Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Był za niski, za mikry, prześladowany przez kontuzje. Spowszedniało nam, że to chłopak z Leszna jest najlepszym piłkarzem świata

Po wszystkich zwycięstwach Roberta Lewandowskiego w 2020 roku dzisiejsza nagroda The Best od FIFA pewnie już nie zrobi takiego wrażenia. I to jest właśnie dowód, jak wielka rzecz się dzieje: spowszedniało nam, że to chłopak z Leszna, wychowany na kurzącym się boisku przy Moście Gdańskim, był w ostatnich kilkunastu miesiącach najlepszym piłkarzem świata.

Niesamowite jest już to, że taki tekst - o zwycięstwie Roberta Lewandowskiego w najważniejszym piłkarskim plebiscycie w tym roku, FIFA the Best - można było napisać tak naprawdę miesiąc temu, gdy informowaliśmy, że FIFA, w przeciwieństwie do "France Football", nie odwołała swojej zabawy i zaczyna zbieranie głosów. Późniejsze odliczanie do dzisiejszej gali, ujawnienie, kto będzie w finałowej trójce, to było już tylko podgrzewanie emocji tam gdzie się jeszcze da. Bo w sprawie zwycięzcy się nie da: każdy inny werdykt niż zwycięstwo Lewandowskiego byłby w tym roku ośmieszeniem plebiscytu. Obok Polaka w finałowej trójce znaleźli się giganci: Cristiano Ronaldo i Lionel Messi, którzy dominowali w światowym futbolu przez ostatnie dwanaście lat, równo na dekadę zawłaszczyli dla siebie Złotą Piłkę "France Football". W 2018 roku Luka Modrić odebrał im ją na chwilę, a rok później znów wygrał Messi. Ale wieloletnie zasługi, wielkość, geniusz, popularność Messiego i Cristiano Ronaldo położone na szali zasług w 2020 nadal nie mogą jej przeważyć na niekorzyść Lewandowskiego. Nie da się w roku bez wielkiego turnieju reprezentacji zrobić więcej niż zrobił Lewandowski. Zdobył z Bayernem potrójną koronę: mistrzostwo i Puchar Niemiec oraz Puchar Europy, co wcześniej w 120-letniej historii tego klubu zdarzyło się tylko raz. Do tego dołożył Superpuchary Europy i Niemiec. Został pierwszy raz w karierze królem strzelców Ligi Mistrzów. W Bundeslidze zdobył 34 gole w sezonie, czego przed nim dokonali tylko dwaj piłkarze, Gerd i Dieter Muellerowie, obaj w latach 70. ubiegłego wieku.  

Zobacz wideo

Robert Lewandowski przekroczył kolejne granice: geograficzne i wyobraźni 

"France Football" w 2020 roku pierwszy raz w historii nie wręczy Złotej Piłki, dlatego też nagroda dla najlepszego piłkarza wręczana przez FIFA jest tą najważniejszą. Głosują w tym plebiscycie przedstawiciele wszystkich środowisk piłkarskich: kapitanowie, selekcjonerzy reprezentacji, dziennikarze ze wszystkich krajów członkowskich FIFA. Swoje głosowanie mają też internauci i glos każdej z tych grup waży w plebiscycie po 25 procent. Tym razem z powodu pandemicznej przerwy w rozgrywkach głosowaniu podlegały wyczyny piłkarzy w dłuższym czasie niż zwykle: nie za sezon, a za  okres od 20 lipca 2019 do 7 października 2020. W tym czasie Lewandowski strzelił 64 gole i przy 15 asystował. W roku, w którym tak obrodziło w plebiscyty, Polak wygrał już plebiscyt UEFA na najlepszego piłkarza Europy, plebiscyt hiszpańskiego "AS-a", włoskiego "Tuttosport", międzynarodowego magazynu "FourFourTwo", portalu "Goal.com". Również plebiscyt Sport.pl na Ikonę Futbolu 2020, w którym głosowali dziennikarze z 53 najważniejszych dla futbolu krajów w 2020, oraz czytelnicy Sport.pl. 

Jeszcze nigdy piłkarz z Polski nie był najlepszy na świecie. Nie dokonali tego Kazimierz Deyna i Zbigniew Boniek, którzy zajmowali trzecie miejsca w plebiscycie "France Football", inni nawet się nie zbliżyli, niewielu było zwycięzców spoza wielkich piłkarsko krajów: FIFA wybiera najlepszego piłkarza od 1991 roku i jeszcze nigdy nagroda nie trafiła do zawodnika z kraju tak oddalonego na Wschód. Dostawali ją Francuzi, Brazylijczycy, Włosi, Portugalczycy, Argentyńczyk, Holender - reprezentanci wielkich futbolowych nacji. Rodzynkami byli George Weah z Liberii i Luka Modrić z Chorwacji. Nawet w Złotej Piłce - mającej znacznie dłuższą tradycję - było tylko kilku laureatów z tej części Europy. Za życia Roberta Lewandowskiego raptem trzech: Andrij Szewczenko w 2004, rok przed nim Pavel Nedved i Christo Stoiczkow w 1994. Lewandowski przekroczył i tę granicę, a poprzedników zdecydowanie przebił osiągnięciami. Oni triumfowali przed erą Ronaldo i Messiego, którzy zmienili postrzeganie tego, co w futbolu jest normalne i przesunęli granicę spektakularności na zupełnie inny poziom. Żeby dzisiaj zaimponować światu i ich obu zostawić z tyłu, trzeba być doskonałym i jeszcze robić to w zespole, który odnosi wielkie sukcesy. A Lewandowski zrobił to w takim stylu, że nikt nawet o stawianie w 2020 talentu i zasług Messiego i Ronaldo ponad Roberta się nie upomina.  

Lewandowski - KucharskiPierwsze rozstrzygnięcie w sprawie Kucharski - Lewandowski. Sąd zmienia decyzje prokuratury

Oswojeni z wielkością 

Lewandowski przez lata oswajał nas ze swoją wielkością - tydzień po tygodniu, krok po kroku, strzelając gole w Bundeslidze i Lidze Mistrzów. Do tego dokładał większe wystrzały: cztery gole strzelone Realowi Madryt, pięć goli Wolfsburgowi w dziewięć minut. W tym sezonie połączył to wszystko - błyszczał, gdy wszyscy patrzyli i robił swoje, gdy na ligowe mecze spoglądało mniej osób. Imponował niezwykłą regularnością: strzelał u Niko Kovaca, gdy Bayernowi nie szło, i u Hansiego Flicka, gdy rozkwitali dookoła niego wszyscy koledzy. Trafiał do siatki przed koronawirusem i po wymuszonej pandemią przerwie. Przed zabiegiem pachwiny, któremu musiał się poddać, i po zabiegu. Zawsze, wszędzie, przeciwko każdemu.   

A my to wszystko odnotowywaliśmy bardziej lub mniej skrupulatnie. "Lewandowski strzelił dwa gole Wolfsburgowi i zapewnił Bayernowi zwycięstwo 2:1" - ta informacja ze środy wielu osobom mogła umknąć, bo środek tygodnia, przedświąteczny zgiełk, no i co to właściwie za wydarzenie, że Lewandowski strzelił dwa gole? W końcu za coś go nazywają w Niemczech specjalistą od Doppelpacków, za coś płacą mu najlepiej w całej lidze. Rzeczy, które kiedyś rozpatrywalibyśmy w kategoriach piłkarskich cudów, dziś są dla nas codziennością. Pięknie żyć w tych czasach i patrzeć, jak to co robi Lewandowski, zmienia mentalność całych piłkarskich pokoleń, zaczynając od dzieci, które dziś zaczynają kopać piłkę i wiedzą, że najlepszym na świecie został chłopak z podwarszawskiego Leszna, który piłkę kopał na szkolnym boisku niedaleko Kampinosu, trenował na piasku Varsovii, niedaleko Mostu Gdańskiego i przez lata wcale nie miał opinii geniusza. Przeciwnie - bywał skreślany, bo za niski, za mikry, prześladowany przez kontuzje. On, dzisiaj gladiator. Wszystko jest możliwe i na wyciągnięcie ręki - jak w to nie wierzyć, patrząc na jego historię? 

Młody polski piłkarz robi furorę we Włoszech. Młody polski piłkarz robi furorę we Włoszech. "To prawdopodobnie największy talent AS Romy"

Idol idealny 

Dziś Lewandowskiego znają wszędzie, jest ambasadorem Polski na wszystkie państwa. Przybliżył nas do tych, którzy wydawali się być z innego świata. Nawet jemu się długo wydawali z innego świata. Raul Gonzalez, Thierry Henry, Ruud van Nistelrooy, Filippo Inzaghi, Alessandro Del Piero - wszystkich bohaterów z bazarowych koszulek swojego dzieciństwa wyprzedził w klasyfikacji strzelców Ligi Mistrzów, choć zaczynał strzelać znacznie później. Kiedyś jego mama, Iwona Lewandowska, opowiadała o powrocie syna z dziecięcego turnieju w Holandii, gdzieś przy granicy z Niemcami. Pierwszy raz w życiu zobaczył wtedy, że na trawie jak dywan mogą grać również dzieci, a nie tylko pierwsza drużyna klubu. I że takich dywanów dla dzieci może być w jednym klubie po kilka. To mu przesunęło granicę marzeń. "Mamo, ja też chciałbym kiedyś mieć coś takiego na co dzień". Potem granicę marzeń przesuwał sobie tyle razy, aż mu to weszło w nawyk. Nie ma dzisiaj w Polsce akademii, w której nie wykorzystują jego przykładu do napędzania marzeń dzieciaków. I nie ma też już poważnej akademii, która swoim talentom kazałaby biegać po klepisku z kępkami trawy, a po treningu wypłukiwać piasek z zębów w rynience przy boisku. Przyzwyczailiśmy się uważać, że to np. Argentyna, ojczyzna Messiego jest drugim światem. Ale Messi, nawet przy wszystkich swoich problemach zdrowotnych, wymagających specjalnej kuracji, miał w porównaniu do Lewandowskiego drogę do wielkiej kariery równą jak stół. 

To, że dziś skala osiągnięć Lewandowskiego już nam trochę umyka,  to ostatnia rzecz jaką powinniśmy się martwić. To jego zasługa. Ale też zasługa tych wszystkich, którzy przez ostatnią dekadę ze wstydem nadrabiali dawne zaległości, zapewniając dzieciom kopiącym piłkę w akademiach takie warunki, jakie ich rówieśnicy z ich krajów mają już od dawna. Dziś jest wieczór radości i smakowania. Robert może sobie teraz tę radość i smakowanie przedłużyć. My nie: mamy jeszcze dla kopiących piłkę dzieciaków zbyt dużo do zrobienia.