Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Rekordy zakażeń i 25 tys. kibiców na trybunach. To nie fikcja. Nowa japońska rzeczywistość

Jakub Kręcidło
"Bilety wyprzedane". Kibice w Europie odwykli od widoku tego napisu, jednak w Japonii było sporo rozczarowanych fanów. Bo finały Pucharu Cesarza (Kawasaki Frontale - Gamba Osaka 1:0) i Pucharu Japonii (FC Tokyo - Kashiwa Reysol 2:1) odbywały się przy maksymalnie obłożonych stadionach. I choć nie można mówić o "pełnych trybunach", bo Stadion Narodowy w Tokio był wypełniony odpowiednio w 20 i 35 proc., to Japończycy pokazali, że na 200 dni przed startem igrzysk olimpijskich da się zorganizować mecz piłkarski w bezpiecznych okolicznościach. Choć nie wiadomo, jak długo taki stan rzeczy przetrwa.

Zacznijmy od pozytywów. Na meczach o Puchar Cesarza i Puchar Japonii na Stadion Narodowy w Tokio, który mieści 68 tysięcy osób, weszło w sumie blisko 40 tysięcy kibiców – 13318 na pierwszy mecz i 24219 na drugi. Aby dostać zielone światło, konieczne było przejście badań w specjalnie przygotowanych stanowiskach.

Japończycy mówią: "Zobaczcie jak kibicujemy!"

– Baliśmy się o rozprzestrzenianie się wirusa, jednak wszystko przebiegło dobrze – cieszył się prezes J-League Mitsuru Murai. – Nikt nie został cofnięty spod bramek stadionu ze zbyt wysoką temperaturą. Nikt też nie potrzebował pomocy lekarskiej. Kibice przestrzegali stworzonego przez nas regulaminu. Transmitowaliśmy finał na cały świat i cieszę się, że przedstawiciele innych narodów mogli zobaczyć, jak kibicujemy – mówił Japończyk.

Zobacz wideo Bayern przegrywał do przerwy 0:2. W drugiej połowie rozjechał Mainz [ELEVEN SPORTS]

Nie było ani pochwał, ani wyzwisk. Ale w ciszy nie grano

A wyglądało to naprawdę dobrze. Oglądając spotkanie w telewizji, można było pomyśleć, że to powtórka spotkania z czasów przed pandemią. Stadion był wypełniony ledwie w 35 proc., jednak to zdarzało się też wcześniej. Doping? Był. Choć inny. By ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa, Japończycy zabronili krzyczeć na piłkarzy. Nie było ani okrzyków radości, ani buczenia. Ani pochwał, ani wyzwisk. W ciszy jednak nie grano. Pozwolono na oklaski oraz na wykorzystywanie wielkich bębnów, przez co atmosfera - jak na pandemiczne czasy - była naprawdę dobra. Wreszcie przydać się mogli też pracownicy w strojach klubowych maskotek, którzy skupili się na tym, co robią najlepiej - na nakręcaniu dopingu.

Finał z poślizgiem, ale dzięki temu byli kibice

Sam mecz, który można obejrzeć na YouTube J-League, też nie był najgorszy. FC Tokyo wygrało 2:1 po bramkach Leandro (został wybrany MVP finału) oraz Adailtona. Dla drużyny ze stolicy to duży sukces, bo na trofeum czekała ona aż dziewięć lat. Warto było czekać, tym bardziej że finał odbył się z dwumiesięcznym poślizgiem, bo w listopadzie w drużynie Kashiwy Reysol wykryto ognisko koronawirusa. Wówczas nie byłoby mowy o grze z kibicami, teraz udało się wpuścić na trybuny 24 tysiące fanów. Ale czy za dwa tygodnie też dałoby się otworzyć drzwi Stadionu Narodowego w Tokio?

Rozegranie finałów Pucharów Cesarza i Japonii z kibicami na trybunach to niewątpliwy PR-owy sukces, jednak pandemicznej sytuacji w kraju daleko do znakomitej. Przed finałem Pucharu Cesarza japońska federacja anulowała sprzedaż biletów, informując, że 16 tysięcy już kupionych wejściówek pozostanie ważnych. Trzy tysiące z nich nie zostało wykorzystanych. 

Igrzyska odbędą się "za wszelką cenę"

W sylwestra, dzień przed meczem Kawasaki Frontale z Gambą Osaka, odnotowano rekordową liczbę zachorowań na Covid-19 (4540), z czego 1300 było w samym Tokio. Kraj rozważa ogłoszenie stanu wyjątkowego dla stolicy i trzech okolicznych prefektur. Premier Yoshihide Suga opiera się tym ideom, nie chcąc szkodzić gospodarce. Stan wyjątkowy obowiązywał w Japonii wiosną przez ponad miesiąc, gdy zamknięto szkoły czy ograniczono ruch turystyczny. Teraz obowiązują tam tymczasowe regulacje, w ramach których restauracje są zamykane o 20:00, a sklepy oferujące alkohol są czynne o godzinę krócej. I choć po liczbach widać, że plan Japończyków działa (245 tys. przypadków i 3429 zgonów w Japonii i, dla porównania, analogiczne wartości w Polsce – 1,32 mln oraz 29119), to kraj stoi przed ogromnym wyzwaniem, jakim będzie zorganizowanie igrzysk olimpijskich. Cytowany przez Reutersa Suga przekonuje, że odbędą się one "za wszelką cenę". 

Zegar odliczający 200 dni do startu IO w TokioZegar odliczający 200 dni do startu IO w Tokio Fot. Kiichiro Sato / AP Photo