Żebyś mnie źle nie zrozumiał: kocham piłkę nożną, lubię w sobotę tę przedmeczową adrenalinę, to oczekiwanie. Ale wszystko inne, co wiąże się z futbolem, po prostu odrzucam. Nie chcę sławy, nie chcę popularności. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Mam gdzieś co myślą i mówią o mnie inni. Nauczyłem się to odrzucać. Jako piłkarz, a przede wszystkim jako bramkarz, musisz tak robić, bo inaczej będziesz obciążony i zdenerwowany. Nerwy zeżrą cię od środka. Dlatego biorę kamerę i staram się pokazać ludziom, jak wygląda piłka nożna od środka, jak radzę sobie z jej różnymi stronami. A kibiców naprawdę to interesuje. Nawet te moje rowerowe odcinki mają po sto tysięcy wyświetleń - opisywał w wywiadzie dla "ESPN".   

Kanał powstał z nudów i z potrzeby robienia nowych rzeczy, którą Ben - jak sam twierdzi - odziedziczył po tacie. Jest połączeniem jego dwóch miłości: do piłki i do rowerów. Foster jeździ przynajmniej dwie godziny dziennie, potrafi zachwycać się błyskiem swojego łańcucha i długo opowiadać o nowym siodełku. Pasjonat. Zaraził się podczas rehabilitacji po zerwanych więzadłach, gdy lekarze wsadzili go na rower, by zaczął obciążać uszkodzone kolano. I już z niego nie zsiadł. Pozwala mu oczyścić głowę, uciec od zgiełku, zwiedzać. A przy okazji spala kalorie, robiąc miejsce na ulubione frytki z keczupem czy chipsy. Bo Foster nie próbuje pozować na ultraprofesjonalistę. Albo nim jesteś, albo nie. On lubi zjeść hamburgera, a później spalić go na rowerze. Wiosną, gdy wszyscy siedzieliśmy zamknięci w domach, kupił sobie stacjonarny rower, by po wznowieniu sezonu jeszcze zmieścić się w bramce.

- Jestem łasuchem, więc podczas izolacji bałem się, że przytyję. Jadłem więcej, ale też więcej jeździłem. Orałem po kilka godzin dziennie i uzyskałem najlepszą formę w swojej dwudziestoletniej karierze. Rower to najlepszy lek - mówi. Foster pokazuje kibicom, że piłkarzem można być od 10 do 16, a później wręcz nie warto nim być, żeby nie oszaleć.

 

Piłka pokazana z perspektywy, jakiej nie znamy 

Najwięcej kontrowersji budzi stawiana w narożniku bramki kamera. Przyczepiła się już do niej telewizja transmitująca mecze Champioship, twierdząc, że zamieszczając na YouTube fragmenty meczów, narusza przepisy. Fosterowi udało się dogadać: obiecał, że pieniądze, które na tym zarobi, przekaże organizacji charytatywnej EFL Mind, dbającej o zdrowie psychiczne piłkarzy.

Kamera przestała uwierać telewizję, ale po porażkach Watfordu denerwuje jego kibiców. Foster powtarzał, że zabiera ją na mecze, żeby dać ludziom namiastkę meczowej atmosfery, za którą tęsknią. Chce im pokazać mecze z perspektywy, z jakiej nigdy ich nie widzieli. We fragmentach wrzucanych do vlogów piłka wydaje się lecieć znacznie szybciej niż w telewizji. Po kilku odcinkach ma się więcej zrozumienia dla bramkarzy. Często bowiem nie widać, gdzie jest piłka, bo obrońcy zasłaniają i później trzeba interweniować instynktownie. To, co w telewizji wygląda na oczywisty błąd, z tej perspektywy wcale nie wydaje się tak jednoznaczne. Na pustym stadionie doskonale słychać, jak Foster dyryguje obrońcami. Oglądając jego filmy, zaczynasz też rozumieć, jak samotny jest bramkarz na boisku. 

Miejsce katastrofyWinni katastrofy byli w samolocie. Reszta umywa ręce. Radość na chwilę przykryje smutek rodzin ofiar

Po ostatnim ligowym meczu ze Swansea, przegranym przez Watford 1:2, Fosterowi dostało się bardziej niż kiedykolwiek. Dodał do filmu tę zabawną reakcję Lowe, który doskonale wiedział, że w bramce jest kamera, która zbiera materiał pod setki tysięcy wyświetleń, więc postanowił się przywitać. Kibice sądzą, że stracona bramka powinna zaboleć Fostera znacznie bardziej. Nie wyciął cieszynki Lowe, więc jest "całkowicie oderwany" i "bardziej zainteresowany byciem gwiazdą mediów społecznościowych niż bramkarzem". To cytaty z komentarzy pod jego postem na Twitterze. Ale bramkarza-cyklistę krytykują nie tylko anonimowi kibice, ale też ludzie z nazwiskiem. Ostatnio były prezes Crystal Palace, Simon Jordan, stwierdził w swojej audycji radiowej, że występy Fostera są znacznie gorsze, odkąd zajął się vlogowaniem. - Powinieneś bardziej przejmować się swoimi meczami. Może schowasz kamerę na kilka tygodni do szafy, skupisz się na bronieniu i zobaczysz efekty? - doradzał. 

- Kiedy wygrywamy, wszyscy mówią, że Ben robi tymi filmikami genialną robotę. Ale niech tylko ktoś strzeli mu gola… Wtedy okazuje się, że kamera mu przeszkadza. Zabawna huśtawka - mówił w radiu "Talksport" napastnik Watfordu, Troy Deeney. - Piszą też, że obecność jego kamery w szatni na pewno nas rozprasza. Gdyby to robił młody piłkarz, może i tak by było. Ale Ben jest doświadczony, wie co i kiedy może nagrać. To profesjonalista - bronił kolegę Tom Cleverley, który bardzo często pojawia się we vlogach. Pretensji nie ma też trener Xisco Munoz: - Jestem bardzo zadowolony ze wszystkich bramkarzy - uciął pytania dziennikarzy.

Foster nie ukrywa, że rozwijając kanał, urządza swoje życie po karierze. Niedługo zejdzie z boiska, włoży kask, wsiądzie na rower i będzie jeździł szlakami najpopularniejszych wyścigów: Giro d’Italia i Tour de France. Chce częściej zabierać swoich przyjaciół na rowerowe wyprawy w Alpy: dziesiątki kilometrów pokonanych za dnia, a po zmroku kilka wypitych drinków przy basenie. Tak mu się marzy. Kanał może mu pomóc zrealizować to marzenie.